Siemoniak: Polskie F-16 gotowe do podjęcia każdej operacji

Ćwiczenie "Red Flag", z którego w tym tygodniu wrócili nasi piloci, kończy kilka lat przygotowań i potwierdza, że polskie F-16, ich załogi i zaplecze jest w pełni gotowe do podjęcia każdej operacji - ocenił Poznaniu szef MON Tomasz Siemoniak.

Minister obrony uczestniczył w powitaniu żołnierzy, którzy od połowy maja brali udział w międzynarodowych ćwiczeniach lotniczych na Alasce - "Red Flag" i "Distant Frontier". Podczas uroczystości lotnikom, którzy wzięli udział w ćwiczeniach wręczono wyróżnienia, m.in. lotnicze krzyże zasługi i medale za zasługi dla obronności kraju.

Reklama

"Sądzę, że wszyscy Polacy, którzy z własnych podatków złożyli się na program F-16 - największy w sensie finansowym program w historii Polski - mogą mieć powody do satysfakcji, że w szóstym roku jesteście gotowi, żeby wykonywać wszelkie zadania z naszymi sojusznikami; też zadania dotyczące obrony Polski" - powiedział Siemoniak.

Dziennikarze pytali szefa MON, czy ministerstwo bierze pod uwagę przeniesienie bazy w Krzesinach; hałas wywoływany przez myśliwce od dawna budzi protesty mieszkańców. "Nasze państwo zainwestowało w tę bazę i w lotnisko bardzo duże pieniądze (...). Obecnie nie rozważamy tego, aby baza w Poznaniu-Krzesinach miała być gdziekolwiek przenoszona" - powiedział Siemoniak.

Jak mówił dowódca Sił Powietrznych gen. broni Lech Majewski na Alasce ćwiczyło 168 żołnierzy - pilotów oraz personelu naziemnego z baz w Poznaniu-Krzesinach i Łasku pod Łodzią oraz Powidza. Na trening poleciało osiem wielozadaniowych F-16 i jeden transportowy C-130H Hercules. Samoloty wróciły do Polski w środę i czwartek.

Szef BBN Stanisław Koziej ocenił, że "w warunkach naszego geostrategicznego położenia właśnie Siły Powietrzne, w szczególności lotnictwo jest awangardą polskiego systemu bezpieczeństwa narodowego". Przypomniał, że w podpisanych w listopadzie 2011 r. przez prezydenta i premiera głównych kierunkach rozwoju sił zbrojnych najbliższe 10 lat jednym z trzech priorytetów modernizacji wojska ustanowiono obronę powietrzną, w tym przeciwrakietową.

Przedstawiciele MON i Sił Powietrznych nie chcieli w piątek odpowiedzieć na pytanie dziennikarzy o koszty udziału Polaków w ćwiczeniach. Siemoniak powiedział, że resort poinformuje o tym, gdy podliczy wydatki. Majewski podkreślił, że ćwiczenie było warte każdych pieniędzy. "Musimy sprawdzić możliwości naszego systemu szkolenia, dowodzenia, możliwości samolotu. Nigdzie na świecie nie można sprawdzić lepiej, jak na poligonie na Alasce" - powiedział.

"Po raz pierwszy mogliśmy użyć prawdziwej amunicji, bomb o dużym wagomiarze, to na początku było dla nas wyzwaniem" - mówił o ćwiczeniach ppłk Paweł Marcinkowski, który dowodził polskimi F-16 podczas ćwiczeń na Alasce.

"Red Flag" to największe ćwiczenia lotnicze organizowane w USA z udziałem sojuszników. Siły Powietrzne podkreślają, że zaproszenie na nie, które Polacy otrzymali po raz pierwszy, to prestiżowe wyróżnienie. W tym roku na Alasce byli też lotnicy z Niemiec, Japonii i Australii, a także NATO-wski samolot wczesnego ostrzegania. Łącznie ćwiczyło tam ponad 100 statków powietrznych i ponad 2500 żołnierzy.

Na Alasce Polacy mogli ćwiczyć na poligonach odwzorowujących z maksymalnym realizmem warunki współczesnego pola walki, w tym oddziaływanie środków obrony przeciwlotniczej przeciwnika i zakłócenia radioelektroniczne. Piloci samolotów F-16 ćwiczyli na Alasce wykonywanie zadań rozpoznawczych, uderzeniowych i osłony powietrznej oraz loty w formacjach na niskiej wysokości. Dzięki temu mogli sprawdzić systemy uzbrojenia i celowania swoich maszyn. Testowali też własny system walki radioelektronicznej.

Na potrzeby "Red Flag" wydzielono obszar o powierzchni 85 tys. km kwadratowych, czyli więcej niż jedna czwarta powietrzni Polski. Umożliwiło to bezpieczny trening na dużą skalę - z użyciem wielu samolotów równocześnie i precyzyjnych bomb o dużym wagomiarze, nawet do jednej tony.

"Broń precyzyjna kierowana laserem bądź GPS-em potrafi trafić w szyb wentylacyjny bądź w okno, ale ze względów bezpieczeństwa potrzebuje dużych poligonów. Nowoczesne bomby mają bardzo duży zasięg, a przy założeniu, że cały układ komputerowy w tej bombie będzie niesprawny - co nie powinno, ale może się zdarzyć - potrzebujemy do ćwiczeń dużego poligonu" - tłumaczył pilot F-16 z bazy w Krzesinach por. Łukasz Gradziński.

Polska dysponuje 48 samolotami F-16: 32 maszyny stacjonują na poznańskim lotnisku w Krzesinach, wchodząc w skład 31. Bazy Lotnictwa Taktycznego, pozostałe są na wyposażeniu 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku pod Łodzią. Obie jednostki wchodzą w skład 2. Skrzydła Lotnictwa Taktycznego.

W 2011 r. komponent F-16 z Krzesin przeszedł NATO-wską certyfikację. Od 2014 r. cztery maszyny i ok. 250 żołnierzy ma dyżurować w siłach sojuszu.

Dowiedz się więcej na temat: ćwiczenie | Tomasz Siemoniak | Polska | F-16 | siemoniak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje