RMF: Więcej szkód niż pożytku z rozgłosu wokół ustawy o IPN

Ustawa, która w zamierzeniu miała doprowadzić do ograniczenia używania określeń "polskie obozy koncentracyjne" osiągnęła odwrotny skutek. Liczba osób poszukujących w sieci tego zwrotu wzrosła pięciokrotnie. Liczba szukających hasła "hitlerowskie obozy koncentracyjne" wzrosła tylko nieznacznie. To wyniki płynące z raportu Centrum Badań nad Uprzedzeniami, do którego dotarł dziennikarz RMF FM Tomasz Skory.

Analiza została przygotowana na zlecenie po wyraźnym wzroście zainteresowania kwestiami ochrony dobrego imienia Polski, związanym z uchwaleniem w styczniu nowelizacji ustawy o IPN. W debacie publicznej pojawiły się wtedy liczne wypowiedzi, z jednej strony skupione na obronie dobrego imienia Polaków, z drugiej zaś - na, jak to określają autorzy badania - "licytacji krzywd", która można też nazwać "rywalizacją cierpienia", czyli porównywaniem szkód, jakich podczas II wojny światowej doznały narody polski i żydowski. 

Reklama

Autorzy przytaczają szereg charakterystycznych dla tej wymiany zdań wypowiedzi i analizują odnoszące się do rozwoju debaty zachowania internautów. Wynika z nich, że poza pięciokrotnym wzrostem zainteresowania hasłem "polskie obozy koncentracyjne" w Polsce, niekorzystnie dla wizerunku naszego kraju zmieniły się tematy poszukiwań internautów na świecie.

"Wśród amerykańskich, kanadyjskich czy brytyjskich użytkowników wyszukiwarki Google, którzy jeszcze niedawno najczęściej wyszukiwali określenia 'German death camps', dziś dominuje poszukiwanie wadliwego kodu pamięci: 'Polish death camps'. Wzrost częstotliwości użycia na świecie wadliwego kodu pamięci jest dziewięciokrotny - pomimo że odsetek osób poszukujących informacji o nazistowskich obozach zagłady nie wzrósł" - czytamy w opracowaniu.

Autorzy przygotowanego na zlecenie Rzecznika Praw Obywatelskich raportu analizują także nie tyle wzrost, co ujawnienie na tle ustawy o IPN antysemickich postaw Polaków oraz potoczne wyobrażenia na temat stosunków polsko-żydowskich w czasie II wojny światowej. W okresie rozpoczętej w styczniu debaty istotnie wzrósł odsetek osób twierdzących, że wszyscy Polacy pomagali w czasie wojny Żydom - z 2,3 proc do 5,6 proc.

"Wzrósł odsetek Polaków gotowych do mówienia o aktach kolaboracji z niemieckim okupantem"

Podsumowując raport autorzy piszą, że w "widoczny sposób wzrosła liczba osób idealizujących zachowania Polaków w czasie okupacji (dwukrotnie zwiększyła się liczba osób przekonanych, że wszyscy Polacy zaangażowani byli w ratowanie Żydów) - ale jednocześnie wzrósł odsetek Polaków gotowych do mówienia o aktach kolaboracji z niemieckim okupantem".

"Okres zaognionej dyskusji wokół ustawy o IPN oraz reakcji Izraela i środowisk był czasem ewidentnego wzmożenia antysemickiego w debacie publicznej. W jej głównym nurcie znacznie częściej pojawiały się określenia, które wcześniej funkcjonowały jedynie na obrzeżach. Widać to wyraźnie w analizach portali społecznościowych, na których takie określenia, jak "parchy", "gudłaje" czy "żydki" stosowane są pod koniec stycznia i na początku lutego 2018 wyraźnie częściej. Co więcej, po debacie o IPN zainteresowania internautów tematyką żydowską czy izraelską wiąże się wyraźnie z nasileniem obecności antysemickiej mowy nienawiści (wcześniej w okresach nasilonego zainteresowania Żydami nie obserwowano tak wyraźnych wzrostów treści antysemickich). Szczęśliwie jednak wzmożenie internetowej mowy nienawiści nie przełożyło się na trwałe zmiany postaw" - czytamy w dokumencie.

Tomasz Skory

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje