Proces o pobicie podczas obchodów Dnia Żołnierzy Wyklętych

W czwartek przed sądem w Lublinie rozpoczął się proces o pobicie z powodów politycznych uczestników obchodów Dnia Żołnierzy Wyklętych. Pięciu oskarżonych młodych mężczyzn nie przyznało się do winy; grozi im do 8 lat więzienia.

Przed sądem stanęli: 35-letni Krzysztof L., 36-letni Mikołaj B., 31-letni Łukasz S., 35-letni Tomasz P. oraz 25-letni Miłosz W. Według aktu oskarżenia bili swoje ofiary rękami, kopali, używali pałek nunczako, butelki i scyzoryka. Spowodowali obrażenia, m.in. jednemu mężczyźnie złamali nos. Krzyczeli przy tym "antifa huligans" i pytali napadniętych czy są narodowcami. Prokuratura uznała, że napaść miała podłoże polityczne.

Do bójki doszło 1 marca ubiegłego roku po obchodach Dnia Żołnierzy Wyklętych. Przez miasto przeszedł wtedy pochód złożony m.in. z członków organizacji narodowych. Po marszu niektórzy jego uczestnicy udali się na piwo do jednego z barów w śródmieściu. Po wyjściu z lokalu, około godz. 23 w okolicach Ogrodu Saskiego, pięciu uczestników marszu zaatakowanych zostało przez grupę mężczyzn, ubranych na czarno, w kapturach, o twarzach zasłoniętych kominiarkami i szalikami.

Reklama

Bójkę zarejestrowała kamera miejskiego monitoringu. Z zapisu wynika, że napastników było ośmiu. Trzech policja zatrzymała na miejscu, dwóch innych zidentyfikowała na podstawie zapisu.

Wszyscy oskarżeni odmówili składania przed sądem wyjaśnień, zgodzili się odpowiadać jedynie na pytania swoich obrońców. Nie przyznali się do winy. Tylko jeden z nich, Łukasz S., przyznał się do udziału w bójce, zaprzeczył natomiast, jakoby miał używać jakichkolwiek niebezpiecznych narzędzi ani też, że kierował się pobudkami politycznymi bądź ideologicznymi.

Z odczytanych wyjaśnień, które składali w śledztwie Krzysztof L., Mikołaj B, oraz Łukasz S. wynika, że mieli oni przy sobie nunczako, scyzoryk, gaz pieprzowy, ochraniacz na zęby. Tłumaczyli, że bali się napaści. Przed bójką byli w klubie Tektura znanym w Lublinie jako  miejsce spotkań ludzi o lewicowych poglądach. Pili alkohol. Wyszli na zewnątrz na wiadomość, że w pobliżu znajdują się grupy narodowców. Przyznawali, że doszło do bójki, twierdzili, że nie używali niebezpiecznych narzędzi. Łukasz S. mówił, że "nienawidzi nazistów", potem odwołał te słowa.

Ci trzej oskarżeni w początkowej fazie śledztwa byli aresztowani, ale po trzech tygodniach, na skutek odwołania, sąd zwolnił ich z aresztu.

Pozostali dwaj oskarżeni także w śledztwie konsekwentnie odmawiali składania wyjaśnień.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy