Przesłuchanie Giertycha przed komisją odpowiedzialności konstytucyjnej

Były wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, Roman Giertych został w czwartek przesłuchany przed sejmową komisją odpowiedzialności konstytucyjnej, która zajmuje się wnioskami wstępnymi o postawienie przed Trybunałem Stanu Kaczyńskiego i b. ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

 Przewodniczący komisji odpowiedzialności konstytucyjnej Andrzej Halicki(PO) powiedział w czwartek po zakończeniu posiedzenia komisji, że Giertych został przesłuchany w związku z wnioskiem dotyczącym Kaczyńskiego. Przypomniał też, że członkowie komisji są objęci tajemnicą postępowania dowodowego, dlatego nie może mówić o szczegółach posiedzenia komisji.

Reklama

- To było zaskakująco długie posiedzenie, bo wydawało się, że będziemy zdolni zrealizować plan, czyli obydwa posiedzenia (także w sprawie wniosku dotyczącego Ziobry), niestety się nie udało. Było dużo materiałów, pytań i odpowiedzi - powiedział Halicki. Jak ocenił, każde posiedzenie komisji "to element dochodzenia do wniosków końcowych".

Halicki poinformował też, że zostanie złożony wniosek do sejmowej komisji etyki w związku z wypowiedziami i zachowaniem na posiedzeniu komisji posłanki Krystyny Pawłowicz (PiS). Nie chciał jednak mówić o szczegółach.

Pawłowicz powiedziała PAP, że Giertych na posiedzeniu komisji "dawał popisy absolutnie nieskrywanej niechęci wobec Kaczyńskiego". - Opowiadał wymyślone interpretacje ówczesnego życia politycznego, Halicki ułatwiał mu to zadanie, prowadzenie posiedzenia komisji jest skandalicznie, to jest coś nieprawdopodobnego - powiedziała.

- Mam nadzieję, że żaden sąd nie da wiary pomówieniom, za którymi nie ma żadnych dowodów - dodała posłanka PiS.

Giertych nie chciał wypowiadać się na temat posiedzenia komisji. Powiedział jedynie dziennikarzom: "Odkąd pani posłanka Pawłowicz pospieszyła do innych obowiązków poselskich było bardzo sympatycznie".

Wnioski ws. Kaczyńskiego i Ziobry pod koniec ubiegłego roku złożyła PO. B. premierowi i b. ministrowi sprawiedliwości zarzuca się naruszenie konstytucji, ustawy o Radzie Ministrów oraz ustawy o działach administracji rządowej. W uzasadnieniach obu wniosków jest też mowa o działaniach nakierowanych na "walkę z układem"; PO powołuje się m.in. na materiały dowodowe dwóch komisji śledczych: ds. śmierci Barbary Blidy oraz ds. nacisków.

W 2010 r. Giertych oświadczył, że Jarosław Kaczyński jako premier zbierał "haki" na polityków koalicji oraz opozycji. Według Giertycha, forma zbierania "haków" na Donalda Tuska "była obrzydliwa", a dane te dotyczyły spraw "bardzo odległych, z przeszłości". Zdaniem Giertycha wszyscy politycy PO mieli założone teczki.

Giertych tłumaczył następnie, że chodzi o zbieranie materiałów "mających charakter kompromitujący polityków opozycji", m.in. na Tuska, żonę Grzegorza Schetyny, matkę Sławomira Nowaka. - Informacje te miałem bezpośrednio od pozwanego, od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry oraz od szefa MSW Janusza Kaczmarka - mówił wówczas Giertych.

W odpowiedzi Kaczyński stwierdził, że "to są kłamstwa, nie mające faktycznych przesłanek". - Nie było żadnych teczek, nie było żadnych akcji ad personam wobec kogokolwiek - zapewniał wówczas szef PiS. Kaczyński podkreślał, że nigdy nie wydawał "żadnych bezpośrednich lub pośrednich poleceń, które miały prowadzić do jakichkolwiek działań służb specjalnych lub wymiaru sprawiedliwości ad personam, na zasadzie poszukiwania jakichś informacji na jakąś osobę".

Z kolei Janusz Wojciechowski (PiS), który jest obrońcą Kaczyńskiego przed komisją odpowiedzialności konstytucyjnej, w czwartek na konferencji prasowej zapewnił, że zarzuty stawiane Kaczyńskiemu są absurdalne. - Nie ma najmniejszych podstaw do zarzutów konstytucyjnych, jak i zarzutów karnych - stwierdził.

Wojciechowski przedstawił ponadto opinię prawną prof. Piotra Kruszyńskiego i doc. dr Beaty Bieńkowskiej, z której wynika, że nie było formalnej uchwały komisji o wszczęciu postępowania, dlatego prace komisji są bezpodstawne.

W opinii podkreślono, że art. 7 ustawy o Trybunale Stanu wymaga, aby komisja na początku swego działania podjęła uchwałę o wszczęciu, bądź odmowie wszczęcia postępowania, a takiej uchwały - według autorów opinii - komisja dotychczas nie podjęła.

Przewodniczący komisji odpowiedzialności konstytucyjnej Andrzej Halicki(PO) powiedział PAP, że komisja jest w posiadaniu opinii Biura Analiz Sejmowych, wedle której zawarty w art. 7 ustawy o TS zwrot "wszczyna postępowanie" nie oznacza wymogu podejmowania przez komisję odpowiedzialności konstytucyjnej uchwały o wszczęciu postępowania, ale "oznacza obowiązek przystąpienia do wykonywania przewidzianych ustawą i Regulaminem Sejmu czynności".

Wniosek o postawienie premiera lub ministra przed Trybunałem Stanu może złożyć co najmniej 1/4 (115) posłów. Pod wnioskami PO ws. Kaczyńskiego i Ziobry podpisało się ok. 150 posłów nie tylko z Platformy, ale też z Ruchu Palikota i SLD. Decyzja o postawieniu członka Rady Ministrów przed Trybunałem Stanu zapada, jeśli zagłosuje za nią co najmniej 3/5 (276) posłów. Zarówno Ziobro jak i Kaczyński stwierdzali wielokrotnie, że nie widzą żadnych podstaw do postawienia ich przed TS.

Dowiedz się więcej na temat: Roman Giertych

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje