Premier przedstawia "priorytety rządu". Opozycja: To początek kampanii

To początek kampanii wyborczej PO, puste obietnice, które słyszeliśmy już wiele razy - tak przedstawiciele opozycji odnieśli się do planów rządu przedstawionych w środę przez premiera. Politolodzy uważają z kolei, że w wystąpieniu zabrakło odniesienia się do "afery podsłuchowej".

Środa to początek politycznego sezonu. Do pracy po kilkutygodniowej przerwie wrócili posłowie, tego dnia ruszyła też kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi.

Premier przedstawił rano w Sejmie plany rządu na najbliższe miesiące. W ramach dwóch kluczowych priorytetów zapowiedział podwyżkę dla emerytów i rencistów, których świadczenie nie przekracza 3,3 tys. zł, co najmniej o 36 zł (dotyczyć ma to zarówno ubezpieczonych w ZUS, jak i w KRUS) oraz zwiększenie ulg podatkowych na trzecie i kolejne dzieci - o 20 proc. Rząd chce, by z ulgi na dzieci mogli korzystać wszyscy, niezależnie od dochodu.

Reklama

Tusk mówił też o nowej perspektywie budżetowej UE, w ramach której Polska będzie miała do wykorzystania 400 mld zł. To na rządzie i władzach województw będzie spoczywać zadanie podzielenia tej kwoty - powiedział. Premier zapowiedział też działania w celu zwiększenia obecności NATO w Europie i wzrost wydatków na zbrojenia do 2 proc. PKB w 2016 r.

Po wystąpieniu Tuska plany poszczególnych resortów przedstawiali wszyscy ministrowie. Następnie głos zabrali przedstawiciele klubów.

Planom premiera kibicowała koalicja


- Środowe wystąpienie premiera Donalda Tuska daje nadzieję, że ostatni rok tej kadencji będzie wypełniony bardzo dobrą pracą rządu, trafnymi i niezwykle ważnymi społecznie decyzjami - mówił Rafał Grupiński (PO).

Jan Bury (PSL) ocenił z kolei, że na szczególną uwagę zasługują pomysły premiera dotyczące waloryzacji emerytur i wsparcia dla dzieci. Dodał, że są to tematy ważne dla PSL. Przekonywał jednocześnie, że warto wypracować taką formułę, by zaproponowane przez premiera rozwiązania obowiązywały stale, nie tylko przez jeden rok.

Przedstawiciele opozycji mówili o festiwalu obietnic i szastaniu pieniędzmi


Mariusz Błaszczak (PiS) uznał, że propozycje Tuska są niewystarczające, nie naprawią złej sytuacji. Można by je określić jako małe plastry na wielką ranę - stwierdził. Premier od dawna zapowiada różne inicjatywy, "ofensywy legislacyjne" w kolejnych expose i wystąpieniach - kontynuował. - Z tych ofensyw wynikało dokładnie nic - dodał. Jego zdaniem to słabe sondaże sprawiły, że premier "szasta pieniędzmi".

O tym, że Tusk zarządza swoim wizerunkiem zamiast państwem, mówił lider SLD Leszek Miller. - To jest metoda, która polega na bezustannych zapowiedziach - powiedział. Jak ocenił, te są coraz mniej wiarygodnie. - Słyszeliśmy już o obniżeniu podatków. W ramach tej obietnicy podwyższono VAT z 21 do 23 proc., co najbardziej uderza w kieszenie ludzi biednych. Słyszeliśmy o walce z bezrobociem i na tym polu rząd ma pewne sukcesy - w urzędach wszystkich szczebli nieustannie rośnie rola departamentów, biur i komórek. Polska jest w czołówce, jeśli chodzi o rozdętą biurokrację - wyliczał Miller.

Także Jarosław Gowin (Sprawiedliwa Polska) mówił o tym, że PO miała być partią wolności gospodarczej, niskich podatków, ograniczonej biurokracji. - To dzisiejsze wystąpienie Donalda Tuska jest niczym innym jak definitywnym sprzeniewierzeniem się ideałom Platformy i wywieszeniem białej flagi - mówił Gowin.

Pozytywnie o propozycjach emerytalnych premiera wypowiedział się lider TR Janusz Palikot. - To społecznie potrzebna propozycja, pomagająca utrzymać się finansowo osobom, które mają najniższe emerytury. Ale dlaczego ta zmiana nie mogłaby być elementem większego ładu? - pytał Palikot.

Przedstawiciele opozycji krytykowali też formę sejmowej debaty, w czasie której posłowie nie mogli zadawać pytań. Według lidera TR środowa debata była fikcją. Zdaniem Millera sprowadzenie poważnej debaty do 10-minutowych oświadczeń klubowych z eliminowaniem pytań "jest niestety żenujące".

"Oczekuje się odniesienia do afery podsłuchowej"

Politolog prof. Wawrzyniec Konarski ocenił, że po środowym wystąpieniu premiera przewaga PiS nad Platformą może się nieco zmniejszyć. Jednak - jego zdaniem - oczekiwania wobec premiera są inne. - Mam wrażenie, a nawet pewność, że główną kwestią, której się oczekuje, jest odniesienie się do afery podsłuchowej - zaznaczył.

Premier kończąc sejmowe wystąpienie powiedział, że we wrześniu szef MSW przedstawi informację na temat podsłuchów. Dopiero potem - mówił Tusk - on sam podejmie dalsze decyzje.

- Ponieważ premier unika tego tematu, prawdopodobnie te dwa pomysły, które zostały teraz wysunięte, zostaną szybko i inteligentnie odczytane przez większą część społeczeństwa jako gra wyborcza, i to gra na warunkach Platformy - ocenił Konarski.

Zdaniem Wojciecha Jabłońskiego z UW chodziło o to, by narzucić po sezonie wakacyjnym temat debaty publicznej. - Tusk nie pokazywał się publicznie od wielu tygodni po aferze podsłuchowej, którą najpierw źle zarządzał, a potem postanowił zignorować. Dlatego musiał wyjść na scenę i powiedzieć cokolwiek, byleby to był krok energiczny. Zrobił dzisiaj coś, czego jeszcze nie było - tego cyrku medialnego z wychodzącymi ministrami, którzy w zasadzie też nie mieli za wiele do powiedzenia. Nie o słowa więc chodziło, ale o gesty przed kamerami - podkreślił.

Dodał, że afera podsłuchowa i "inne afery, które w czasie rządów Platformy zostały nierozwiązane lub rozwiązane po łebkach", będą przypominane w czasie kampanii wyborczej.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje