Suski: Dopadnięcie Tuska nie jest głównym celem komisji ds. Amber Gold

"Dopaść Donalda Tuska - nie słyszałem, żebyśmy to sobie stawiali jako główny cel sejmowej komisji śledczej ds. Amber Gold" - zapewnia Marek Suski. Poseł PiS w Porannej rozmowie RMF FM twierdzi, że głównym zadaniem komisji jest pokazanie mechanizmu, który nie funkcjonował i wyjaśnienie, dlaczego tak się działo. "Jedną z teorii jest rozpięty nad tą firmą parasol polityczny" - mówi gość Roberta Mazurka. "Rzeczywiście Donald Tusk jest jedną z tych osób, które można o to podejrzewać" - uważa Suski.

Robert Mazurek: Trudno nie rozpocząć od pytania o wybory w Stanach Zjednoczonych. Nie boi się pan nieco, że wybór Trumpa osłabi NATO, nasze bezpieczeństwo będzie mniejsze?

Reklama

Marek Suski: - Sądzę, że to nie będzie miało większego wpływu. Ameryka to jest taki kraj, który ma stabilną politykę międzynarodową. Jeżeli się zmienią, to pewne akcenty. Zobaczymy...

Ale pamięta pan: jak wygrał Obama, to akcenty się zmieniły dla nas dość niekorzystnie.

- To prawda, więc jeżeli wygrywają republikanie, to może się odwrócą wektory i będzie bardziej korzystnie dla nas.

Panie pośle, pan mnie spytał, czy będziemy rozmawiać o perukach.

- Tak pan zapowiedział. Jak słuchałem w samochodzie, jadąc tutaj, to usłyszałem...

To wszystko dlatego, że pan z wykształcenia jest perukarzem.

Charakteryzatorem.

To może by pan poradził coś Trumpowi, on ma taką głupią fryzurę. Może lepsza peruka niż ta fryzura idiotyczna.

- Jak by zamówił, umiałbym zrobić.

To miejmy już za sobą w takim razie.

- ...i pewnie nieźle zapłacił.

Jakby co, to pan będzie robił perukę Trumpowi...

- Jakby co.

...ale na razie ważniejsze jest chyba dla pana i dla nas to, co się dzieje w komisji ds. Amber Gold. Panie pośle, miało to być jak po maśle, przesłuchania od września, jest listopad - i co? Dopiero się zaczęło.

- A kto powiedział, że ma być jak po maśle? To jest niezwykle skomplikowana sprawa i jeżeli prokuratura sobie kompletnie nie poradziła, a my nie jesteśmy prokuratorami, nie mamy dostępu do akt, jeszcze wciąż wiele...

Ale ta prokuratura jest teraz pod waszymi rządami.

- No tak, ale wtedy nie była pod naszymi rządami. Wtedy zresztą istniała taka utopijna teoria, że jak będzie prokuratura niezależna, to będzie sprawniejsza. No i ta niezależność pokazała, jak wygląda - że po prostu niezależna od faktów, niezależna od zaleceń sądu, niezależna od interesów obywateli.

7 września mówił pan, że rozpoczniecie przesłuchania jeszcze we wrześniu.

- No i rozpoczęliśmy. W listopadzie.

A właściwie "rozpoczęliśmy od falstartu", tak? Tzn. wczoraj pani prokurator się nie zjawiła.

- No tak, ale to już nie jest wina komisji, tylko widocznie jakaś obawa pani prokurator, która nagle bardzo mocno zachorowała, ale nie przesłała zwolnienia lekarskiego, tylko wyznaczyła adwokata, który powiedział...

Co jak na prokuratora jest dość dziwne - zdaje się, że powinna wiedzieć, jak się należy usprawiedliwiać.

- Jak poczytaliśmy trochę tych akt, jak pani prok. Kijanko prowadziła sprawę Amber Gold, to być może rzeczywiście adwokat jest nie bez przyczyny.

Będziecie ściągać panią prok. Kijanko za wszelką cenę?

- Będziemy starać się ją ściągnąć, ona jest jednym z kluczowych świadków. Można powiedzieć, że przez jej zaniechania pewnie doszło do tych bardzo długoletnich zaniechań prokuratury. Oczywiście nie przesądzam, ale z tych dokumentów tak wygląda, że ona jest jedną z tych, która miała istotny wpływ na rozwój afery Amber Gold.

Panie pośle, czy ciągle aktualny jest główny plan, czyli dopaść Donalda Tuska i jego syna? Bo posłowie zarówno Platformy, jak i PiS-u tak naprawdę nieoficjalnie mówili, że o to w całej komisji śledczej chodzi.

- Ja nie słyszałem, żebyśmy sobie stawiali jako główny cel dopaść Donalda Tuska. Raczej głównym wyznaczonym celem było dociec prawdy: dlaczego ta afera mogła być i czy miała rzeczywiście parasol polityczny.

Ale co ma komisja śledcza udowodnić? Co ma pokazać?

- Ma pokazać mechanizm, który funkcjonował, bądź też mechanizm, który nie funkcjonował, a powinien funkcjonować, i mamy znaleźć przyczynę, dlaczego ten mechanizm nie funkcjonował. Jedną z teorii jest właśnie parasol polityczny, jaki był rozpięty nad tą firmą, czy też kilkoma firmami.

A kto rozpinał ten parasol?

- To jest do ustalenia w pracach komisji. Natomiast rzeczywiście mówiliśmy tutaj o Donaldzie Tusku. Jest jedną z tych osób, które można o to podejrzewać, choćby dlatego, że pracował tam jego syn...

... to jest właśnie to, o czym mówię...

- ... i że dostarczał istotne informacje, pracując z jednej strony na lotnisku, z drugiej strony dla jednej z firm Amber Gold, czyli OLT Express. To jest dość zasadniczy wątek - premier wiedział, że to jest piramida finansowa.

Ale może gdyby właśnie wiedział, to ostrzegłby syna.


- Syn tak twierdzi - że ojciec go ostrzegł.

Panie pośle, pan się odżegnuje od tego, że to chodzi o dopadnięcie Tuska, ale tak naprawdę cały kalendarz przesłuchań pokazuje, że skoro główny świadek, Tusk na końcu, to taka wisienka na torcie?


- Może nie tyle główny świadek na końcu, tylko przyjęliśmy pewną strategię, że najpierw przesłuchujemy tych, którzy na początku wiedzieli i niewiele albo nic nie zrobili albo wręcz przeciwnie - bo z tych dokumentów wynika, że była dziwna sytuacja, w której prokuratura przekazywała istotne informacje do państwa z Amber Gold, które nie powinny być przekazywane.

Rozumiem - i nic się dalej nie działo.

- I nic się dalej nie działo. Można powiedzieć, że oni byli byli ostrzegani. A równocześnie adwokat pana P. robił aplikację w prokuraturze. A później politycy dowiedzieli się o tej aferze i też nic nie robili.

Zostawmy aferę Amber Gold. Zna pan taki zwrot: połykać własny język?

- Znam, znam jeszcze inne.

To może by pan zademonstrował.

- Dziękuję, wiedziałem, że zawsze pan coś takiego poszuka.

To jest prosty cytat, to pan mi to powiedział w wywiadzie, nie żebym szukał gdzieś dalej.

- Jasne.

"Naraziłem się PO wyliczając im, ilu swoich ludzi, członków rodzin, kuzynów, szwagrów bez wykształcenia, bez egzaminów powsadzali do spółek Skarbu Państwa".

- Tak było.

I co? Teraz nie ma pan takiego poczucia, że przebiliście ich?

- Nie. Absolutnie i co więcej, powiedziałbym, że oni...

Zna pan panią poseł Izabelę Kloc? Posłankę PiS?

- Znam panią posłankę.

Córka pani Izabeli Kloc, Julia, dostała pracę w Agencji Rynku Rolnego, mąż w Agencji Nieruchomości Rolnych. Córka Stanisława Piotrowicza została prokuratorem bez konkursu. Ojciec Patryka Jakiego został wiceprezesem wodociągów w Opolu. Mam kontynuować?

- No ale zdaje się, że wodociągi w Opolu to chyba nie jest spółka Skarbu Państwa?

Nie, to jest spółka miejska i tam rządzi Patryk Jaki razem z innymi koalicjantami.

- To bardzo ciekawe.

Wojciech Jasiński, poseł PiS jest szefem Orlenu. Maks Kraczkowski wiceprezesem PKO BP, Andrzej Jaworski został wiceprezesem PZU.


- No i co w związku z tym?

I co, nie połknie pan własnego języka, że swoich ludzi powsadzaliście na stanowiska?

- Absolutnie nie, co więcej jakby pan poszukał innych cytatów z moich wypowiedzi, to ja zawsze mówiłem, że w spółkach strategicznych, o znaczeniu dla bezpieczeństwa państwa, powinny być osoby, do których władza ma zaufanie i realizują program.

Nie, nie mówił pan tego, kiedy rządziła PO. Rozumiem, że to jest nowy argument.

- Mówiłem, mówiłem, możemy poszukać takich cytatów.

Ja znalazłem wiele innych. Panie pośle, rozumiem, że jak PO wsadzała swoich ludzi to było źle, ale jak wy macie swoich Misiewiczów bez zdanych egzaminów, to dobrze.

- Ale z Misiewicza bardzo szybko się wycofaliśmy. Natomiast można powiedzieć tak: My mówiliśmy o tym, że będziemy wymieniać tych ludzi, którzy się skompromitowali. I wymieniamy. A na jakich ludzi? Na takich, co do których mamy zaufanie, którzy mają kwalifikacje.

*************

Suski: Kosmitami nie jesteśmy w stanie obsadzać spółek Skarbu Państwa

"Mamy w Polsce podział na część liberalną i część prawicową, kosmitów nie ma, więc kosmitami nie jesteśmy w stanie obsadzać spółek Skarbu Państwa" - stwierdził w internetowej części Porannej rozmowy w RMF FM Marek Suski. Dodał, że według sprawozdania komisji sejmowej "100 proc. powołanych osób miało kwalifikacje". Odpowiadał też na pytania o to, czy Jarosław Kaczyński nie byłby lepszym premierem. "Tak, byłby lepszym. Ale Beata Szydło jest bardzo dobrym" - mówił. "Bardzo cenię panią premier, ale liderem partii jest Jarosław Kaczyński" - uznał rozmówca Roberta Mazurka. Oglądając część internetową rozmowy, dowiecie się, dlaczego Marek Suski nie śpi po nocach i dlaczego według niego słowo "murzynek" nie jest niczym nagannym w polskiej tradycji.

Dowiedz się więcej na temat: suski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje