PO ze znaczkami "Popieram Hankę, nie idę na referendum"; PiS - tani chwyt

Popieram Hankę, nie idę na referendum; Wybieram za rok, nie idę na referendum - znaczki z takimi hasłami noszą w Sejmie posłowie PO. Jak wyjaśniają, to dowód ich poparcia dla prezydent Warszawy. "Tani chwyt PR-owski" - ocenia akcję szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

Szefowa warszawskiej Platformy Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała, że politycy Platformy chcą poprzez akcję ze znaczkami pokazać, że referendum w sprawie odwołania prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz jest niepotrzebne i nic nie zmienia. - Platforma ma większość w Radzie Miasta, a odwoływanie prezydenta powinno mieć miejsce, kiedy są naprawdę bardzo poważne, realne powody, a nie jak w tym przypadku, gdy powody są powody czysto polityczne - podkreśliła.

Reklama

- Do referendum w Warszawie zostało już bardzo mało czasu, ciągle spotykamy się z mieszkańcami Warszawy, którzy popierają Hannę Gronkiewicz-Waltz i pytają się, jak mogą pomóc. Uważam, że jeśli ktoś pozytywnie ocenia dokonania prezydent Warszawy, powinien nie brać udziału w referendum, tylko pójść na wybory samorządowe za rok i wtedy podsumować pracę prezydent Warszawy - dodała Kidawa-Błońska.

Przypomniała też, że Platforma cały czas prowadzi akcję, w której - poprzez ulotki - pokazuje warszawiakom dokonania Gronkiewicz-Waltz i Platformy w ostatnich latach.

Także warszawski poseł PO Marcin Kierwiński podkreślił, że znaczki mają pokazać warszawiakom, że prawdziwe wybory są dopiero za rok. - W 2014 roku będziemy mogli wybrać wizję rozwoju Warszawy, realnych kandydatów, idąc do referendum, nie wybieramy między różnymi wizjami Warszawy - przekonywał.

- Możemy dać wyraz poparciu dla prezydent Warszawy, nie idąc na referendum w sprawie jej odwołania. O tym przypominają nasze znaczki - dodał Kierwiński.

Akcję krytykuje Prawo i Sprawiedliwość. Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak nazwał ją "tanim chwytem PR-owskim". - Jeśli posłowie PO popierają Gronkiewicz-Waltz, to niech pójdą na referendum i zagłosują za utrzymaniem dla niej stanowiska, jeśli są przeciwko uczestniczeniu w referendum, to znaczy, że nadużywają władzy. To jest prywata, bo w tym wszystkim chodzi o stanowisko dla ich koleżanki, a nie o dobro Warszawy - podkreślił.

Referendum w sprawie odwołania Gronkiewicz-Waltz odbędzie się 13 października. Będzie ważne, jeśli weźmie w nim udział 3/5 liczby wyborców, którzy wzięli udział w wyborze odwoływanego organu. W wyborach prezydenta Warszawy w 2010 r., w których zwyciężyła Gronkiewicz-Waltz, wzięło udział 649 049 osób. Oznacza to, że referendum w sprawie jej odwołania będzie ważne, jeśli weźmie w nim udział co najmniej 389 tys. 430 osób.

Gdyby Gronkiewicz-Waltz została odwołana, osobę pełniącą funkcję prezydenta miasta (tzw. komisarza) "niezwłocznie" wyznaczyłby premier. Swoją funkcję pełniłaby ona do czasu wyboru nowego prezydenta.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje