RMF24: Twierdzili, że są z CBŚ – wyłudzili 20 tys. zł

- Zadzwonił do mnie telefon stacjonarny i ktoś płaczącym głosem mówił „ciociu, ciociu pomóż mi!” – tak w rozmowie z reporterką RMF FM relacjonuje starsza kobieta, od której oszuści wyłudzili 20 tys. zł. Tylko od początku tego roku w samej Warszawie oszuści wyłudzili w ten sposób ponad 700 tysięcy złotych.

Złodzieje udoskonalili metodę wyłudzenia pieniędzy od osób starszych. Najpierw dzwonią i podszywają się pod wnuczka. Następnie udają funkcjonariusza policji, który chce zdemaskować rzekomych przestępców.

Reklama

- Zadzwonił do mnie telefon stacjonarny i ktoś płaczącym głosem mówił „ciociu, ciociu pomóż mi! – relacjonuje oszukana kobieta. Złodziej upozorował próbę wyłudzenia pieniędzy metodą „na wnuczka”, a chwilę później zadzwonił do swojej obranej ofiary podając się za funkcjonariusza Centralnego Biura Śledczego. - Czy panią chcieli wziąć „na wnuczka”? Proszę pani, niech pani nie odkłada słuchawki, my jesteśmy z CBŚ, mamy namiar, ale czy zechce pani z nami współpracować, żebyśmy mogli tę całą historię zakończyć pozytywnie i złapać tych złodziei? – powiedział przez telefon oszust.

Rzekomy agent CBŚ poprosił kobietę o wyciągnięcie z banku 20 tysięcy złotych. Jak powiedział: „Musimy zdobyć odciski palców kasjerki, kiedy ona będzie pani dawać pieniądze, bo ona współpracuje ze złodziejami”. Starsza pani dostała zakaz rozłączania się i polecenie wyłączenia drugiego telefonu stacjonarnego, ponieważ miało to pomóc w realizacji całej operacji.

Po wypłaceniu pieniędzy w banku, oszust kazał zostawić torbę z pieniędzmi w koszu na śmieci nieopodal budynku. Zaskoczona kobieta zaczęła protestować. - Niech pani nie psuje akcji! Tyle ludzi jest w to zaangażowanych! Zgodziła się przecież pani współpracować! – krzyknął przez telefon fałszywy funkcjonariusz. - I ja te pieniądze wrzuciłam... – relacjonuje zrezygnowana staruszka.

Po zostawieniu tych pieniędzy w koszu, starsza pani dostała polecenie powrotu do domu. Oszust próbował jeszcze wyłudzić większą sumę od swojej ofiary. - Co pani wyprawia! Miała pani iść do tego drugiego banku! Chce pani, żeby oni wzięli kredyt na pani konto? Niech pani weźmie 20 tysięcy kredytu i wyjdzie – instruował kobietę. Chcąc pomóc policji, staruszka zgodziła się pojechać do wskazanego banku. Po przyjeździe zapytała się ekspedientki, czy można wziąć kredyt na wskazaną osobę. Kasjerka zaprzeczyła. Wtedy zaczęły się rodzić pierwsze wątpliwości u starszej pani. Odmówiła wzięcia kredytu, tłumacząc, że zostanie bez środków do życia. - Co pani narobiła! Będę u pani za 2 godziny – powiedział domniemany agent CBŚ.

- I tak się stało, że kobieta cywilizowana, niemłoda, dała się omamić – podsumowuje staruszka. - Wróciłam do domu, rozpłakałam się, bo już wiedziałam, że coś jest nie tak... – opowiada roztrzęsiona kobieta i radzi wszystkim, aby przez telefon nikomu nie ufać.

Magdalena Jednacz


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje