Sąd: Strajk w kopalni Budryk legalny; jego liderzy naruszyli prawo

Trwający półtora miesiąca strajk w kopalni Budryk na przełomie 2007 i 2008 r. był legalny, jednak w trakcie jego trwania trzej związkowi liderzy naruszyli prawo - uznał we wtorek sąd w Mikołowie, jednocześnie odstępując od ukarania związkowców.

Liderzy strajku: Wiesław Wójtowicz, Grzegorz Bednarski i Krzysztof Łabądź byli jedynymi spośród 14 oskarżonych, których sąd uznał za winnych części zarzucanych im czynów. Pozostali uczestnicy strajku, oskarżeni m.in. o stosowanie przemocy i gróźb karalnych wobec górników chcących pracować, a także np. pozbawienie wolności dyrektora kopalni, zostali uniewinnieni, a postępowania wobec nich umorzono.

Reklama

Trzej liderzy strajku - w ramach orzeczonych przez sąd tzw. środków karnych - mają zapłacić po 3 tys. zł na Fundusz Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej, a także zapłacić w sumie ponad 7,3 tys. zł na rzecz Jastrzębskiej Spółki Węglowej, jako zwrot kosztów zastępstwa procesowego. Spółka żądała wielokrotnie wyższej kwoty.

- Samo wszczęcie strajku było dopuszczalne; odmowa podjęcia rokowań - zdaniem sądu - była bezprawna. Natomiast sposób jego prowadzenia nie był zgodny z normami ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych - argumentował orzekający w tej sprawie Igor Niedobecki, uznając jednak, że m.in. ze względu na duże napięcia społeczne w tamtym czasie wymierzanie za to kary byłoby zbyt surowe.

Bezprawne - według sądu - było m.in. nierespektowanie przez organizatorów strajku decyzji pracodawcy odnośnie dopuszczenia do określonych zajęć pracowników chcących podjąć pracę oraz podjęcie strajku pod ziemią, na co nie godził się pracodawca. Organizatorzy nie współpracowali też należycie z kierownikiem ruchu zakładu górniczego, co mogło zagrozić bezpieczeństwu i majątkowi kopalni. Sąd wskazał, że strajk - nawet legalny - nie może rodzić dwuwładzy w zakładzie, a strona związkowa nie może utrudniać legalnych działań pracodawcy.

W ocenie sądu, gdyby pracodawca - wówczas zarząd kopalni Budryk - podjął rokowania ze związkowcami, do strajku mogło nie dojść i prawdopodobnie nie rozwinąłby się on na taką skalę. Sąd uznał, że nie było przeszkód do podjęcia rokowań z protestującymi. Pracodawca nie miał racji, uznając spór zbiorowy za nielegalny (argumentem był brak wypowiedzenia wcześniejszego porozumienia ze stroną społeczną) dlatego, że pojawiły się nowe okoliczności, związane z planem przyłączenia kopalni do Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW).

Po ogłoszeniu wyroku oskarżeni i towarzyszący im koledzy odśpiewali na sali sądowej hymn strajkowy z czasów tamtego protestu. Rozpoczęty w połowie grudnia 2007 r. strajk w kopalni Budryk w Ornontowicach trwał do końca stycznia 2008. Dotyczył warunków przyłączenia samodzielnej dotąd kopalni do JSW. Protest, częściowo prowadzony pod ziemią, należał do najdłuższych w powojennej historii polskiego górnictwa. Związkowcy domagali się m.in. stworzenia ścieżki wyrównywania dysproporcji płacowych między górnikami z Budryka i JSW, sięgających 700-800 zł na niekorzyść Budryka.

Po strajku rozpoczęły się liczne procesy, dotyczące m.in. przywrócenia do pracy zwolnionych uczestników protestu. Ostatecznie do pracy nie przywrócono pięciu związkowców, w tym Bednarskiego i Wójtowicza. Sprawą tego drugiego ponownie zajmie się Sąd Najwyższy - wcześniej sądy niższej instancji wydawały sprzeczne wyroki. Z wtorkowego wyroku Wójtowicz - jak powiedział - jest "w 90 proc. zadowolony".

- Sąd jednoznacznie potwierdził najważniejszy element - legalność tego sporu zbiorowego i podjęcia strajku. Wyraźnie stwierdził, że załoga mogła podjąć strajk, a zarząd złamał prawo odmawiając podjęcia rokowań, co było bezpośrednią przyczyną tego strajku  - powiedział Wójtowicz; jego zdaniem wygrała załoga kopalni Budryk.

Według Wójtowicza załoga miała prawo strajkować pod ziemią, ponieważ jest to miejsce pracy górników. Zaprzeczył, by strajkujący nie respektowali decyzji pracodawcy odnośnie kierowania do określonych zadań pracowników, którzy chcieli podjąć pracę. Sąd uniewinnił oskarżonych m.in. od zarzutu blokowania bramy zakładu i stosowania przemocy oraz niebezpiecznych narzędzi, aby na jego teren mogli wejść górnicy chcący pracować.

Proces w tej sprawie trwał od października 2009 r. Odbyło się ponad 60 rozpraw, przesłuchano ponad 150 świadków. Sąd zaznaczył, że nie rozpatrywał wszystkich okoliczności i zdarzeń, do których doszło podczas strajku, a jedynie te wymienione w akcie oskarżenia. Wtorkowy wyrok nie jest prawomocny. Przedstawiciele obu stron zapowiedzieli, że rozważą apelację, po zapoznaniu się ze szczegółowym uzasadnieniem orzeczenia sądu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje