Prokuratura nie odpuszcza. Będzie apelacja ws. Piesiewicza

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga apeluje w sprawie b. senatora PO Krzysztofa Piesiewicza uniewinnionego w głośnej sprawie narkotykowej, związanej z szantażem wobec tego znanego adwokata.

- Apelacja jest gotowa; jeszcze w piątek zostanie skierowana do sądu - powiedział PAP wiceszef prokuratury Paweł Nowak. Nie chciał mówić o szczegółach apelacji; ujawnił jedynie, że jest ona "wyczerpująca i szczegółowa". 

Reklama

Złożeniem apelacji nie jest zdziwiony mec. Czesław Jaworski, jeden z obrońców Piesiewicza. - Trudno było się spodziewać, że prokurator nie będzie skarżył wyroku uniewinniającego - powiedział PAP. Dodał, że liczy na utrzymanie uniewinnienia przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Poinformował, że pisemne uazsadnienie wyroku odpowiada wszystkim zasadom.

W grudniu 2013 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza uniewinnił Piesiewicza od wszystkich siedmiu zarzutów dotyczących posiadania w 2008 r. "nie mniej niż 0,2 g" kokainy oraz nakłaniania do jej zażywania dwóch kobiet, które go szantażowały - za szantaż zostały już wcześniej skazane na 1,5 roku więzienia. Sędzia Iwona Strączyńska utajniła jego ustne uzasadnienie; cały proces był niejawny.

Obrona wnosiła o uniewinnienie oskarżonego. Prokuratura chciała dla niego 6 miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz 6 tys. zł nawiązki na rzecz organizacji walczącej z narkomanią.

- To prawidłowy wyrok - ocenił jeden z obrońców mec. Krzysztof Stępiński. - Bóg jeden wie - tak odpowiedział na pytanie PAP, na jakiej podstawie prokuratura uznała, że białym proszkiem widocznym na filmie zrobionym przez szantażystów jest kokaina. - W aktach nie ma opinii, z której by wynikało, że to kokaina; nie było takich badań - dodał. 

Sam Piesiewicz mówił, że wyrok nie był dla niego zaskoczeniem. - Nikt nie zna tej sprawy tak, jak ja. Dziwiłem się, że ten akt oskarżenia w ogóle wpłynął do sądu - powiedział. Jak podkreślał, był kilkakrotnie przebadany przez biegłych, a jedna z ekspertyz głosi, że można przyjąć, iż nigdy nie brał narkotyków. Zarzucił części mediów, że nierzetelnie opisywały jego sprawę.

- Zapewne zostanie sporządzona apelacja; moje stanowisko nie uległo żadnej zmianie - mówił po wyroku prok. Józef Gacek. Według niego proces nie podważył ustaleń śledztwa. Gacek mówił kilka lat temu, że z ekspertyz wynika, iż senator zażywał kokainę. Jego zdaniem ustalenie, że białym proszkiem widocznym na filmie była kokaina, to "wniosek wynikający z analizy całokształtu materiałów".

W 2009 r. "Super Express" ujawnił film z udziałem ubranego w sukienkę senatora, nagrany w jego mieszkaniu przez Joannę D., jedną z kobiet, która go szantażowała. Film - na którym słychać wulgarne komentarze kobiety - miał być dowodem, że senator posiadał i zażywał narkotyki. On sam zaprzeczył, by je zażywał; twierdził, że nie była to kokaina, ale sproszkowane lekarstwa.

Wobec nieuchylenia przez Senat immunitetu senatorowi, w 2010 r. śledztwo umorzono. Wznowiono je, gdy jego immunitet wygasł wraz z mandatem w 2011 r. Prokuratura zarzuciła mu posiadanie, udzielanie i nakłanianie innej osoby do użycia kokainy. B. senator nie przyznał się i złożył wyjaśnienia.

Spotkanie senatora z Joanną D. i striptizerką Joanną S. nagrano we wrześniu 2008 r., a potem kilka razy "odsprzedawano" politykowi kompromitujące taśmy. Według mediów senator miał zapłacić za nagrania ponad 550 tys. zł, m.in. w październiku 2008 r. za "odkupienie" taśm zapłacił 196 tys. zł nieustalonej do dziś kobiecie, podającej się za dziennikarkę. Senator nie chciał wtedy ścigania szantażystów, a śledztwo ws. szantażu początkowo umorzono. Szantażyści jednak nie zrezygnowali. 

W 2009 r. Halina S., znajoma Joanny D., zadzwoniła za jej wiedzą do senatora, mówiąc, że "pies wygrzebał z ziemi płyty z nagraniami". Za niemal 40 tys. zł senator "odkupił" od niej nagrania, jednak szantażyści znów zażądali pieniędzy; zagrozili też upublicznieniem nagrań. Wówczas senator zawiadomił prokuratur. W listopadzie 2009 r. zatrzymano osoby wskazane przez senatora. W 2011 r. troje szantażystów skazano na kary po 1,5 roku więzienia. Zbigniewa S. uznano za winnego kierowania szantażem, a Joannę D. i Halinę S. - wykonania tego.

68-letni Piesiewicz był obrońcą w procesach politycznych w PRL, m.in. w procesie działaczy Solidarności i KPN. W 1985 r. był oskarżycielem posiłkowym w procesie oficerów SB sądzonych za uprowadzenie i zabójstwo ks. Jerzego Popiełuszki. Zasłynął jako współautor scenariuszy filmowych do filmów Krzysztofa Kieślowskiego. Senator od 1991 do 1993 r. (z listy PC) oraz ponownie od 1997 do 2011 r. początkowo z listy AWS, potem Bloku Senat 2001 i PO.

Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Piesiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje