Pomyłka przy in vitro. Zarodki trafią do innych placówek

Szpital ze Szczecina przeprasza za błąd, do jakiego doszło podczas zapłodnienia in vitro i zapowiada, że jest gotów wypłacić odszkodowanie. Pacjentka podległego szpitalowi laboratorium w Policach urodziła dziecko, które nie jest z nią genetycznie spokrewnione.

Przedstawiciele szpitala twierdzą, że jest mało prawdopodobne, aby takich przypadków było więcej. Zapewniają, że po przeprowadzonej w laboratorium w Policach kontroli wprowadzono zmiany i teraz procedury zapłodnienia in vitro przestrzegane są rygorystycznie.

Reklama

- Taka sytuacja została wykluczona. Nie mamy wiedzy, żeby był jeszcze ktoś inny - powiedziała reporterce RMF FM rzeczniczka szpitala Joanna Woźnicka.

Dzięki klinice na świat przyszło 60 dzieci. Teraz Klinika Medycyny Rozrodu nie przyjmuje już nowych pacjentów.

W ciągu miesiąca zamrożone zarodki na koszt szpitala zostaną przeniesione do innych placówek.

Ministerstwo Zdrowia wypowiedziało umowę w zakresie programu in vitro klinice ginekologii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego, a na placówkę nałożono karę finansową.

- To wypowiedzenie będzie trwało 30 dni z tego względu, że musimy bezpiecznie przeprowadzić inne pary do innych klinik in vitro. Musimy zaproponować tym parom możliwość wyboru kliniki, w której ta procedura będzie przeprowadzona - mówił minister Arłukowicz na wczorajszej konferencji prasowej.

Podał również, że na klinikę została nałożona maksymalna przewidziana w takich sytuacjach kara sięgająca 10 procent wartości kontraktu, czyli w tym przypadku 76 tysięcy złotych.

Wcześniej w klinice, w której mogło dojść do bulwersującego błędu, przeprowadzono kontrolę. Jak poinformował konsultant krajowy ds. położnictwa i ginekologii prof. Stanisław Radowicki, w jej toku stwierdzono, że "w przypadku tym należy uznać, że był to błąd techniczny, mający znamiona błędu medycznego". - Wobec tego, na podstawie analiz, sprawa zostaje skierowana do prokuratury w celu konkretnego, dogłębnego wyjaśnienia. Deklarujemy, że będziemy współdziałać z prokuraturą po to, aby zarówno litera prawa, jak i doświadczenie medyczne spotkały się w celu prawidłowej oceny tegoż przypadku - powiedział.

1 lipca 2013 roku rząd uruchomił trzyletni program refundacji in vitro, w którym określono także zasady stosowania tej metody. Skorzystało z niego około 10,5 tysiąca par, urodziło się dzięki temu prawie 700 dzieci (do października zeszłego roku).

W Polsce dotychczas nie ma ustawy, która regulowałaby kwestie stosowania procedury in vitro. Obowiązująca ustawa tkankowa nie zawiera zapisów dotyczących komórek rozrodczych, tkanek zarodkowych i tkanek płodów. Za niepełne wdrożenie unijnej dyrektywy dotyczącej jakości i bezpieczeństwa tkanek oraz komórek ludzkich - co wskazała w ubiegłym roku Komisja Europejska - Polsce grozi wysoka kara.

Przygotowany przez resort zdrowia projekt ustawy o leczeniu niepłodności przewiduje m.in. powstanie centrów leczenia niepłodności. Powstać ma też Rejestr Dawców Komórek Rozrodczych i Zarodków, a także Rada do Spraw Leczenia Niepłodności - jako organ doradczy i opiniodawczy ministra zdrowia. Projekt wprowadza też regulacje dotyczące znakowania, monitorowania, przechowywania i transportu oraz kryteria bezpieczeństwa i jakości komórek rozrodczych i zarodków.

O sprawie jako pierwszy poinformował "Głos Szczeciński". Jak podał, 30-letnia kobieta wraz z mężem poddała się zabiegowi pozaustrojowego zapłodnienia w Laboratorium Wspomaganego Rozrodu w szpitalu w Policach, który jest częścią szpitala klinicznego Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego przy ul. Unii Lubelskiej w Szczecinie.

Kobieta urodziła córkę, która miała liczne wady wrodzone. Przeprowadzone badania DNA wykazały, że dziewczynka nie jest biologicznym dzieckiem 30-latki.

Jeden z lekarzy znających sprawę powiedział "Głosowi Szczecińskiemu", że wszystko wskazuje na to, że podczas zabiegu in vitro nasienie męża kobiety - zamiast z komórką jajową żony - połączono z komórką innej kobiety.

Aneta Łuczkowska

Dowiedz się więcej na temat: in vitro

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama