Prezydent: Popełniono błędy w reakcji na ekscesy podczas marszu

Prezydent Bronisław Komorowski ocenił w czwartek, że popełniono błędy zarówno w planowaniu sposobu reakcji na możliwe ekscesy w czasie "Marszu Niepodległości" jak i na etapie reagowania na sytuację kryzysową. - Zabrakło wyobraźni, albo przyjęto może błędną koncepcję - dodał.

- Były mankamenty w zakresie planowania sposobu ewentualnej reakcji na ekscesy w czasie marszu ze strony policji. To planowanie jest istotne, jak odpowiadać na prawdopodobne trudności. Gdzieś zabrakło wyobraźni, albo przyjęto być może błędną koncepcję. Według mnie można by było znaleźć błędy na etapie reagowania na zaistniałą sytuację kryzysową - powiedział Komorowski w TVN24.

Reklama

Prezydent zaznaczył, że jest pewien tego, iż w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych, policji analizuje się, gdzie zostały popełnione błędy. - Spokojnie. Poczekajmy. Dla mnie są ważne wnioski na przyszłość - podkreślił. 

Komorowski był pytany też dlaczego przeprosił w środę w radiu ZET Rosję za incydent pod ambasadą tego kraju i czy nie uważa, że poszedł tym gestem za daleko.

- Nie jest to drobny epizod. Zostałem wychowany, że jak się coś złego działo, to trzeba było za to przepraszać (...) Myślę, że państwo polskie w formie dyplomatycznej przeprosiło poprzez odpowiednią notę dyplomatyczną. Każdy z nas powinien, wedle tego, jak został wychowany, umieć albo lepiej, albo gorzej przeprosić za coś, co jest przykrością komuś innemu wyrządzoną, w tym wypadku sąsiadowi Polski - powiedział prezydent. 

Zapytany, czy chce usłyszeć przeprosiny od prezydenta Rosji Władimira Putina za próbę ataku na polską ambasadę w Moskwie, odpowiedział: - To kwestia przeprosin dyplomatycznych. Była nota polskiego MSZ, która jest formą dyplomatycznego przeproszenia innego państwa. Teraz to inne państwo musi się zastanowić, w jaki sposób, czy tylko zgodny z zasadami dyplomacji, czy też bardziej spontanicznie, uznać, że coś złego się wydarzyło.

- Tutaj nie ma symetrii. Niestety najpierw były ekscesy pod ambasadą rosyjską w Warszawie, dopiero potem przykrym echem odbiły się incydenty przed ambasadą polską w Moskwie - dodał. 

Komorowski odniósł się do kar wymierzanych osobom zatrzymanym po marszu. Zaznaczył, że za każde złamanie prawa, szczególnie za takie, które szkodzi Polsce na arenie międzynarodowej "warto karać srogo, aby dać przestrogę innym". Podkreślił jednak, że nie można ograniczyć się tylko do karania. Zdaniem prezydenta należy zapobiec podobnym ekscesom w przyszłości i "dać ofertę innego świętowania 11 listopada, a nie tylko przez eksponowanie swojej niechęci, nienawiści, agresji wobec innych".

Prezydent mówił, że winni za to, co się stało 11 listopada w Warszawie są organizatorzy marszu, chuligani, ale podkreślił także to, że w polskim prawie brakuje przepisów, które postulował ws. zakazu zakrywania twarzy podczas manifestacji. - Ci, którzy wspierali środowiska radykalne, mają na koncie sporą winę, ale cieszę się, że przynajmniej niektórzy wyciągają z tego wnioski, odcinają się, popierają projekt ustawowego zakazu zasłaniania twarzy w trakcie demonstracji politycznych - zaznaczył Komorowski.

- To ogromna szansa, że można prawo poprawić. Będę starał się szukać rozwiązań, które uwzględniłyby część obaw środowisk, że to jest ograniczenie praw obywatelskich do protestowania - zapewnił. W środę prezydent zapowiedział powrót do propozycji zmian w Prawie o zgromadzeniach, która zakłada zakaz zakrywania twarzy podczas demonstracji.

PO, PiS, SLD, PSL i SP są za wprowadzeniem takiego zakazu, przeciw jest Twój Ruch. Pozytywnie do tej zapowiedzi odniósł się minister sprawiedliwości Marek Biernacki. Zastrzegł jednak, że potrzebne są konsultacje z konstytucjonalistami.

74 osoby zatrzymano, 33 postawiono zarzuty ws. niedawnych burd w Warszawie w czasie "Marszu Niepodległości". Jego organizatorzy potępili "ekscesy wokół marszu".

Dowiedz się więcej na temat: Bronisław Komorowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje