Śledztwo w sprawie ew. znieważenia policji podczas demonstracji

Malborska prokuratura zbada w śledztwie złożone przez związkowców z pomorskiej policji zawiadomienie o znieważeniu funkcjonariuszy. W połowie sierpnia w Gdańsku uczestnicy manifestacji przeciwko brutalności policji nieśli m.in. transparent z napisem "mordercy".

Zastępca malborskiego prokuratora rejonowego Piotr Wojciechowski poinformował w środę, że postępowanie zostanie wszczęte w tym tygodniu. Śledztwo jest konieczne, bo w ramach prowadzonego dotąd postępowania sprawdzającego - zgodnie z prawem - nie da się przeprowadzić przesłuchań i innych czynności niezbędnych do wyjaśnienia sprawy - dodał.

Reklama

Zawiadomienie o znieważeniu funkcjonariuszy w trakcie manifestacji złożył w drugiej połowie sierpnia NSZZ pomorskiej policji. Prokuratura Okręgowa w Gdańsku wyznaczyła do zajęcia się sprawą prokuraturę w Malborku, a ta na początku września wszczęła postępowanie sprawdzające.

Pikieta związana była ze śmiercią 30-letniego Pawła Tomasika

17 sierpnia przed komisariatem policji w gdańskim Wrzeszczu odbyła się manifestacja z udziałem ok. 300 osób. Pikieta związana była ze śmiercią 30-letniego Pawła Tomasika (rodzina zgodziła się na podawanie nazwiska), który zmarł 5 sierpnia - dzień po zatrzymaniu przez policję. Zdaniem protestujących, przyczyną śmierci mężczyzny było brutalne pobicie przez funkcjonariuszy: manifestanci nieśli m.in. transparenty z napisami "Stop mundurowej przemocy" i "Mordercy".

Z dotychczasowych ustaleń wynika, że 4 sierpnia ok. południa funkcjonariusze z III Komisariatu Policji w Gdańsku podjęli interwencję na jednej z ulic Dolnego Wrzeszcza. Ze zgłoszenia wynikało, że mężczyzna, którym okazał się Tomasik, próbował dostać się przez okno, znajdujące się na parterze budynku, do mieszkania 72-letniego mężczyzny. Według relacji tego ostatniego, 30-latek rzucał w niego doniczkami z kwiatami i groził mu, że go zabije.

Użyto miotacza gazu i założono mu kajdanki

Z informacji przekazanych przez interweniujących policjantów wynika, że podczas zatrzymania 30-latek stawiał opór i nie reagował na polecenia funkcjonariuszy. Użyto więc wobec niego miotacza gazu i założono mu kajdanki. Podczas umieszczania w radiowozie mężczyzna kopnął w brzuch jednego z funkcjonariuszy i groził mu zabójstwem. Zatrzymany ponownie został położony na brzuchu i obezwładniony.

Zdaniem policji mężczyzna był agresywny przy wyprowadzaniu go z radiowozu. Funkcjonariusze zdecydowali się wezwać pogotowie ratunkowe. W trakcie oczekiwania na karetkę, mężczyzna nagle stracił przytomność. Policjanci podjęli akcję reanimacyjną, która była prowadzona do czasu przyjazdu lekarza.

Okoliczności śmierci 30-latka wyjaśnia w odrębnym śledztwie Prokuratura Rejonowa w Kartuzach. Ze wstępnej opinii sądowo-lekarskiej wynika, że bezpośrednią przyczyną śmierci Tomasika była "ostra niewydolność krążenia i oddychania", jako powód zgonu wykluczono m.in. uraz mechaniczny, porażenie prądem i zatrucie.

Dowiedz się więcej na temat: policja | znieważenie | śledztwo | prokuratura | akcja protestacyjna

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje