Prawne przyzwolenie na faszyzm w Polsce?

Wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik stwierdził we wtorek, że polskie prawo wymaga usprawnień jeśli chodzi o postępowanie mające na celu delegalizację organizacji propagujących rasizm, faszyzm i nazizm. Czy polskie prawo wymaga takich zmian? A może problem leży gdzie indziej? – W Polsce są inne stowarzyszenia i organizacje propagujące zabronione treści, nie tylko „Duma i Nowoczesność”. Są aktywne, mimo że art. 13 Konstytucji RP zabrania im działalności – zauważa Mirosław Wróblewski, Dyrektor Zespołu Prawa Międzynarodowego i Konstytucyjnego RPO.

Wiceszef MS zapowiedział zmiany w przepisach prawnych, które - zdaniem eksperta - wcale nie są potrzebne. Mirosław Wróblewski uważa za to, że prokuratury powinny niejednokrotnie wykazać się większym zaangażowaniem.

Reklama

- Organy państwowe nie mogą mieć zbyt szerokich i łatwych możliwości delegalizacji stowarzyszeń. Proszę sobie wyobrazić, co by było, jeżeli ten przepis był nadużywany wobec stowarzyszeń, które w jakiś sposób "nie podobają się" władzy. Obecnie delegalizacja stowarzyszenia nie jest trudna, pod warunkiem, że prokuratura zgromadzi odpowiedni materiał dowodowy. A to jest w zasięgu prokuratur, czego dowodzi sprawa delegalizacji Obozu Narodowo-Radykalnego w Brzegu z 2009 r.

- Solidny materiał dowodowy i dobry wniosek skierowany do sądu powodują, że dzisiaj istniejące przepisy nie stoją na przeszkodzie, by zdelegalizować propagujące zabronione hasła stowarzyszenie - podkreśla rozmówca Interii.

Wystarczające przepisy?

Wokół działalności organizacji "Duma i Nowoczesność" rozgorzała w ostatnich dniach burzliwa dyskusja. W sobotę stacja TVN ujawniła, że liderzy organizacji brali udział w obchodach "na cześć" Adolfa Hitlera. Działacze organizacji postanowili urządzić zbrodniarzowi urodziny w lesie, podczas których - obok skandowania haseł na cześć Hitlera - uczestnicy wykrzykiwali patriotyczne hasła. W tej sprawie prokuratura zatrzymała już trzy osoby. Przepisy są wystarczające, pod warunkiem, że organy ścigania nie działają opieszale.

Polscy politycy próbują przerzucić się wzajemnie odpowiedzialnością za problem propagujących nazizm i faszyzm organizacji. Według Patryka Jakiego do eskalacji nastrojów faszystowskich w niektórych organizacjach doprowadziły rządy Platformy Obywatelskiej, a konkretnie niedostateczna uwaga poświęcona lekcjom historii. Wiceminister zapewnił też, że organizacja "Duma i nowoczesność" zostanie niezwłocznie zdelegalizowana. Również premier Mateusz Morawiecki zadeklarował, że w Polsce "nie ma miejsca" na organizacje neonazistowskie.

- Należy docenić gesty nowego premiera, który już dwukrotnie jednoznacznie potępił przypadki nienawiści na tle rasowym. Z drugiej jednak strony - takie wypowiedzi wśród zachodnioeuropejskich polityków są standardem - twierdzi Anna Tatar ze Stowarzyszenia "Nigdy Więcej". - Wcześniej ciągle słyszeliśmy, że ksenofobia w Polsce to "margines marginesu"- przypomina działaczka.

- W każdej sytuacji, kiedy mamy jakiś problem, pojawia się postulat zmiany przepisów prawa - zauważa ekspert RPO, który jest zdania, że najpierw należałoby usprawnić procedury delegalizacji partii politycznych, jeśli te odwołują się do propagowania zakazanych treści. Okazuje się bowiem, że pewne ugrupowanie mogło korzystać ze znaku "zakaz pedałowania", ponieważ ten napis nie wyczerpuje artykułu 13 Konstytucji RP, który zakazuje działań propagujących faszyzm, nazizm i komunizm. Jak zauważa Dyrektor Zespołu Prawa Międzynarodowego i Konstytucyjnego RPO, homofobii nie wyszczególniono w tym artykule.

Anna Tatar zwraca natomiast uwagę na kwestię zgłaszania przypadków nienawiści na tle rasowym czy religijnym.

- Statystki w Europie Zachodniej pęcznieją, podczas gdy np. na Ukrainie brakuje danych na temat tego typu zdarzeń. To oczywiście nie oznacza, że tam nie dochodzi do przemocy czy dyskryminacji. Po prostu w Europie Zachodniej jest większa świadomość problemu, takie sprawy są zgłaszane i prowadzone dalej - mówi działaczka "Nigdy Więcej".

Pięć piw i "leśne imprezy"

Jaka jest podstawowa trudność w walce z neonazistowskimi i faszystowskimi organizacjami? Zdaniem Mirosława Wróblewskiego chodzi przede wszystkim o kłopoty ze zdobyciem materiału dowodowego. Tego typu organizacje działają w konspiracji, a w ich praktykach nie biorą udziału osoby trzecie.

- Jeżeli występuje trudność z zebraniem dowodów, można wówczas skierować do sądu zarządzenie tymczasowe o zawieszeniu w czynności zarządu stowarzyszenia. Taki wniosek zazwyczaj kieruje się, kiedy prokuratura potrzebuje więcej czasu przed wydaniem decyzji. To powoduje w efekcie zawieszenie czynności całego stowarzyszenia do czasu rozstrzygnięcia, a prokuratura ma więcej czasu, by przekonać sąd do ostatecznego rozwiązania takiego stowarzyszenia - wskazuje ekspert.

Sprawa "Dumy i Nowoczesności" wyszła na światło dzienne dzięki obecności kamer telewizyjnych. Wydaje się, że gdyby nie łut szczęścia, stowarzyszenie mogłoby kontynuować swoją działalność. Pojawia się zatem pytanie - czy osoby znajdujące się we własnym gronie "propagują" zakazane treści? Jeśli tak - do kogo jest skierowana ta propaganda? A może są to spotkania prywatne?

- Tutaj w grę wchodzi nie tyle sama delegalizacja stowarzyszeń, co raczej kwestia treści przepisów Kodeksu karnego, a w szczególności tzw. Triady, czyli artykułów 256, 257 i 119 - zauważa rozmówca Interii. 

- Poza tym - trudno jest zbierać środki dowodowe, gdy spotyka się pięciu panów i ci panowie "zamawiają pięć piw" podnosząc dłoń w nazistowskim pozdrowieniu. Ewentualna próba udowodnienia może się powieść dzięki zdjęciu. Natomiast przepisy prawa karnego znoszą element publiczności, ale ostatecznie decyzja leży w gestii sądu i prokuratury - mówi Mirosław Wróblewski.

Ekspert podkreśla jednak, że do każdej sprawy należy podchodzić indywidualnie:

- Czym innym jest, kiedy pięciu panów w samotności zamawia pięć piw, a co innego, gdy kilkadziesiąt osób spotyka się w lesie - wtedy można powiedzieć, że co najmniej część członków stowarzyszenia uczestniczy w imprezie publicznej - twierdzi rozmówca Interii.

Neonazizm i faszyzm w Polsce

Grzegorz Schetyna zaapelował do ministra Zbigniewa Ziobry o "natychmiastową" delegalizację organizacji, która jest częścią "odbudowy nazizmu i neonazizmu w Polsce". Czy skala problemu jest rzeczywiście poważna a neonazizm silny w Polsce?

- W ciągu ostatniej dekady te sprawy pojawiały się zawsze, ale odbieramy sporo sygnałów wskazujących na to, że tego typu działalność przybiera formę zorganizowaną. To niepokojąca tendencja.  Wprawdzie gdy spojrzymy na statystykę przestępstw popełnianych z nienawiści, to liczba indywidualnych czynów spadła, ale otrzymujemy informacje - najczęściej przez media - o działalności zorganizowanej i ta liczba rzeczywiście jest większa - przyznaje Dyrektor Zespołu Prawa Międzynarodowego i Konstytucyjnego RPO.

- W Polsce mamy problem z nastrojami neonazistowskimi czy faszystowskimi - potwierdza Anna Tatar.

- Problem ten nasilił się mniej więcej dwa lata temu. Stowarzyszenie "Nigdy Więcej" prowadzi rejestr zdarzeń faszystowskich, neonazistowskich, rasistowskich i homofobicznych zatytułowany "Brunatna Księga". Zdarzenia te mają różny charakter - mówimy tutaj o aktach przemocy fizycznej, ale też o przemocy słownej, szykanach wycelowanych w ludzi ze względu na ich kolor skóry, pochodzenie czy wyznanie. Przez lata odnotowywaliśmy po kilkanaście zdarzeń tego typu miesięcznie. Teraz - to znaczy od połowy 2015 r. - skala tego problemu bardzo się nasiliła, co również potwierdzają statystki prokuratury - wyjaśnia działaczka "Nigdy Więcej".

Mirosław Wróblewski uważa natomiast, że prokuratury i sądy powinny wykazywać się większą wrażliwością, lepszą wiedzą i głębszym zrozumieniem problemu.

- Przypomnijmy głośną sprawę sprzed kliku lat, gdy swastyka została uznana przez sąd za symbol szczęścia albo inne przypadki umorzeń spraw ze strony prokuratury, które były co najmniej przedwczesne lub lekkomyślne - wspomina.

80 proc. spraw umorzonych

- Prokuratura umarza ponad 80 proc. przestępstw z nienawiści - potwierdza Anna Tatar. - Do sądu trafia tylko kilkanaście procent takich spraw. Gdy spojrzymy na szerszy kontekst kulturowy - Polska jest praktycznie krajem monoetnicznym. Przedstawicieli mniejszości mamy bardzo niewielu, a uchodźców - prawie wcale.

- Poziom niechęci czy nienawiści do innych gwałtownie wzrósł. A w dodatku zlikwidowano instytucje, które się nim zajmowały, m.in.  Radę ds. Przeciwdziałania Ksenofobii i Dyskryminacji, która działała przy Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji, oraz Zespół ds. Ochrony Praw Człowieka przy MSW - ubolewa Anna Tatar.

- Zespół ten działał solidnie, a na jego miejsce nie powołano innej podobnej jednostki. Wycofano też podręcznik pomocniczy dla policji dotyczący symboliki rasistowskiej. Doszło do tego na skutek interwencji posła Adama Andruszkiewicza, niegdyś związanego z Młodzieżą Wszechpolską - mówi działaczka.

Można odnieść wrażenie, że podobne problemy będą powracały w przyszłości. Co potrzebne jest, by wyeliminować wątpliwości  co do funkcjonowania propagujących nazizm i faszyzm stowarzyszeń?

- Więcej woli politycznej, lepsze przygotowanie prokuratorów i sędziów oraz zainteresowanie mediów - wylicza Mirosław Wróblewski.

- W przypadku "Dumy i Nowoczesności", gdy przypomnę sobie film z płonącą swastyką, ciężko mi sobie wyobrazić inny finał sprawy, niż delegalizacja tego stowarzyszenia  - przewiduje Dyrektor Zespołu Prawa Międzynarodowego i Konstytucyjnego RPO.

- Należy podjąć konkretne działania na różnych polach. Ze strony premiera padły dosadne słowa. Pytanie tylko, czy pójdą za nimi czyny - zastanawia się Anna Tatar.

Tomasz Majta

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje