Pogrzeb skatowanego 4-letniego Daniela

Na cmentarzu katolickim Wszystkich Świętych w Łodzi pochowano we wtorek Daniela Pełkę, czterolatka zamordowanego, a wcześniej głodzonego i maltretowanego, przez matkę i jej konkubenta w Wielkiej Brytanii.

Na początku sierpnia sąd w Birmingham orzekł dla obojga kary dożywocia. Zbrodnia zbulwersowała brytyjską opinią publiczną i wykazała niemoc miejscowych służb socjalnych.

Reklama

Przypomnijmy, że bezpośrednim sprawcą śmierci Daniela P. był 34-letni Mariusz K., który spowodował uszkodzenie mózgu uderzając go w głowę. Mężczyzna również w przeszłości bił Daniela, karał go klęczeniem w kącie i wyczerpującymi ćwiczeniami fizycznymi. 

Sprawa odbiła się szerokim echem w brytyjskich mediach, ponieważ szkoła, urzędy pomocy społecznej i policja nie zapobiegły śmierci dziecka, choć miały podstawy podejrzewać, że chłopiec jest źle traktowany. Departament ochrony dzieci władz miejskich Coventry wszczął w tej sprawie dochodzenie.

"Niewyobrażalne okrucieństwo"

Inspektor policji Christopher Hanson ocenił, że para Polaków traktowała dziecko z "niewyobrażalnym okrucieństwem". W czasie rozprawy ujawniono, że chłopczyk nie dostawał jedzenia, był zamykany w ciasnym i ciemnym pomieszczeniu, zmuszany do jedzenia soli, bity i sadystycznie karany (m.in. trzymano mu głowę pod wodą). Zmarł wskutek urazu głowy i 19 innych obrażeń.

W szkole zaobserwowano, że Daniel P. jest stale głodny i wyszukuje jedzenie w kubłach z odpadkami na szkolnym podwórku. Ł. powiedziała nauczycielom, że syn cierpi na zaburzenia, które wywołują u niego stały głód, oraz że nie należy go dokarmiać. Udało jej się zbyć również zaalarmowanych przez szkołę pracowników opieki społecznej. Pytani przez policję krewni Ł. zapewnili, że jest ona troskliwą matką.

W szpitalu, do którego Daniel trafił ze złamaną ręką w styczniu 2011 r., K. powiedział lekarzom, że złamał mu ją przypadkowo podczas zabawy w chowanego. 

Udało mu się nawet przekonać pediatrów, że chłopiec jest nienaturalnie chudy, ponieważ cierpi na zaburzenia pokarmowe. Policji, która interweniowała w reakcji na doniesienie ze szpitala, Ł. i K. powiedzieli, że chłopiec spadł z kanapy w czasie zabawy.

Funkcjonariusze nie podjęli żadnych działań, ponieważ według opinii lekarskiej typ obrażeń, jakie stwierdzono u Daniela, mógł być spowodowany upadkiem. Policja tłumaczyła, że nic nie wskazywało na to, że Ł. i K. kłamią.

Żadne z nich nie okazało emocji

Ł. broniła się przed sądem, oskarżając swego partnera o to, że zachowywał się gwałtownie wobec niej i dziecka. Ława przysięgłych nie dała wiary tym zapewnieniom. Ławnicy uznali, że jest współwinna śmierci dziecka oraz że swoje stosunki z K. przedkładała nad dobro chłopca.

Ł. była uzależniona od marihuany, amfetaminy i alkoholu. SMS-y wymieniane między nią a jej partnerem dowodziły, że oboje działali w zmowie. W czasie ogłaszania werdyktu ławy przysięgłych żadne z nich nie okazało emocji.

Donosząc obszernie o procesie brytyjskie media zwracały uwagę, że Mariusz K. był już sześciokrotnie aresztowany i odsiedział w Wielkiej Brytanii trzy wyroki za jazdę samochodem mimo utraty prawa jazdy. Nie został jednak odesłany do Polski, gdyż unijne przepisy przewidują deportację tylko w przypadku ciężkich przestępstw.










PAP/TVN/xnews/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: pogrzeb

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje