PSL kontestuje debatę budżetową

PSL praktycznie nie uczestniczyło w debacie budżetowej w Sejmie. Przedstawiciel klubu zabrał głos tylko raz i powiedział zaledwie kilka zdań. Ludowcy prawie w ogóle nie zadawali pytań. - To jest celowe działanie - mówi szef klubu Stronnictwa Stanisław Żelichowski.

Z informacji ze źródeł zbliżonych do klubu PSL wynika, że ludowcy boją się, iż projekt przyszłorocznego budżetu państwa, zaproponowany przez ministra finansów Jacka Rostowskiego, jest nierealistyczny, bo nie uwzględnia skutków światowego kryzysu.

Reklama

- Skoro minister daje gwarancje, że główne wskaźniki makroekonomiczne będą takie, jak zaprojektował, czyli inflacja taka jak podał, PKB taki jak podał, to jakie pytania można zadawać? - powiedział szef klubu PSL Stanisław Żelichowski.

Nieoficjalnie dowiedziała się, że w klubie ludowców rozważano, czy uczestniczyć w debacie budżetowej, czy też maksymalnie ograniczyć zabieranie głosu, bo - jak tłumaczył jeden z rozmówców - w tej wersji projekt budżetu "jest nie do przyjęcia".

Ostatecznie kierownictwo PSL z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem zdecydowało się na - jak powiedział rozmówca - "wymowne milczenie" podczas zaplanowanej na 10 godzin debaty nad projektem budżetu. W czasie przeznaczonym na wystąpienia w imieniu klubów poseł PSL Andrzej Pałys mówił tylko przez kilkadziesiąt sekund, choć miał dużo więcej czasu.

- Wyrażam opinię, aby budżet złożony przez pana Jacka Rostowskiego skierować do prac w komisjach i w Komisji Finansów Publicznych, aby służył społeczeństwu i państwu - powiedział Pałys w trakcie debaty.

- Miał taki przykaz. Jak przeszła wersja, żeby się nie rozwodzić, dostał 30 sekund, a i tak przedłużył czas - żartował jeden z polityków Stronnictwa.

Zdaniem tego polityka projekt przedstawiony przez szefa resortu finansów nie uwzględnia tego, co się dzieje w gospodarce na świecie. - W momencie kiedy ten projekt był przygotowany nikt się nie spodziewał takiego krachu - powiedział. Jego zdaniem należy skorygować wpływy oraz wzrost PKB i zmniejszyć niektóre wydatki. - W tej wersji trudno przyjąć ten budżet - oświadczył.

Szef klubu PSL zapowiada jednak, że jego ugrupowanie będzie popierało projekt budżetu w Sejmie, jednak na odpowiedzialność ministra finansów. - Jeżeli się pomylił, to on za to powinien odpowiadać - powiedział.

Żelichowski zaznaczył, że eksperci, z którymi współpracuje Stronnictwo, są zdania, że prognozowany wzrost PKB będzie trudny, ale możliwy do osiągnięcia, mają natomiast wątpliwości co do utrzymania projektowanej inflacji.

Rząd przewiduje, że inflacja w 2009 r. ukształtuje się na poziomie 2,9 proc., a PKB wyniesie 4,8 proc. Deficyt budżetu państwa ma wynieść 18,2 mld zł.

Żelichowski uważa, że zadawanie pytań trakcie debaty budżetowej w lokalnych sprawach mija się z celem, bo nic w projekcie budżetu nie da się zmienić w stosunku do wersji zaproponowanej przez Rostowskiego. - Jeżeli zmienimy, to nie będzie odpowiedzialnego za budżet, a chcemy, żeby był odpowiedzialny - podkreślił.

- Wiem, że politykom płacą za zabieranie głosu, ale skoro nie ma żadnej możliwości manewru, to jest to tylko strzępienie buzi - oświadczył szef klubu PSL.

Inny polityk PSL powiedział, że Stronnictwo spodziewa się, że Rostowski trochę "urealni" budżet składając podczas prac w Sejmie autopoprawkę. - Nikt już dzisiaj nie powie, mam nadzieję, że również i koledzy z Platformy nie powiedzą, że nie mamy się czego obawiać, bo już pewne symptomy kryzysu są, chociaż nie będą odczuwalne w takiej skali jak na zachodzie - zaznaczył rozmówca.

Projekt budżetu zakłada, że przyszłoroczne dochody wyniosą 303,5 mld zł, a wydatki ok. 321,7 mld, przy deficycie 18,2 mld zł.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje