Spór wokół konwencji antyprzemocowej

Politycy ciągle podzieleni w sprawie konwencji o zapobieganiu przemocy domowej. Wczoraj Sejm przyjął ustawę umożliwiającą jej ratyfikację.

Szef klubu Platformy Obywatelskiej Rafał Grupiński powiedział w Trójce, że Sejm podjął ważną decyzję, której oczekiwało wiele środowisk kobiecych i organizacji zwalczających przemoc domową. Grupiński nie chciał powiedzieć, czy troje parlamentarzystów Platformy, którzy głosowali przeciwko ratyfikacji konwencji, poniesie jakieś konsekwencje.
Minister rolnictwa Marek Sawicki z Polskiego Stronnictwa Ludowego dał w tej samej audycji do zrozumienia, że konwencja nie jest potrzebna. Powiedział, że poczeka kilka lat, aby sprawdzić, czy przyjmie się w rodzinach i przyczyni się do zmniejszenia skali przemocy. Zdaniem Sawickiego, sprawa powróci w kampanii prezydenckiej.

"Naiwność i hipokryzja"

Reklama


Henryk Wujec z Kancelarii Prezydenta wyraził natomiast opinię, że konwencja ułatwi walkę z przemocą wobec kobiet, która jest "realnym złem". Ideologiczne spory wokół dokumentu dotyczą, jego zdaniem, domniemanych skutków wprowadzenia go w życie.
Natomiast Tadeusz Cymański z Solidarnej Polski uznał za naiwność i hipokryzję twierdzenia, że konwencja przyczyni się do ograniczenia przemocy. Polityk podkreślił, że polskie prawo, choć niedoskonałe, pozwala walczyć z tym zjawiskiem. Dodał, że konwencja wprowadza do życia rodzinnego i społecznego "obce wzorce".

"Tłumaczenie tekstu konwencji wypaczyło jej treść"


Wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich z Sojuszu Lewicy Demokratycznej powiedział natomiast, że artykuł 12 konwencji, mówiący o przeciwstawieniu się szkodliwym wzorcom kulturowym, także przyczyni się do ograniczenia przemocy domowej. Dodał, że pamięta z dzieciństwa, iż milicja nie interweniowała, gdy mężowie bili żony. - To było wkomponowane w tę tradycję, o której dziś mówimy, że trzeba się jej przeciwstawić - powiedział Jerzy Wenderlich.
Joachim Brudziński z Prawa i Sprawiedliwości oświadczył, że jego partia jest przeciwna konwencji, której prawdziwym celem jest wywrócenie istniejącego systemu wartości. Podkreślił, że sprawę walki z przemocą wobec kobiet powinien regulować Kodeks karny. Brudziński dodał, że tłumaczenie tekstu konwencji wypaczyło jej treść, dlatego, jeśli prezydent ją ratyfikuje, to PiS będzie ją uważało za nieważną.

"Trzeba walczyć nie tylko z biciem kobiet"


Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu odpowiedział, że jest to postawa antypaństwowa. Podkreślił, że konwencja pokazuje kierunek walki z przemocą domową. - Trzeba walczyć nie tylko z biciem kobiet, ale ze stereotypami, z uprzedzeniami, z dyskryminacją i wykorzystywaniem kobiet poprzez podrzędność służbową - powiedział poseł Twojego Ruchu.
Konwencja Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji. Oparta jest na idei, że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, a walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawiają, że łatwiej jest przeciwdziałać przemocy. Ratyfikacji konwencji domagały się organizacje kobiece i broniące praw człowieka, przeciwko był Episkopat Polski i środowiska prawicowe.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje