Sąd uchylił decyzję o umorzeniu śledztwa ws. Macierewicza

Będzie ponowne śledztwo ws. nieprawidłowości przy tworzeniu raportu z weryfikacji WSI przez Antoniego Macierewicza. Uchylając umorzenie tego śledztwa, sąd podkreślił, że nie oznacza to, iż obecny poseł PiS musi usłyszeć zarzuty.

W poniedziałek Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił w głównym zakresie umorzenie śledztwa ws. nieprawidłowości przy tworzeniu raportu z weryfikacji WSI przez Macierewicza, b. szefa komisji weryfikacyjnej WSI. Sąd uwzględnił częściowo zażalenia pokrzywdzonych na umorzenie sprawy przez Prokuraturę Apelacyjną w Warszawie. Wnosiła ona o utrzymanie umorzenia.

Reklama

W lutym 2007 r. prezydent Lech Kaczyński upublicznił sygnowany przez Macierewicza raport z weryfikacji WSI, które rządzące wówczas PiS zlikwidowało, zarzucając im wiele nieprawidłowości opisanych w raporcie. Na podstawie raportu wszczynano śledztwa ws. przestępstw WSI; większość umorzono. Osoby wymienione w raporcie jako agenci wytoczyły MON ponad 20 procesów. MON przeprosiło większość z nich; koszty z tego tytułu przekroczyły 1,2 mln zł.

Początkowo prokuratura chciała zarzucić Macierewiczowi niedopełnienie obowiązków (jako funkcjonariusza publicznego) przy tworzeniu raportu, poświadczenie w nim nieprawdy oraz pomoc w ujawnieniu w nim tajemnic państwowych. Prokurator generalny Andrzej Seremet dwa razy zwracał jednak prokuraturze wniosek o uchylenie immunitetu posła PiS.

To trwające od 2007 r. śledztwo umorzono w grudniu 2013 r. Uznano, że Macierewicz jako szef komisji nie był funkcjonariuszem publicznym, który może odpowiadać za niedopełnienie obowiązków bądź ich przekroczenie. Zdaniem prokuratury był on jedynie "osobą pełniącą funkcję publiczną", a komisja (w której nie był zatrudniony) nie była instytucją państwową, której szef podlega odpowiedzialności, lecz "innym organem państwowym" powołanym do konkretnej sprawy. Według prokuratury raport zaś nie jest dokumentem, do którego odnosi się przestępstwo poświadczenia nieprawdy, bo nie może ono dotyczyć dokumentu "analityczno-ocennego".

Na umorzenie wpłynęły 23 zażalenia, m.in. b. szefa WSI gen. Marka Dukaczewskiego, b. agenta wywiadu Aleksandra Makowskiego, biznesmena Zygmunta Solorza-Żaka oraz Polsatu, ITI i ABW (chciała by Macierewicz odpowiadał za ujawnienie w raporcie osób współpracujących niejawnie z cywilnymi służbami specjalnymi).

Adwokaci pokrzywdzonych mówili, że kwestionują przyjęty przez prokuraturę status Macierewicza oraz brak znamion przestępstw przy poświadczeniu nieprawdy i pomocy w ujawnieniu tajemnic. Podkreślali, że w raporcie było wiele informacji nieprawdziwych (co stwierdziły sądy, nakazując MON przeprosiny osób z raportu) oraz ujawniających tajemnice (np. dane osób współpracujących z cywilnymi służbami RP lub tajną operację WSI w Afganistanie

- Zawsze myślałem, że prokuratura jest od ścigania przestępców, a nie ich obrony - podkreślał w SO b. oficer WSI Krzysztof Polkowski. - Raport WSI ujawnił al-Kaidzie tajną operację w Afganistanie; nie ma znaczenia, czy uczynił to funkcjonariusz - dodawał Makowski. Inny b. oficer WSI Jerzy Kozielewski pytał, czym był raport, skoro nie-funkcjonariusz państwa go przygotował. "Może to zrobiła sprzątaczka albo osoba niepełnosprawna?" - ironizował.

Sąd uwzględnił główną część zażaleń i w tym zakresie zwrócił sprawę prokuraturze. Prawomocnie utrzymał umorzenie w wątku odpowiedzialności Macierewicza za pomoc w ujawnieniu tajemnic państwowych; ponadto potwierdził też przedawnienie pomówienia przezeń osób wymienionych w raporcie oraz ujawnienie danych osobowych.

Sąd polecił zaś, by w ponownym śledztwie prokuratura przeanalizowała status prawny Macierewicza oraz komisji weryfikacyjnej. Ma ona m.in. ponownie przeanalizować, czy był on funkcjonariuszem publicznym, którego może dotyczyć przestępstwo przekroczenia uprawnień - sam sąd tego nie przesądził.

Jednocześnie sędzia Anna Wierciszewska-Chojnowska powiedziała, że w raporcie Macierewicz poświadczył nieprawdę, gdyż zawarł tam "nieprawdziwe fakty oraz informacje wykraczające poza ustawowy zakres" - miał bowiem wskazać "jednoznacznie i precyzyjnie osoby, które dopuściły się przestępstw". Sędzia zaprzeczyła tezie prokuratury, by raport był tylko dokumentem "analityczno-ocennym", bo jego treści miały "znaczenie prawne; świadczy też o tym sposób podania jego treści do publicznej wiadomości (ukazał się w "Monitorze Polskim", gdzie publikuje się akty prawne - red.).

Sędzia skrytykowała prokuraturę, która powinna była na samym początku postępowania w 2007 r. zbadać, czy są spełnione prawne przesłanki czynu zabronionego - bez potrzeby prowadzenia innych czynności dowodowych przez kilka lat.

Według sądu wszystko to nie oznacza, że prokuratura jest zobowiązana do postawienia Macierewiczowi zarzutów i wniesienia aktu oskarżenia. - Sąd nie jest w stanie tego nakazać - podkreśliła sędzia Wierciszewska-Chojnowska.

Za "prawdopodobny scenariusz" prok. Leszek Stryjewski uznał wystąpienie do Sejmu o uchylenie immunitetu posła PiS, choć zastrzegł, że "na chwilę obecną trudno to przesądzić". Dodał, że pisemne uzasadnienie decyzji sądu będzie wymagało analizy, a decyzje zapadną dopiero po niej.

Dukaczewski powiedział dziennikarzom, że sąd "zdruzgotał i Macierewicza, i prokuraturę". Zarazem podkreślił, że ewentualne zarzuty niczego nie zmienią, bo cała sprawa i tak przedawnia się w lutym 2017 r., a do tego czasu żaden sąd nie zdoła wydać prawomocnego wyroku. Dodał, że chodzi już tylko o to, by - wobec zagrożenia islamskim terroryzmem i niepewnej sytuacji na Wschodzie - przywrócić polskim służbom zachwiane po całej sprawie zaufanie "sojuszników i własnych obywateli".

W opinii Macierewicza decyzja sądu "to próba przykrycia od strony medialnej rzeczywistej sytuacji społeczno - gospodarczej w Polsce, protestów rolników, strajków górników, pogarszającej się sytuacji". Ocenił, że to też "próba skoncentrowania opinii publicznej na kwestii, która została już przez prokuraturę rozstrzygnięta".

- Na pewno jakieś wpływy z lobby WSi też mają znaczenie, ale głównie element medialno-polityczny rzuca się w tej sprawie w oczy - uznał.

Macierewicz wcześniej wiele razy mówił, że ustalenia raportu oparto na dokumentach WSI i pracach komisji weryfikacyjnej. Wnioski o uchylenie immunitetu uznawał za działanie polityczne, które łączył z tym, że "w sprawie smoleńskiej udowodniono matactwo" (Macierewicz jest szefem parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej).

W 2008 r. Trybunał Konstytucyjny uznał za sprzeczne z konstytucją pozbawienie osób z raportu prawa do wysłuchania przez komisję, prawa dostępu do akt sprawy oraz odwołania do sądu od decyzji o umieszczeniu w raporcie. Po tym prezydent Lech Kaczyński zdecydował nie ujawniać przygotowanego przez Macierewicza aneksu do raportu, bo - jak mówił - "zbyt wiele jest tam fragmentów, w których fakty zastąpiono interpretacjami". Podtrzymał to potem prezydent Bronisław Komorowski.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy