Przepis Dorna na ograniczenie możliwości rządu

Ludwik Dorn (PiS) pytany w czwartek o jego propozycje dotyczące noweli ustawy o współpracy rządu z parlamentem w sprawach członkostwa Polski w UE, podkreślił, że mają one na celu przedłużenie procesu decyzyjnego w wypadku prób odejścia od mechanizmu z Joaniny i protokołu brytyjskiego.

Nowelizacja ustawy kompetencyjnej jest jednym z punktów uzgodnionego przez premiera i prezydenta na Helu kompromisu w sprawie ratyfikacji Traktatu z Lizbony.

Reklama

PiS chciał mieć ustawowe gwarancje, że jedynie zgoda prezydenta, rządu i parlamentu może być w przyszłości podstawą do odejścia od kompromisu z Joaniny (zakłada korzystny dla Polski mechanizm blokowania decyzji w UE) lub od protokołu brytyjskiego (ogranicza stosowanie Karty Praw Podstawowych).

Prace nad ustawą kompetencyjną trwają w Kancelariach: Premiera i Prezydenta; swój projekt przygotowuje również klub PiS.

Koncepcję Dorna przedstawiła czwartkowa "Rzeczpospolita". Propozycja zakłada, że jeśli rząd będzie chciał odstąpić od mechanizmu z Joaniny albo od protokołu brytyjskiego - musiałby zwrócić się o opinię do parlamentu (pozytywna opinia powinna być uchwalona większością dwóch trzecich głosów). Po jej uzyskaniu rząd powinien ogłosić stanowisko i wówczas prezydent mógłby zwrócić się do Senatu o zgodę na zarządzenie referendum.

Dorn, jak powiedział w czwartek dziennikarzom w Sejmie, proponuje, by opinia w formie uchwały była przyjmowana przez Sejm i Senat większością dwóch trzecich głosów.

Byłaby to deklaracja polityczna, po której rząd mógłby zmienić stanowisko w sprawie mechanizmu z Joaniny lub protokołu brytyjskiego.

- Opinia zawarta w uchwale parlamentu nie jest jednak konstytucyjnie wiążąca dla rządu - zaznaczył. Dlatego, dodał Dorn, po wydaniu tej opinii prezydent mógłby w czasie od 6 do 9 miesięcy podjąć decyzję o zarządzeniu referendum w tej sprawie.

- Do tego czasu rząd nie mógłby na forum Rady Europejskiej nic zrobić - zaznaczył.

Jak dodał, referendum byłoby wiążące, gdy frekwencja wyniesie powyżej 50 proc. Natomiast, zaznaczył, gdyby frekwencja była niższa - miałoby charakter opiniodawczy.

Podkreślił, że jeżeli referendum przyniosłoby wynik wiążący "rząd byłby w jedną albo drugą stronę związany". Gdyby miało charakter niewiążący, Rada Ministrów musiałaby określić na nowo swoje stanowisko.

W opinii Dorna, wprowadzenie przepisów, które proponuje, nie wymaga zmian w konstytucji.

- Ten system umożliwiłby każdemu rządowi odpieranie nacisków związanych z odstąpieniem od mechanizmu z Joaniny, bądź protokołu brytyjskiego. Wiązałby się z długim, rozciągniętym na rok procesem politycznym - podkreślił Dorn. - Nie można byłoby tu robić jakiś rzeczy z zaskoczenia - dodał polityk.

Według niego, mechanizm, który przedstawił "odwodziłby także naszych partnerów z UE" od prób przekonania polskiego rządu do zmiany stanowiska w tej sprawie.

- Nawet gdyby zdarzył się rząd, który miałby pomysł, że warto tym naciskom ulec, to też byłby w sytuacji o wiele trudniejszej niż w obecnym stanie prawnym - uzasadnił.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Prawo i Sprawiedliwość | referendum | Dorn | rząd

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje