Strajk w MSZ komplikuje podróże zagraniczne polityków

Wizyta premiera Izraela Benjamina Netanjahu w Polsce w środę zbiega się z trwającym od kilku miesięcy strajkiem pracowników izraelskiego MSZ. Z powodu konfliktu premiera z MSZ wyjazd przygotowuje nie ambasada Izraela w Warszawie, ale wojsko.

Pracownicy MSZ domagają się lepszych warunków pracy i wyższych pensji. - Ten strajk dotyczy przede wszystkim warunków pracy dyplomatów na placówkach zagranicznych. Ich sytuacja pogarsza się od lat, a ostatnio coraz mocniej. Strajk dotyczy też sytuacji w samym ministerstwie, gdzie ludzie latami czekają na awans - powiedział przewodniczący związku zawodowego pracowników MSZ Jair Frommer.

Według niego dyplomatów nie stać na życie i utrzymywanie rodzin za granicą, muszą na to dokładać z własnej kieszeni, a co trzeci rezygnuje z pracy w MSZ po 10 latach.

Reklama

W ramach protestu MSZ nie obsługuje korespondencji między placówkami za granicą i nie przygotowuje zagranicznych wizyt izraelskich polityków. Dlatego Netanjahu zwrócił się do wojska i wywiadu, by przygotowały jego wizytę w Polsce. W związku z tym pracownicy MSZ, którzy uznali, że wojskowi pomogli Netanjahu złamać ich strajk zerwali tymczasowo współpracę z armią.

W zeszłym tygodniu szefowie Mosadu, Szin Betu i Ministerstwa Obrony ostrzegli Netanjahu, że strajk MSZ zaczyna stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa Izraela. W ponad dziesięciu krajach zawieszony jest proces wymiany attache wojskowych.

To jednak tylko część problemów izraelskiego MSZ. Netanjahu, po wygranych w lutym wyborach, nie mianował nikogo na stanowisko ministra spraw zagranicznych. Czeka, aż zakończy się proces jego koalicyjnego partnera i poprzedniego szefa MSZ Awigdora Liebermana, oskarżonego o oszustwo i nadużycie zaufania rządu. Do tego czasu premier sam keruje ministerstwem, jednak przez ostatnie trzy miesiące w budynku MSZ pojawił się podobno tylko jeden raz.

Poza tym za kadencji Netanjahu MSZ straciło wiele swych tradycyjnych uprawnień i funkcji. - Od lat uprawnienia Ministerstwa Spraw Zagranicznych są uszczuplane; faktycznie MSZ zostało rozebrane na części, zdemontowane i nie może sprawnie działać - powiedział we wtorek w czasie sesji parlamentarnej komisji spraw zagranicznych i obrony jej przedstawiciel, deputowany Ronen Hoffman.

- To pokazuje, jak obecnie rząd widzi służby zagraniczne. Dziś w Knesecie odbyły się dwie debaty w tej sprawie. Wydaje mi się, że wszyscy parlamentarzyści biorący w nich udział zgodzili się, że rozwiązania trzeba szukać w negocjacjach z pracownikami i w przywróceniu ministerstwu jego uprawnień - powiedział Frommer.

Izraelski analityk Barak Rawid z dziennika "Haarec" określił stosunek Netanjahu do MSZ jako "mieszankę wstrętu, pogardy i podejrzeń".

Za rządów premiera Netanjahu tradycyjnie podlegające MSZ kontakty z diasporą przejęło Ministerstwo ds. Diaspory. Za negocjacje z Palestyńczykami odpowiada specjalny wysłannik Netanjahu Izaak Molho i minister sprawiedliwości Cipi Liwni. Do naprawy relacji z Turcją, negocjacji w sprawie przejęcia uchodźców erytrejskich, czy koordynacji spotkania z królem Jordanii premier wyznaczał ludzi spoza ministerstwa - wylicza Rawid niektóre przykłady pomijania MSZ w kształtowaniu polityki zagranicznej.

Netanjahu stworzył też nowy resort - Ministerstwo ds. Strategicznych i Rozwoju. - Nie ma żadnego powodu jego istnienia - uważa Frommer, dodając, że "właściwie nie jest to ministerstwo, tylko minister i sześciu asystentów".

- To ministerstwo organizuje wydarzenia międzynarodowe bez konsultowania się z MSZ. Nie tak się powinno prowadzić relacje międzynarodowe - tłumaczy Frommer. Natomiast Rawid ocenił, że nowa instytucja ma stanowić "zastępstwo dla MSZ" i "polityczną nagrodę dla kolegi [Netanjahu] Juwala Szteinica".

- To, co się dzieje (z MSZ), to wynik błędnych ocen różnych decydentów (...); ale odpowiedzialność za rozwiązanie tej sytuacji spoczywa na premierze - powiedział Frommer.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje