Polska delegacja w Kazachstanie. Odwiedziła m.in. AŁŻiR

Anna Maria Anders córką gen. Władysława Andersa, wraz z senatorami podczas oficjalnej delegacji do Kazachstanu, otworzyli wystawę „Armia Andersa - Szlak Nadziei”. Wystawa upamiętnia losy Polaków, którzy podczas II wojny światowej, po porozumieniu Sikorski-Majski wyszli z obozów rozmieszczonych w Związku Radzieckim, by na koniec sformować armię, która wzięła udział w walkach m.in. pod Monte Casino.

- To wystawa o moim ojcu i jego żołnierzach, którzy stali się potężną częścią polskiej historii, i dlatego może być pokazywana na całym świecie - mówi podczas spotkania z dziennikarzami w Malinówce w czwartek Anders, która pełni funkcję pełnomocnika rządu ds. dialogu międzynarodowego. Wystawa odwiedziła już m.in. Stany Zjednoczone. Teraz, po ok. dwóch tygodniach, będzie prezentowana w kolejnych ważnych punktach na szlaku, którym podążała armia gen. Andersa.

Reklama

Miejsce wybrane na wystawę nie jest przypadkowe. To właśnie w Malinówce, ok. 40 km od Astany, obecnej stolicy Kazachstanu, od 1937 r. funkcjonował obóz dla kobiet. W szczytowym momencie przetrzymywanych było tutaj nawet 8 tys. Polek.

AŁŻIR (akronim od: Akmoliński Obóz dla Żon Zdrajców Ojczyzny) był specjalnym oddziałem Poprawczego Obozu Pracy, jednym z największych łagrów na terenie Kazachstanu. Działał do początku lat 50. Przebywały w nim kobiety 62 narodowości, w tym 173 Polki.

Otwarcie wystawy połączone zostało także z symbolicznym złożeniem kwiatów pod tablicą upamiętniającą polskie więźniarki. Muzeum zostało otwarte na terenie dawnego obozu w 2007 roku z inicjatywy prezydenta Kazachstanu Nursułtana Nazarbajewa.

Armia Andersa, czyli...

...szlak nadziei - taką nazwę nosi wystawa, która przypomina o smutnej historii łączącej dwa kraje: Polskę i Kazachstan. Historię, o której tutaj, na miejscu wciąż się pamięta. Zwracała na to uwagę Anders, która podkreśla, że tragiczna przeszłość obu narodów może stać się fundamentem przyszłej współpracy, również w dziedzinie gospodarki. Dodała, że jej wizyta w Kazachstanie ma służyć promowaniu nowelizacji ustawy o repatriacji, która została podpisana przez prezydenta Andrzeja Dudę w kwietniu br.

- Będziemy rozmawiali z Polakami. Chcemy po raz pierwszy dać im możliwość powrotu do kraju. Dla mnie osobiście ważne są słowa mojego ojca, który mówił: Dojdziemy, może nie wszyscy, ale dojdziemy - przypomina nie kryjąc wzruszenia Anders.

Autorzy ekspozycji przypominają także, że do tworzącej się armii z głębi Związku Sowieckiego ciągnęły tysiące Polaków - żołnierzy oraz ludności cywilnej. - Była to dla nich jedyna szansa na uratowanie się od niechybnej śmierci w sowieckich łagrach. Wielu zmarło z wycieńczenia w drodze do armii, inni już na szlaku jej przemarszu" - zaznaczyli (za PAP).

Teraz Polska chce się upomnieć po raz pierwszy o rodaków, którzy zostali zesłani do Kazachstanu. O ich potomków - dzieci i wnuków. Drogą do tego ma być nowa ustawa repatriacyjna, która - przypomnijmy - już obowiązuje i według prognoz może skłonić tysiące Polaków z terenów byłego ZSRR do powrotu do ojczyzny.

- Polacy, mając w sobie wielką odwagę i determinację, pokonali z dalekiej Syberii tysiące kilometrów i odnieśli zwycięstwo nad faszyzmem. To była chyba najdłuższa droga do ojczyzny, ale tak naprawdę tej ojczyzny nie zobaczyli - przypomina wicemarszałek Senatu Maria Koc.

Szacuje się, że do Kazachstanu mogło zostać przesiedlonych nawet 2 mln ludzi. W tym - na co wskazuje Koc - nawet 1,5 mln Polaków.

Po wojnie polsko-bolszewickiej, na mocy Traktatu Ryskiego, poza ówczesnymi granicami Polski znalazło się wielu rodaków. Władze sowieckie z przyczyn politycznych stworzyły dla nich obwody autonomiczne na Białorusi (Polski Rejon Narodowy im. Feliksa Dzierżyńskiego) i Ukrainie (Polski Rejon Narodowy im. Juliana Marchlewskiego). W latach 1935-1938 postanowiono zlikwidować te obwody, a ludność wysiedlić. Na celu miało to zmianę charakteru etniczny tych trenów. Wysiedlono ich do Kazachstanu i na Syberię. Kolejne przesiedlenia - o czym przypomina Koc - miały miejsce po 1939 r.

- Pierwsza w 1940, w nocy z 8 na 9 lutego, kiedy tysiące ludzi wywieziono nagle i bez ostrzeżenia. Trudno oszacować dzisiaj skalę tych działań. Być może kiedyś, gdy wszystkie archiwa będą otwarte będziemy mogli tę liczbę dokładnie określić. Dzisiaj mówi się o 1,5 mln ludzi - podkreśla Koc i dodaje, że ustawa repatriacyjna wchodzi stopniowo w życie.

- Jesteśmy dzisiaj w Kazachstanie także po to, żeby rozmawiać z Polakami i zachęcać ich do powrotu do Polski - mówi Koc. Ilu może zdecydować się na powrót? Oficjalnie dzisiaj w Kazachstanie przebywa ponad 30 tys. rodaków. - Nawet kilkanaście tysięcy może być chętna do powrotu. Muszą się oni zapoznać z warunkami jakie ustawa daje. Musimy dać im czas, żeby przemyśleli kiedy i w jaki sposób chcą do Polski wrócić. Mają teraz taką możliwość - dodaje.

- - - -

Kazachstan i Polskę łączy nie tylko wspólna historia. Także dobre stosunki gospodarcze i handlowe. Przypomnijmy, że od początku czerwca w Astanie trwa EXPO 2017, na którym Polska ma swoje stoisko, przygotowane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Temat przewodni wystawy to energia przyszłości.

Wiceminister gospodarki Kazachstanu Serik Żumangarinov, mówił podczas spotkania z dziennikarzami, że obecnie poszukiwane są nowe technologie i innowacje w obszarze wydobycia surowców naturalnych, wciąż głównego źródła dochodów dla kraju. Dodał jednak, że Kazachstan chce rozwijać energetykę solarną i wiatrową. To zaś jest szansa dla polskich firm, które specjalizują się w tym obszarze.

By przyciągnąć inwestycje Kazachstan uruchomił specjalny fundusz, który wspiera finansowanie dużych projektów infrastrukturalnych. Planuje również opracowanie i wdrożenie - na wzór polskiego #StartInPoland - specjalnego funduszu wsparcia innowacji i startupów.

Z Astany Bartosz Bednarz 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje