Robert Biedroń: Marzę o zasiadaniu w PE

"Wcześniej czy później moja historia w Słupsku się skończy, swoją lekcję w tym mieście w dużej mierze odrobiłem; marzę o tym, że będę mógł kiedyś zasiadać w Parlamencie Europejskim" - mówił w Brukseli na spotkaniu z Polakami prezydent Słupska Robert Biedroń.

Biedroń był w czwartek w belgijskiej stolicy na rozmowach m.in. w sprawie drogi ekspresowej S6, o powstanie, której samorządowcy z Pomorza zabiegają od lat. Wieczorem w Parlamencie Europejskim rozmawiał z Polakami mieszkającymi i pracującymi Belgii, głównie urzędnikami unijnymi.

Reklama

"Przed nami bardzo ważne wybory. Zbliżamy się do wyborów do PE i będzie się decydowała polityczna, społeczna, ekonomiczna, kulturalna przyszłość Europy. To są bardzo górnolotne słowa, ale albo wybierzemy egoizmy narodowe, albo wybierzemy wspólnotę, solidarność, wielkie marzenie, dzięki któremu tutaj jesteśmy i żyjemy w Europie w najdłuższym okresie pokoju" - mówił polityk.

Zapytany, czy wystartuje w wyborach do PE, odparł, że wcześniej czy później jego historia ze Słupskiem też się skończy. "Umówiłem się na tę przygodę maksymalnie na dwie kadencje. Swoją lekcję w Słupsku i swoje zadania już w dużej mierze odrobiłem. To było piąte najbardziej zadłużone miasto w Polsce. Dziś jesteśmy w całkiem niezłej kondycji, nie tylko finansowej" - przekonywał.

"Moja przygoda z polityką nie kończy się i marzę o tym, że kiedyś w PE będą mógł usiąść obok pani posłanki Róży Thun czy Lidii Geringer de Oedenberg i razem z nimi kontynuować przygodę i marzenie o wspólnocie europejskiej" - dodał.

Biedroń o Polsce

W swoim wystąpieniu Biedroń ubolewał nad tym, że w Polsce przez długi czas "budowaliśmy chodniki, stadiony, lotniska i autostrady", a także ustrój demokratyczny, ale "nie zbudowaliśmy demokratów rozumiejących wagę wartości". Jak podkreślał, dzięki temu, że Słupsk jest miastem leżącym w Unii, on, jako jego mieszkaniec i prezydent, ma nie tylko zmodernizowane i ocieplone budynki, wyremontowane drogi czy chodniki, ale ma też "pewien katalog wartości", który jest ważniejszy od infrastruktury.

"Jeśli jesteśmy członkami UE, to nie tylko jako beneficjanci środków unijnych, nie tylko jako ci, którzy wyjeżdżają do Brukseli, jakby mieli podbijać jakiś obcy kraj i przywożą do Warszawy czy Słupska jakieś łupy, ale jako ci, którzy umówili się na budowanie wspólnoty" - podkreślał.

Biedroń namawiał też do tego, żeby nie oddawać pola eurosceptykom. Krytykował byłego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego za jego podejście do UE, wskazując, że priorytetem Polski powinna być dalsza integracja z Unią.

"Uchodźcy są papierkiem lakmusowym"

Polityk odnosił się też do kwestii przyjmowania uchodźców, podkreślając, że niektórym może być trudno o tym mówić, ale - jak zaznaczył - on jest w polityce po to, żeby zmieniać rzeczywistość. "Uchodźcy to pewien symbol, czy będziemy otwartym, czy zamkniętym społeczeństwem. Są symbolem pewnej wizji naszego społeczeństwa, czy to będzie społeczeństwo, które będzie szanowało seniorów, czy nie, czy będzie szanowało różnorodność, czy nie" - mówił.

Jego zdaniem uchodźcy są "papierkiem lakmusowym" myślenia Polaków o wspólnocie. "My, Polacy jesteśmy dumni, że jesteśmy społeczeństwem solidarności, ale sprawdzajmy, czy ta solidarność działa w praktyce" - apelował.

Krytycznie o rządzie


Prezydent Słupska ocenił też, że Polskie władze nie mają pomysłu na to, co robić w UE, poza jej negowaniem. W jego ocenie polski rząd niewiele też robi, aby wykorzystać potencjał ludzi mieszkających i pracujących w Brukseli. "Polski rząd nie wypracował ważnej i kompleksowej strategii promowania Polaków na ważnych stanowiskach urzędniczych" - oświadczył.

Biedroń mówił też o swojej wizji UE, w której "to nie biurokraci i elita europejska" wybieraliby przewodniczącego Rady Europejskiej (stanowisko to zajmuje obecnie Donald Tusk), lecz byłby on wybierany przez obywateli w wyborach bezpośrednich.

Dowiedz się więcej na temat: Robert Biedroń

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje