Sellin: Lechowi Wałęsie nikt nie odbierze miejsca w historii

Lechowi Wałęsie nikt nie odbierze miejsca w historii, ale nad różnym niuansami, szczegółami jego decyzji można się zastanawiać - powiedział w piątek wiceminister kultury Jarosław Sellin.

- Lechowi Wałęsie nikt miejsca w historii nie odbierze. On poprowadził walkę Solidarności do zwycięstwa, nad różnymi niuansami, szczegółami można się zastanawiać. Czy przypadkiem to, co się stało w latach 70., nie miało wpływu na jego decyzje. (...) Bo można sobie zadawać pytania, czy różne decyzje, które wtedy podejmował - lepsze lub gorsze - nie były uwikłane w pamięć samego Lecha Wałęsy o tym, co o nim wiedzą - powiedział w programie pierwszym Polskiego Radia Jarosław Sellin.

Reklama

Jak mówił, chodzi o decyzje Wałęsy dotyczące np. prób zakończenia po czterech dniach strajku w sierpniu 1980 r. w Gdańsku, "dlaczego taką, a nie inną decyzję podjął ws. rozwiązania kryzysu bydgoskiego w 1981 r., a zwłaszcza takie, a nie inne decyzje i takimi, a nie innymi ludźmi otoczył się w czasie prezydentury".

Pytany, czy Lech Wałęsa jako prezydent mógł "chodzić na pasku służb", Sellin odpowiedział: "Tego nie wiem, natomiast wiem, że Lech Wałęsa wiedział, co inni o nim wiedzą i że gdzieś są papiery na jego temat. Wiemy też, że niektóre papiery brał jako prezydent, niektórych nie oddał. Były na ten temat jakieś śledztwa prowadzone. Wiemy też, co się w 1992 r. stało - noc teczek, jaką rolę odegrał".

"To wszystko jest życiorys dramatyczny"

- To wszystko jest życiorys dramatyczny, człowieka, który żył w dramatycznych czasach i się niestety uwikłał - zaznaczył.

- Wydaje mi się, że największym życiowym błędem Lecha Wałęsy było to, że na początku lat 90., kiedy był bardzo popularnym politykiem, kiedy wygrał prezydenturę, po prostu nie stanął w prawdzie i nie opowiedział o tym, nie przeprosił tych, których skrzywdził. Myślę, że wtedy była taka sytuacja, taka atmosfera i taka jego popularność, że wszyscy by to zrozumieli i zdecydowana większość Polaków by mu wybaczyła - dodał Sellin.

Pytany, czy lotnisko im. Lecha Wałęsy w Gdańsku powinno zmienić patrona, odpowiedział: "Nie gorączkowałbym się tutaj, biorąc pod uwagę to, że Lech Wałęsa ma swoje zasługi z lat 80., jest znanym Polakiem, jest polskim noblistą. Poznajemy i coraz bardziej się przekonujemy, że to nie jest taka krystaliczna postać i krystaliczny życiorys. Zostawiłbym tę sprawę do pewnego odłożenia się emocji - i politycznych, i historycznych - na przyszłość. Niech bilans życia tego człowieka, jego zasług i przewin, zostanie dokonany za jakiś czas, w bardziej spokojnej atmosferze, bo dziś mamy ostry spór w tej sprawie. Ewentualne honorowanie bądź niehonorowanie zostawiłbym na przyszłość".

We wtorek IPN podał, że z opinii biegłych Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie dot. teczki TW "Bolek" jednoznacznie wynika, że zobowiązanie do współpracy z SB podpisał Lech Wałęsa. "Opinia jest kompleksowa, jasna i spójna" - podkreślił szef pionu śledczego IPN prok. Andrzej Pozorski. Dodał też, że autentyczne są podpisy Wałęsy pod odręcznymi pokwitowaniami odbioru pieniędzy za informacje przekazane funkcjonariuszom SB. Autentyczne okazały się również doniesienia z podpisem "Bolka".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy