Policjantka winna złamania zasad etyki, ale ukarana nie będzie

Policjantka nagrana w pełnej poufałości rozmowie z b. komendantem wojewódzkim policji w Opolu została uznana winną naruszenia dyscypliny służbowej i nieprzestrzegania zasad etyki zawodowej, ale ukarana nie będzie - uznała obecna komendant opolskiego garnizonu.

Hubert Adamek z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu podał w poniedziałek, że wszczęte pod koniec maja tego roku postępowanie dyscyplinarne przeciw funkcjonariuszce KWP w Opolu, nagranej wraz z b. komendantem opolskiego garnizonu, zostało zakończone w ostatnich dniach. - Na podstawie oceny całokształtu okoliczności sprawy, przełożony dyscyplinarny - Opolski Komendant Wojewódzki Policji - odstąpił od ukarania funkcjonariuszki  - poinformował.

Reklama

Przedstawiciel biura prasowego powołał się na przepis ustawy o policji, z którego wynika, że można odstąpić od ukarania policjanta, jeżeli stopień jego winy lub szkodliwości przewinienia nie jest znaczny, a "właściwości i warunki osobiste policjanta oraz dotychczasowy przebieg służby uzasadniają przypuszczenie, że pomimo odstąpienia od ukarania będzie on przestrzegał dyscypliny służbowej oraz zasad etyki zawodowej".

Orzeczenie w tej sprawie jest nieprawomocne, policjantka ma tydzień od dnia jego wydania, by złożyć odwołanie do komendanta głównego policji.

Wszczęte w maju postępowanie dotyczyło naruszenia dyscypliny służbowej i nieprzestrzegania zasad etyki zawodowej. Sprawa związana była z 18-minutowym nagraniem, które trafiło do redakcji "Nowej Trybuny Opolskiej". Gazeta podała, że komendant został potajemnie nagrany podczas rozmowy z wysoko postawioną oficer policji, a "w rozmowie pełnej zażyłości mieszają się wątki służbowe i obyczajowe". Anonimowy informator płytę z nagraniem przesłał do redakcji pocztą. W liście dołączonym do płyty napisał m.in.: "przesyłam autentyczną, nagraną w listopadzie 2012 roku płytę, która ukazuje, w jaki sposób załatwia się sprawy w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Opolu".

Opolski komendant został odwołany

Po kilku miesiącach postępowania, które prowadzi Prokuratura Okręgowa w Legnicy, ustalono we wrześniu, że nagranie powstało przypadkiem, a nie w wyniku założonego podsłuchu. Potwierdziły to trzy opinie biegłego z zakresu informatyki. Wynika z nich, że rozmowa między byłym komendantem i policjantką odbyła się w momencie, gdy przygotowana już była i włączona aparatura nagrywająca przed zaplanowaną na ten dzień telekonferencją z komendantami powiatowymi policji. Wtedy do gabinetu komendanta weszła kobieta i odbyła się zarejestrowana rozmowa.

Postępowanie ws. nagrań i ich ujawnienia nie zostało jeszcze zakończone.

Opolski komendant został odwołany tuż po publikacji nagrania przez ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza na wniosek komendanta głównego policji nadinsp. Marka Działoszyńskiego i odszedł na emeryturę. W lipcu obowiązki komendanta wojewódzkiego w Opolu objęła insp. Irena Doroszkiewicz.

Odbyła się też kontrola w opolskiej komendzie wojewódzkiej policji, którą przeprowadziły Biuro Kontroli i Biuro Spraw Wewnętrznych KGP. Policja nie ujawniła raportu, przekazała go śledczym.

Nagraną z komendantem policjantkę zawieszono pod koniec maja na trzy miesiące, wszczęto wobec niej postępowanie dyscyplinarne i obniżono jej pensję o połowę. W sierpniu skończył się jej okres zawieszenia. Po tym została zwolniona z zajmowanego dotąd stanowiska - naczelniczki wydziału komunikacji społecznej - i przeniesiona do innego wydziału.

Od września trwa też proces o zniesławienie, jaki komendant powiatowy policji ze Strzelec Opolskich wytoczył za słowa nagranej policjantki. Kobieta mówiła w zarejestrowanej rozmowie, że strzelecki komendant jeździł radiowozem korzystać z usług prostytutek. W sprawie zeznawał już m.in. były opolski komendant wojewódzki. Kolejna rozprawa w tym procesie zaplanowana została na najbliższy wtorek.

Dowiedz się więcej na temat: policja | Opole

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje