​Prokuratura złożyła zażalenie ws. aresztu dla handlarza dopalaczami

Prokuratura złożyła we wtorek zażalenie na decyzję sądu w Lublinie, który zdecydował o aresztowaniu podejrzanego o handel dopalaczami Michała J., ale dał mu możliwość opuszczenia aresztu po wpłaceniu, w ciągu miesiąca, 50 tys. zł poręczenia.

"Prokuratura nie zgadza się z tym postanowieniem sądu" - poinformowała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie Beata Syk-Jankowska.

Zarzut za obrót dopalaczami

Reklama

Michałowi J. prokurator przedstawił zarzut udziału w obrocie znaczną ilością środków odurzających, głównie tzw. dopalaczy. W jego mieszkaniu znaleziono kilkanaście kilogramów tych środków. Mężczyzna handlował nimi przez internet. Przedstawiono mu również zarzut udzielenia osobie dorosłej tabletek ekstazy. Michał J. przyznał się do zarzucanych mu przestępstw.

Zażalenie prokuratury na decyzję o zastosowaniu tzw. aresztu warunkowego wobec Michała J. zostało złożone do Sądu Okręgowego w Lublinie. "W zażaleniu prokurator wskazał, że zgromadzony w sprawie materiał dowodowy w postaci wyjaśnień podejrzanego, protokołów przeszukań i zabezpieczenia substancji psychotropowych i środków odurzających, pism firmy kurierskiej, notatek biegłych z zakresu badań fizykochemicznych prowadzi do wniosku, że zachodzi duże prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzuconych mu przestępstw" - podkreśliła Syk-Jankowska.

Prezes Sądu Rejonowego Lublin-Zachód Wojciech Wolski mówił w poniedziałek dziennikarzom, że uzasadniając decyzję o warunkowym aresztowaniu Michała J. sąd wskazywał na bezzasadność obawy matactwa ze strony podejrzanego, skoro ten konsekwentnie przyznawał się do stawianych mu zarzutów. "W czasie posiedzenia przed sądem wyjawił jeszcze nowe okoliczności" - zaznaczył Wolski.

Z tym nie zgadza się prokuratura. "Rozmiar przestępczej działalności Michała J. oraz jego działanie wspólnie i w porozumieniu z inną osobą jak również dostarczanie narkotyków wielu odbiorcom, rodzi realną, a nie hipotetyczną obawę matactwa z jego strony. Zwłaszcza, że Michał J. w swej działalności posługiwał się fałszywym nazwiskiem" - zaznaczyła Syk-Jankowska.

Wolski podkreślał też, że najistotniejszym argumentem dla sądu w tej sprawie było to, iż znaczna część dopalaczy - ponad 11 kg - nie została przebadana przez biegłego. "Sąd nie dysponował opinią, co to są za środki psychoaktywne. Co do części zbadanego materiału dowodowego biegły wypowiedział się, że nie są to środki chemiczne reglamentowane przez ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii" - podał prezes.

Syk-Jankowska poinformowała, że w ciągu 48 godzin od zatrzymania podejrzanego nie przeprowadzono analizy chemicznej wszystkich zabezpieczonych substancji "tylko i wyłącznie ze względów natury technicznej". Zbadano natomiast losowo pobrane próbki, co - jak zaznaczyła rzeczniczka - w tego typu sprawach "jest typowe i nienegowane w pragmatyce sądowej".

Zatrzymanie Michała J.

Michał J. został zatrzymany w piątek. W jego mieszkaniu policjanci znaleźli 456 gramów marihuany, 238 tabletek ekstazy oraz 13,5 kg substancji należących do tzw. dopalaczy. Z badań śledczych wynika, że są to środki o nazwach PV8 i 3CMC. "Te substancje od 1 lipca 2015 r. zamieszczone są w załączniku do ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, jako substancje, którymi obrót jest zabroniony" - mówiła Syk-Jankowska.

Do wykrycia przestępstwa przyczynili się pracownicy jednej z firm kurierskich, którzy zauważyli, że jedna z przesyłek może zawierać środki chemiczne, których doręczanie jest zakazane. Dane nadawcy były fikcyjne. Śledczy ustalili, że faktycznym nadawcą był Michał J.

W poniedziałek policja zatrzymała 31-letniego mieszkańca gm. Niemce pod Lublinem, podejrzewanego o organizowanie handlu dopalaczami w Lubelskiem. "Z ustaleń policjantów i prokuratorów wynika, że dostarczał on dopalacze i narkotyki zatrzymanemu w piątek Michałowi J., który za pomocą firmy kurierskiej rozsyłał je do odbiorców na terenie całej Polski" - poinformował we wtorek Kamil Gołębiowski z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

Według policji w ten sposób rozesłanych zostało co najmniej 700 przesyłek. W firmie kurierskiej policjanci zabezpieczyli kolejnych 18 paczek, a następne 22 zostały cofnięte z wysyłki.

W miejscu zameldowania 31-latka policjanci odnaleźli 18 pakietów z tzw. dopalaczami (łącznie ok. pół kg) oraz broń palną gazową typu rewolwer. Zabezpieczone zostały również komputery i telefony komórkowe. Mężczyzna będzie doprowadzony do prokuratury, gdzie prawdopodobnie usłyszy zarzuty.

Michał J. jest bezrobotny, ma wyższe wykształcenie, z zawodu jest bibliotekarzem. Handel dopalaczami był źródłem jego dochodów. W prokuraturze zeznał, że z tej działalności mógł osiągać dochód rzędu 4-5 tys. zł miesięczne. Mężczyzna był już wcześniej karany za posiadanie narkotyków.

Za wprowadzanie do obrotu znacznych ilości środków odurzających grozi mu kara do 12 lat więzienia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje