Spór o SKOK-i. Troska o finanse czy kampania wyborcza?

Rzeczywista troska o finanse czy kampania wyborcza? Trudna sytuacja finansowa SKOK-ów staje się jednym z głównych sporów politycznych; PO zwraca uwagę, że za kłopoty kas muszą w efekcie płacić klienci banków, PiS odpowiada, że w ciągu pierwszych 20 lat istnienia kas żadna nie padła, a kłopoty zaczęły się po objęciu ich nadzorem KNF.

Spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe działają w Polsce od 1992 r. Inicjatorem powołania ich w Polsce był obecny senator PiS Grzegorz Bierecki, w latach 80. działacz gdańskiego NZS, potem działacz "Solidarności", który na pomysł stworzenia w Polsce systemu kas wpadł po wizycie w USA na początku lat 90. To również Bierecki był założycielem pierwszej kasy. SKOK-i nawiązują jednocześnie do zakładanych na początku XX wieku przez działacza społecznego Franciszka Stefczyka spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych.

Reklama

System kas oszczędnościowo-kredytowych jest częścią światowego ruchu związków kredytowych. To tzw. Światowa Rada Unii Kredytowych (WOCCU), która jest instytucją zrzeszającą 57 tysięcy unii kredytowych (ich odpowiednikami w Polsce są SKOK-i) ze 105 krajów. Do instytucji tych na całym świecie należy przeszło 217 milionów ludzi. Grzegorz Bierecki stał na czele WOCCU w latach 2013-15. Wcześniej był prezesem Kasy Krajowej SKOK, w 2012 roku zastąpił go na tym stanowisku obecny prezes Rafał Matusiak.

Idea kas polega na tym, że grupa ludzi wspólnie gromadzi oszczędności i udziela sobie wzajemnie pożyczek. W rozumieniu prawa SKOK nie jest więc bankiem, a działa w oparciu o Ustawę o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Dopiero od października 2012 roku SKOK-i objęte zostały nadzorem Komisji Nadzoru Finansowego. Według danych samych SKOK-ów, w listopadzie 2014 r. kasy obsługiwały blisko 2,5 mln członków, którzy powierzyli im ponad 15 mld zł depozytów. Obecnie w Polsce istnieje 56 SKOK-ów.

Polityczne tło

Od kilku lat sytuacja w SKOK-ach ma tło polityczne. Kasy uważane są przez PO za zaplecze finansowe PiS, a także sprzyjających temu ugrupowaniu mediów. Według relacji innych mediów, pozycja twórcy kas Grzegorza Biereckiego, z racji możliwości finansowych, jest w PiS bardzo silna - kasy finansują bowiem np. wiele przedsięwzięć organizowanych w terenie przez posłów PiS. W 2012 roku, według relacji medialnych, miało nawet dojść do pewnego napięcia między prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim a Biereckim. Prezes PiS miał obawiać się aspiracji politycznych Biereckiego i jego nadmiernych wpływów.

Ostatni etap sporu wokół SKOK-ów zaczął się w marcu br.; wtedy tematem zajęła się sejmowa komisja finansów. Był to m.in. efekt publikacji prasowych - najpierw "Wprost", a potem "Gazeta Wyborcza" napisały, że senator PiS i "twórca SKOK-ów Grzegorz Bierecki wyprowadził kilkadziesiąt milionów złotych do spółki, której dziś jest właścicielem i prezesem".

Według "Wprost" i "GW", z materiałów zgromadzonych przez KNF wynika, że majątek istniejącej od 1990 roku, a zlikwidowanej w 2010 r. Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych, która kontrolowała system SKOK-ów i której prezesem był Bierecki, przekazany został do spółki będącej własnością kilku osób (chodzi o Spółdzielczy Instytut Naukowy), w tym Biereckiego, mającego w niej najwięcej udziałów, nie zaś do instytucji w systemie SKOK, np. do Kasy Krajowej.

Sprawie tej poświęcone miało być pismo szefa KNF Andrzeja Jakubiaka, które otrzymali: premier Ewa Kopacz, marszałek Senatu oraz szefowie CBA i ABW. Kopacz, komentując doniesienia medialne oceniła, że "sytuacja jest bardzo poważna" i należy ją wyjaśnić.

Komisja śledcza za korzyści polityczne

Politycy PiS replikowali, że temat jest instrumentalnie wykorzystywany w kampanii wyborczej. Argumentowali, że także Andrzej Jakubiak nie jest bezstronny, bo to były wiceprezydent Warszawy i zastępca Hanny Gronkiewicz-Waltz z PO. W ostatnich tygodniach pewne wsparcie PiS uzyskało ze strony wicepremiera i lidera PSL Janusza Piechocińskiego, który w wywiadzie prasowym przyznał, że PO namawiała go do poparcia komisji śledczej ds. SKOK w zamian za korzyści polityczne.

Sam Bierecki przekonywał, że zarzuty w mediach pod jego adresem - dotyczące wyprowadzenia pieniędzy z systemu SKOK-ów - to kłamstwa. Przekonywał, że środki Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych nie były środkami publicznymi, ani środkami spółdzielców. Były one - zapewnił - przekazane fundacji przez Światową Radę Unii Kredytowych "na konkretny cel" i dysponowane zgodnie z jej wolą.

Co ma zbadać komisja?

Sejmowa komisja finansów powołała podkomisję, która po czterech miesiącach przyjęła sprawozdanie. Postuluje w nim powołanie sejmowej komisji śledczej, która zbadałaby m.in. nieprawidłowości w procesie stanowienia prawa, dotyczącego SKOK-ów, rolę poszczególnych osób w tworzeniu tego systemu oraz mechanizmu jego finansowania, a także możliwości "nielegalnego wpływu podmiotów i osób z systemu SKOK na działania osób pełniących funkcje publiczne". Komisja śledcza miałaby także badać "możliwości zaistnienia sytuacji korupcyjnych", przeanalizować działania prokuratury, dotyczące SKOK-ów. Miałaby też sprawdzać doniesienia medialne o finansowaniu przez kasy partii politycznych i mediów.

Inne wnioski zawarte w sprawozdaniu to m.in. zmiany legislacyjne, ustanawiające przepisy regulujące konflikt interesów w systemie SKOK. Przykładem tego konfliktu interesów, jak wynika ze sprawozdania, jest działalność Grzegorza Biereckiego, który przez 17 lat był jednocześnie prezesem Kasy Krajowej oraz prezesem zarządu Fundacji na Rzecz Polskich Związków Kredytowych, której Kasa Krajowa i nadzorowane przez nią SKOK-i zlecały usługi. Był też m.in. współwłaścicielem spółki, wynajmującej lokale kasom, a także prezesem zarejestrowanej w Luksemburgu spółki SKOK Holding, pobierającej "dywidendy od szeregu spółek okołoskokowych". Sprawozdanie uznaje to za "przykład konfliktu interesów", który jest "sprzeczny z wytycznymi Światowej Rady Związków Kredytowych".

Na posiedzeniu komisji finansów, na którym przyjmowane było sprawozdanie podkomisji, obecni byli m.in. minister finansów Mateusz Szczurek i Andrzej Jakubiak. Obaj poinformowali, że SKOK-i nadal mają ujemne fundusze własne i wykazują straty na działalności bieżącej.

Szczurek relacjonował, że Komitet Stabilności Finansowej podczas ostatniego posiedzenia 20 lipca zapoznał się z wynikami pięciu największych SKOK-ów. Badane były sprawozdania finansowe tych kas za 2013 rok. Jak poinformował, z badania wynikało, że wszystkie pięć kas miało fundusze własne ujemne i że były niewypłacalne. Wynik łączny tych kas to minus 1 mld 230 mln zł - poinformował. "Sytuacja finansowa sektora jest niezwykle poważna" - powiedział.

Z kolei szef KNF zaznaczył, że na koniec marca 2015 roku fundusze własne kas wynosiły minus 444 mln zł, a współczynnik wypłacalności wynosił minus 3,81 proc., przy minimalnym dopuszczalnym współczynniku 5 proc. Jakubiak mówił też, że 27 kas wymaga restrukturyzacji, a tylko 8 kas realizuje program naprawczy, rekomendowany przez KNF. Na koniec marca br., dodał, w 30 kasach wykazano wynik ujemny.

Do stwierdzeń tych odnosili się szefowie SKOK-ów podczas wtorkowej konferencji prasowej. Prezes KK SKOK Rafał Matusiak przekonywał, że Kasa Krajowa co miesiąc na bieżąco gromadzi dane sprawozdawcze poszczególnych kas. "Dane te są przez nas analizowane także w procesie udzielania pomocy stabilizacyjnej kasom. Z danych tych nie wyłania się taki obraz sytuacji finansowej SKOK-ów, jaki został zaprezentowany na posiedzeniu sejmowej komisji finansów publicznych" - mówił.

"Szereg nieuprawnionych zarzutów"

Również odmienne od PO stanowisko prezentowała Kasa Krajowa SKOK oraz mniejszościowa grupa posłów PiS w toku prac sejmowej podkomisji. Przekonywali, że w debacie publicznej pojawiło się "szereg nieuprawnionych zarzutów w stosunku do spółdzielczych kas oszczędnościowo-kredytowych i ich funkcjonowania, które próbuje się włączyć w kampanię wyborczą". Tymczasem wszystkie działania, np. związane z Fundacją na rzecz Polskich Związków Kredytowych, były zgodne z prawem, a poza tym dotyczyły instytucji całkowicie prywatnych.

Kasa Krajowa zwracała m.in. uwagę, że od 2012 r., gdy kasy zostały objęte nadzorem przez KNF, wokół nich istnieje "niestabilne otoczenie prawne". Bo po objęciu kas nadzorem KNF, argumentowano, nastąpił szereg niepokojących zdarzeń. "Doszło już do czterokrotnego określenia szczególnych zasad rachunkowości dla kas, praktycznie bez wystarczających okresów dostosowawczych. Kasy odprowadzają także należne składki z tytułu rezerwy obowiązkowej NBP oraz składki do BFG, dzięki czemu lokaty w kasach chronione są na takich samych zasadach jak w przypadku banków - do równowartości 100.000 EUR" - stwierdzała Kasa Krajowa.

Prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego Jerzy Pruski powiedział na jednym z posiedzeń sejmowej komisji finansów, że Fundusz dotąd wypłacił łącznie ponad 798 mln zł klientom SKOK Wspólnota, a 2 mld 200 mln zł klientom SKOK Wołomin. W stosunku do obu tych kas została bowiem ogłoszona upadłość. Łącznie, dodał, BFG wypłacił środki gwarantowane prawie 44 tysiącom klientów obu kas.

W maju sejmowej podkomisji ds. SKOK-ów informację o śledztwach dotyczących działalności władz kas przedstawił prokurator generalny Andrzej Seremet. Informował, że w skali kraju toczy się 1250 postępowań dotykających tego tematu. Przyznał, że w części z nich podejrzenia się nie potwierdzają.

Prowadzone obecnie przez prokuratury na terenie kraju najważniejsze śledztwa dotyczą członków władz SKOK-Wspólnota w Gdańsku, SKOK-Wołomin i SKOK-Wesoła w Mysłowicach - mówił Seremet. "Przestępstwa w SKOK-ach godzą pośrednio w członków tych kas, a to jest znacząca grupa osób" - podkreślał. Najszersze nieprawidłowości odnotowano w SKOK Wołomin, gdzie wiceszef rady nadzorczej kasy oraz jej zarząd są podejrzani o działanie w grupie przestępczej mającej na celu wyłudzanie kredytów, a straty sięgają co najmniej wielu setek milionów zł. Ponadto ludzie z władz tej kasy są podejrzani o zlecenie pobicia wiceszefa KNF Wojciecha Kwaśniaka - relacjonował prokurator generalny.

Grzegorz Bierecki podczas debaty w Senacie w listopadzie 2014 przekonywał, że dopóki SKOK-i działały na podstawie ustawy z 1995 roku, nie było w kasach żadnych problemów. Właśnie w grudniu 1995 roku uchwalona została pierwsza ustawa o SKOK-ach - wcześniej kasy działały na podstawie Prawa spółdzielczego. Ustawa wprowadziła nadzór Kasy Krajowej nad SKOK-ami. Miała ona m.in. określać normy dopuszczalnego ryzyka w działalności kas, a także udzielać kasom pożyczek i kredytów. Mogła również ustanawiać w kasach zarząd komisaryczny.

Podporządkowanie SKOK-ów komisji

Taki stan prawny trwa ponad 10 lat. W międzyczasie zmieniają się przepisy dotyczące nadzoru finansowego - w 2006 roku powstała KNF, która miała nadzorować cały rynek finansowy, bankowy i ubezpieczeniowy. Nadzorem tym nie zostały jednak objęte SKOK-i.

W 2008 roku pojawiły się pierwsze pomysły na podporządkowanie SKOK-ów komisji. Znalazło się to w dwóch projektach ustaw - autorstwa posłów PO oraz w zgłoszonym przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego projekcie ustawy o spółdzielniach. Oba nie doczekały się uchwalenia.

Jesienią 2009 roku przyjęta została natomiast całkowicie nowa ustawa o SKOK-ach, przygotowana z inicjatywy PO. Przesądzała o podporządkowaniu kas KNF. Lech Kaczyński skierował jednak tę ustawę do TK. Zdaniem prezydenta ustawa zbyt daleko ingerowała w samorządność i autonomię kas.

W marcu 2011 r. prezydent Bronisław Komorowski zdecydował o ograniczeniu skierowanego przez Lecha Kaczyńskiego wniosku do TK. Komorowski wycofał zastrzeżenia wobec przepisów ustanawiających nad działalnością SKOK-ów nadzór Komisji Nadzoru Finansowego. W styczniu 2012 TK uznał, że dwa pozostałe przepisy ustawy o SKOK-ach, które zaskarżył prezydent Kaczyński, są niezgodne z konstytucją, ale nie na tyle, by ustawa nie mogła wejść w życie.

W międzyczasie do Sejmu trafił przygotowany przez posłów PO projekt nowelizacji ustawy z 2009. Został uchwalony w kwietniu 2013 roku. Zakładał m.in., że w SKOK-ach muszą być takie same gwarancje depozytów, jak w bankach, zwiększał też uprawnienia nadzorcze KNF względem SKOK-ów oraz ustanawiał zabezpieczenie depozytów SKOK-ów przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ją, ale skierował niektóre artykuły do Trybunału Konstytucyjnego.

W środę i czwartek TK ma rozpatrywać ten wniosek, podobnie jak obszerne wnioski przygotowane wcześniej przez grupy posłów i senatorów PiS, zarówno w stosunku do ustawy z 2009 roku, jak i w stosunku do nowelizacji z 2013 roku.

Piotr Śmiłowicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje