Śledczy przeszukują miejsce, gdzie mógł być przetrzymywany Ziętara

Krakowska Prokuratura Apelacyjna potwierdza, że na terenie Poznania wykonywane są czynności procesowe w miejscu, gdzie przed śmiercią mógł być przetrzymywany Jarosław Ziętara. Na razie śledczy nie chcą podawać więcej szczegółów tej sprawy. Ziętara zaginął 1 września 1992 roku.

Jak poinformował Piotr Kosmaty z Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie, przeszukania prowadzone są od rana. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak długo potrwają - podkreśla Kosmaty. Są to czynności na miejscu, w którym Jarosław Ziętara mógł być przetrzymywany - dodaje. Prokurator Kosmaty nie chce zdradzać szczegółów poszukiwań. Ujawnił jedynie, że sprawdzane jest pomieszczenie. Z uwagi na dobro śledztwa nie będę informował, jakie to miejsce - mówi. Kosmaty podkreśla, że ponieważ od zaginięcia Ziętary minęły 22 lata, nie ma gwarancji, że uda się coś znaleźć. Jeżeli te ślady tam się znajdują, dysponując współczesną techniką, jest szansa, że uda się nam je znaleźć, ale nie oznacza to, że je znajdziemy - podkreśla prokurator.

Reklama

W przeszukaniach biorą udział krakowscy policjanci i Żandarmeria Wojskowa z Poznania. 

Jeżeli te ślady tam się znajdują, dysponując współczesną techniką, jest szansa, że uda się nam je zna;leźć, ale nie oznacza to, że je znajdziemy.

W ubiegłym tygodniu krakowski sąd aresztował na trzy miesiące dwóch mężczyzn - Mirosław R. i Dariusza L. Mężczyźni usłyszeli zarzuty pomocnictwa w porwaniu i zabójstwie dziennikarza. Świadek prokuratury twierdzi, że widział, jak Mirosław R. i Dariusz L. wciągają do samochodu Jarosława Ziętarę. Później dziennikarz śledczy miał zostać przekazany innej osobie - wynika z informacji RMF FM. Podejrzani nie przyznali się do winy i złożyli obszerne wyjaśnienia, których treści prokuratura nie ujawnia z uwagi na dobro śledztwa.

Prowadzący śledztwo prok. Piotr Kosmaty poinformował jedynie, że 56-letni Mirosław R. pochodzi z Poznania, a 46-letni Dariusz L. z Warszawy. Obaj zajmują się działalnością gospodarczą. Dopytywany, czy mężczyźni byli ochroniarzami lub milicjantami, odmówił odpowiedzi. Dodał jedynie, że w śledztwie badany jest m.in. wątek udziału w zabójstwie byłych funkcjonariuszy SB.

Z naszych informacji wynika, że obaj podejrzani byli ochroniarzami i działali z polecenia podejrzanego w tej sprawie Aleksandra G. Według "Gazety Wyborczej", śledczy wiążą Mirosława R. nie tylko z porwaniem Ziętary, ale także z tajemniczym samobójstwem innego ochroniarza Romana K., który razem z Mirosławem R. miał porwać Ziętarę.

Na początku listopada ws. zabójstwa zatrzymano senatora

W śledztwie na początku listopada zatrzymany został były senator Aleksander G., który usłyszał zarzut podżegania do zabójstwa Jarosława Ziętary. Podczas przesłuchania nie przyznał się do zarzutu i odmówił składania wyjaśnień. Za podżeganie do zabójstwa grozi nawet kara dożywocia. 6 listopada krakowski sąd aresztował mężczyznę do 4 lutego 2015 roku. Zażalenie na to postanowienie złożył on sam i jego obrońca. Sąd rozpozna je w połowie grudnia.

Zdaniem prokuratury Aleksander G. podżegał do zabójstwa dziennikarza w czerwcu 1992 roku. Mogło to mieć związek z zainteresowaniami w ramach dziennikarstwa śledczego Jarosława Ziętary różnego rodzaju działalnością gospodarczą, w tym szarą strefą.

Śledztwo dwukrotnie umarzano

Początkowo prowadząca śledztwo w tej sprawie poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany. Śledztwo dwukrotnie umarzano, bo nie udało się odnaleźć ciała. W kwietniu 2011 r. redaktorzy naczelni największych polskich gazet zaapelowali do władz i prokuratury o ujawnienie wszystkich okoliczności zaginięcia Ziętary i śledztwo w tej sprawie. Wcześniej apelowali o to członkowie Społecznego Komitetu "Wyjaśnić śmierć Jarosława Ziętary". Spowodowało to analizę śledztwa w Prokuraturze Generalnej i przekazanie go do Krakowa.

W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną z uprowadzenia na zabójstwo. Zbierała także informacje na temat niezidentyfikowanych zwłok znalezionych od września 1992 do grudnia 1993 r. na terenie kilku województw. Sprawdzono ok. 20 przypadków. W jednym przeprowadzono badania DNA, ale badane zwłoki nie były zwłokami Ziętary.

Magdalena Partyła

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy