Rządowy projekt ws. obrony terytorialnej wraca do komisji

Rządowy projekt ustawy zmierzający do powołania Wojsk Obrony Terytorialnej wróci do sejmowej komisji. Poprawki do niego zgłosiły PO i PSL, zaś Nowoczesna chce odrzucenia projektu w całości. Przedłożenie popierają PiS i Kukiz'15. MON krytykuje zgłoszone poprawki.

We wtorek wieczorem odbyło się drugie czytanie rządowego projektu nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obrony. Przewiduje on powołanie na początku 2017 r. WOT jako samodzielnego rodzaju sił zbrojnych - obok sił lądowych, powietrznych, morskich i specjalnych - i podporządkowanie ich odrębnemu dowództwu. Powołanie WOT złożonych z rezerwistów i ochotników z organizacji paramilitarnych to jeden z priorytetów obecnego kierownictwa MON.

Michał Dworczyk (PiS), który był sprawozdawcą komisji, powiedział, że najistotniejszym powodem powołania WOT jest zmiana sytuacji geopolitycznej i strategicznej Polski. "Utworzenie WOT daje szansę na zasadnicze powiększenie w krótkim czasie sił zbrojnych o oddziały liczące ponad 50 tys. żołnierzy" - ocenił poseł.

Reklama

Z kolei Michał Jach (także PiS) ubolewał, że dotychczasowa debata w sprawie obrony terytorialnej skupiła się nie na ocenie proponowanego projektu, lecz na samej idei powołania formacji. "Przedstawiciele części opozycji próbowali zogniskować debatę nad wyimaginowanymi celami organizowanej obrony terytorialnej oraz rzekomych zagrożeniach dla demokratycznego państwa. Żadne argumenty nie były i nie są w stanie zmienić tych wystąpień. PiS uważa, że WOT w sposób znaczący zwiększą siłę odstraszania sił zbrojnych" - powiedział Jach, zapowiadając, że jego klub poprze projekt.

Cezary Tomczyk (PO) zwrócił szefowi MON Antoniemu Macierewiczowi (PiS) uwagę, że na pytania o szkolenie, nadzór i apolityczność odpowiada wymijająco. "Tylko to jest trochę tak, jak w przypadku Mistrali, czyli nie wszystko się zgadza. Mówił pan, że żołnierzy obrony terytorialnej będzie 35 tys., teraz jest nagle 53 tys., więc cyfry zamieniły się przypadkiem czy może był to błąd w edytorze tekstu? A może tak samo jest z pana nadzorem i apolitycznością, może też jest tak, że +apolityczność+ wypadnie +a+ i zostanie tylko polityka?" - pytał Tomczyk.

Złożył dwie poprawki, które - jak powiedział - są testem dla szefa MON. Pierwsza z nich dotyczy apolityczności WOT, a druga zmierza do podporządkowania WOT wraz z ich dowódcą dowódcy generalnemu rodzajów sił zbrojnych, któremu w czasie pokoju podlega większość wojska.

Odnosząc się do tych poprawek Macierewicz przypomniał, że wszyscy dowódcy rodzajów sił zbrojnych podlegają szefowi MON i są mianowani przez prezydenta.

"Ci wszyscy państwo, (...) którzy sądzicie, że wyeliminowanie tego zapisu rozwiąże wasz problem, który można by nazwać +macierewiczofobią+, to informuję was, że tak nie jest. Musielibyście zmienić panowie konstytucję" - powiedział minister. "Eliminując podporządkowanie (dowódcy WOT) ministrowi obrony narodowej jedynie dokonujecie ataku na prezydenta RP i chciałbym, żebyście z tego sobie zdawali do końca sprawę. Tylko dzięki temu, że dowódca WOT jest sytuowany na poziomie dowódcy rodzaju sił zbrojnych, to pan prezydent mianuje tego dowódcę. Jeżeli byśmy podporządkowali WOT tak, jak w waszej poprawce, dowódcy generalnemu, to informuję państwa, że wtedy wszystkie kompetencje związane z mianowaniem cedujecie na ministra obrony narodowej" - zwrócił uwagę szef MON.

"Może to jest tak, że w istocie to jest +dudofobia+, a maskujecie ją tylko +macierewiczofobią+?" - spytał Macierewicz.

Jego zdaniem również poprawka PO dotycząca apolityczności "jest zupełnie bez sensu". "Ja bym bardzo chętnie wyszedł panu naprzeciw, gdyby pan poseł sformułował swój postulat apolityczności w jakimś sensownym zapisie" - powiedział Macierewicz do Tomczyka.

Anna Siarkowska (Kukiz’15) zadeklarowała, że jej klub poprze ostatecznie projekt, albowiem nie wolno blokować powołania WOT, bo są one zasadniczą kwestią z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa. "Polska dzisiaj stoi rzeczywiście przed wielką szansą. Szansą na to, żeby stała się niepokonana, bowiem to właśnie inwestycja we własne zdolności odstraszania może zapewnić Polsce niepokonalność, nie liczenie na siły sojusznicze. Kluczem do budowy owej niepokonalności jest budowa obrony terytorialnej opartej o powszechny udział społeczeństwa w obronie własnego rejonu" - przekonywała Siarkowska.

Ubolewała jednak m.in., że projekt nie przewiduje powszechnego przeszkolenia wojskowego, że nie został poprzedzony zapowiadaną przez PiS reformą systemu dowodzenia i że nie wykorzystuje potencjału organizacji proobronnych. Podkreśliła, że właściwe zdefiniowanie zadań WOT powinno obejmować także ochronę i obronę ludności i infrastruktury krytycznej oraz współdziałanie z wojskami operacyjnymi. Ten brak - przekonywała posłanka - można uzupełnić, przyjmując wniosek mniejszości złożony przez Kukiz’15.

Macierewicz odpowiedział, że Siarkowska w wielu swoich uwagach ma rację. "Ale nie wszystko na raz pani poseł. Idźmy do celu w miarę kolejnych pojawiających się możliwości, a z pewnością dojdziemy i jestem pewien, że razem" - apelował szef MON.

Klub Nowoczesna zgłosił wniosek o odrzucenie projektu w drugim czytaniu. Poseł tego klubu Mirosław Suchoń przekonywał, że projekt ma charakter polityczny i stanowi "próbę przypodobania pewnej grupie wyborców". Z kolei Adam Cyrański (także Nowoczesna) zaznaczał, że jego ugrupowanie popiera ideę zaangażowania obywatelskiego w obronność kraju. "Obawiamy się, że utworzenie wojsk obrony terytorialnej w tej formie i mówienie o nim jako o kluczowym dla polskiej obronności to jakieś wolne żarty bądź zasłona dymna wobec Polaków. Dla polskiej obronności kluczowe powinny być modernizacja polskiej armii, specjalistyczne szkolenia żołnierzy oraz zawieranie sojuszy. Dlatego nie możemy pozwolić na mydlenie oczu polskim obywatelom, że dzięki WOT staną się bardziej bezpieczni" - powiedział.

Paweł Bejda (PSL) ocenił, że projekt to "rozdawanie publicznych pieniędzy". "Dziś słyszymy o programie +500 plus karabin+" - powiedział poseł ludowców, nawiązując do kwoty 500 zł, jaką mają otrzymywać co miesiąc żołnierze WOT. Przekonywał, że potencjał WOT będzie niski, a koszty ich funkcjonowania - wysokie. Bejda złożył dwie poprawki: by WOT nie mogły być użyte "przeciwko Polkom i Polakom" i by podporządkować je dowódcy generalnemu.

W poniedziałek komisja obrony narodowej wprowadziła do projektu dwie merytoryczne poprawki. Pierwsza dotyczy zgody na dalsze uczestnictwo żołnierzy obrony terytorialnej w organizacjach pozarządowych, druga - przenoszenia żołnierzy WOT wyłącznie w ramach tej formacji. Wraz z projektem będzie głosowany też jeden wniosek mniejszości.

Komisja obrony ma się ponownie zająć projektem w środę rano. Sejm może uchwalić ustawę w bloku głosowań zaplanowanym na środę w południe.

Rządowy projekt ws. utworzenia WOT zakłada, że mają one współdziałać z wojskami operacyjnymi oraz być zdolne do prowadzenia działań antykryzysowych i antyterrorystycznych.

Pierwszeństwo w przyjęciu do WOT mają mieć członkowie organizacji paramilitarnych i absolwenci klas wojskowych. Po trzech latach służby w WOT żołnierze ci nabywaliby pierwszeństwo w powołaniu do służby kandydackiej i zawodowej służby wojskowej

Zaproponowano także, aby niektóre stanowiska - wymagające specjalistycznej wiedzy, np. informatycznej, mogły zajmować osoby posiadające również kategorię zdrowia D.

Służba ma trwać od 12 miesięcy do 6 lat (dwa pełne okresy szkoleniowe), z możliwością przedłużenia o kolejny okres.

Projekt zakłada wypłacanie świadczeń żołnierzom WOT w podobnym zakresie jak żołnierzom rezerwy powołanym na ćwiczenia wojskowe. Oprócz tego ma być przyznawany comiesięczny dodatek "za gotowość bojową". Podczas służby, również pełnionej dyspozycyjnie, żołnierze podlegaliby określonym rygorom ograniczenia praw i swobód publicznych, musieliby np. zawieszać członkostwo w partiach politycznych i związkach zawodowych, ograniczenia dotyczyłyby także członkostwa w stowarzyszeniach.

Żołnierze mieliby obowiązek przechowywania umundurowania i ekwipunku wojskowego, stawiennictwa do służby rotacyjnej w umundurowaniu, zawiadamiania o zmianach pobytu. Nowelizacja miałaby wejść w życie 1 stycznia 2017 r.

Według koncepcji MON Wojska Obrony Terytorialnej mają w 2018 r. liczyć ok. 35 tys. żołnierzy, a w roku 2019 jest mowa o ponad 50 tys. Do tego czasu koszty tworzenia i funkcjonowania WOT rząd szacuje na 3,6 mld zł. W ciągu kilku lat MON zamierza utworzyć 17 brygad (po jednej w każdym województwie i dwie na Mazowszu). W pierwszej kolejności mają powstać brygady w woj. podlaskim, lubelskim i podkarpackim oraz cztery bataliony - w Białymstoku, Lublinie, Rzeszowie i Siedlcach.

We wrześniu minister obrony narodowej na stanowisko dowódcy Dowództwa Wojsk Obrony Terytorialnej wyznaczył płk. Wiesława Kukułę, dotychczasowego dowódcę Jednostki Komandosów z Lublińca.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje