Politycy o złożeniu dymisji przez gen. Skrzypczaka: Dobra decyzja

Decyzja gen. Waldemara Skrzypczaka o złożeniu dymisji z funkcji wiceszefa MON była słuszna - uważają politycy wszystkich sejmowych klubów. Opozycja wskazuje na możliwe nieprawidłowości przy przetargach na zakup uzbrojenia i domaga się wyjaśnień.

Skrzypczak - odpowiedzialny jako wiceminister w MON za zakupy uzbrojenia i sprzętu wojskowego - podał się w czwartek do dymisji. Oświadczył, że jest obiektem niesprawiedliwych ataków, które stały się obciążeniem dla rządu.

Reklama

Wiceszef PO Grzegorz Schetyna ocenił, że Skrzypczak oddaje się do dyspozycji, by "przeciąć cały wachlarz enuncjacji prasowych". Schetyna podkreślił w rozmowie z dziennikarzami, że w sprawach ważnych dotyczących uzbrojenia i przetargów "każdy musi być jak żona Cezara, szczególnie ci ludzie, którzy odpowiadają za publiczne pieniądze i mają na nie wpływ".

- Uważam, że dobrze się stało, iż generał Skrzypczak sam podejmuje tę decyzję, chce być z boku, jest do dyspozycji, czeka na wyjaśnienie tych wszystkich spraw - powiedział Schetyna.

- Lepiej późno niż wcale - tak dymisję Skrzypczaka skomentował szef klubu PiS Mariusz Błaszczak. Jak ocenił, decyzja Skrzypczaka świadczy o tym, że "to, o czym pisała prasa było uzasadnione".

Pytany, czy traktuje złożenie dymisji jako przyznanie się do winy, Błaszczak odparł, że "gdyby było inaczej, to ta dymisja by nie nastąpiła". "Ale minister Skrzypczak powinien być zdymisjonowany wtedy, kiedy Służba Kontrwywiadu Wojskowego zawiesiła certyfikaty dostępu do informacji niejawnych. Przypomnę, że wtedy zdymisjonowany został nie minister Skrzypczak, ale szef SKW" - powiedział szef klubu PiS.

- Uważamy, że wszystkie przetargi, które były organizowane przez MON powinny być sprawdzone przez odpowiednie służby. Chodzi o miliardy złotych - zaznaczył Błaszczak.

Za sprawdzeniem przetargów opowiada się też Solidarna Polska. Zdaniem rzecznika klubu SP Patryka Jakiego w sferze bezpieczeństwa panuje bałagan. - Konflikt w MON jest znany od dawna. W tle są ustawiane przetargi za duże pieniądze. W sprawie nie chodzi o samego generała Skrzypczaka. Do dymisji powinien podać się sam minister obrony - powiedział PAP Jaki.

Jego zdaniem przetargi MON powinny być tematem posiedzenia komisji obrony narodowej, o co wnioskował jego klub.  

- Jeśli człowiek podaje się do dymisji, bo miał rzekomo dosyć trudnej sytuacji, a jednocześnie nie chce obciążać nią swoich przełożonych: szefa MON i premiera, to należy to przyjąć do wiadomości - skomentował sprawę Artur Dębski z Twojego Ruchu.

- Tu mamy dwie strony medalu, bo Skrzypczak to świetny dowódca, jak nikt znający potrzeby polskiej armii, dodatkowo pozytywnie należy ocenić jego stanowisko jeśli chodzi o Nangar Khel, z drugiej strony zaś są informacje niepokojące. Powody i przyczyny, dla których odmówiono mu wydania certyfikatu są nieznane, ale jednak o tym się mówi: o jego podatności na wpływy i korupcję - powiedział poseł TR. Zaznaczył, że trudno mu oceniać jednoznacznie materiał prokuratury ws. Skrzypczaka, bo go nie widział.

Rzecznik SLD Dariusz Joński powiedział PAP, że sygnały o korupcji w polskim wojsku "powinny zostać wyjaśnione do końca". - Pytanie, jakie się rodzi, to dlaczego PO chroniła do tej pory Waldemara Skrzypczaka - mówił, dodając, że ma na myśli premiera Donalda Tuska i szefową komisji ds. służb specjalnych Elżbietę Radziszewską (PO).

Joński powiedział, że posłanka PO była przeciwko zwołaniu nadzwyczajnego posiedzenia komisji, czego domagał się Sojusz w związku z ujawnionym przez media listem gen. Skrzypczaka dotyczącym kupna izraelskich dronów. Radziszewska podkreślała wtedy, że sejmowa speckomisja nie ma uprawnień śledczych, a gen. Skrzypczak nie pracuje w służbach specjalnych.

- Cały czas uważamy - i taki został złożony wniosek - że komisja ds. służb specjalnych powinna się spotkać celem wyjaśnienia tej sytuacji - powiedział rzecznik SLD.

Z kolei poseł Sojuszu Zbyszek Zaborowski powiedział na czwartkowym briefingu w Sejmie, że pieniądze na zakup sprzętu wojskowego są wydawane przez MON "po uważaniu", a rząd - mimo deklaracji o modernizowaniu armii - wydaje pieniądze na używany sprzęt pancerny. - To jest dziwna polityka MON. Nie twierdzę, że w całości ponosi za nią odpowiedzialność wiceminister Skrzypczak, ale on odpowiadał za zamówienia publiczne i modernizację polskiej armii - podkreślił Zaborowski.

Z kolei wiceszef sejmowej komisji obrony narodowej Mieczysław Łuczak (PSL) podkreślił, że od dawana krytycznie oceniał gen. Skrzypczaka. - Nigdy nie był to mój ulubiony minister. Nie powinien nim być - powiedział Łuczak. Dodał przy tym, że "nie wolno nikogo sądzić, oceniać przedwcześnie". - Czas pokaże co z tej sprawy wyniknie. Dopiero po zapoznaniu się z materiałami będziemy mieli pewność - powiedział Łuczak.

Od września warszawska prokuratura prowadzi śledztwo z zawiadomienia Służby Kontrwywiadu Wojskowego śledztwo w sprawie "podejrzenia przyjęcia korzyści majątkowej przez osobę pełniącą funkcję publiczną" (za co grozi do 8 lat więzienia). Skrzypczak komentował, że "z zadowoleniem" przyjął decyzję o postępowaniu w sprawie domniemanych podejrzeń wokół jego osoby; zapewniał, że nigdy nie przyjmował żadnych korzyści majątkowych, a jego działania zawsze miały na celu dobro Sił Zbrojnych. W ostatnich miesiącach Służba Kontrwywiadu Wojskowego odebrała Skrzypczakowi dostęp do informacji niejawnych.

W sobotę "Gazeta Wyborcza" opisała list Skrzypczaka do izraelskiego resortu obrony w sprawie zainteresowania Polski dronami produkcji izraelskiej. Według mediów pismo - badane przez SKW - może być uznane za sygnał o faworyzowaniu jednego z producentów, którego nazwę Skrzypczak wymienił w liście. MON podkreślało, że list "miał charakter oficjalny, formalny i kurtuazyjny", a wymienienie nazwy firmy to "niezręczne uchybienie, ale bez większego znaczenia".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy