Świadek awantury z udziałem Protasiewicza: Zachowywał się, jakby wszystko było mu wolno

- Nie było wielkiej awantury. Nikt nikogo nie ciągał po ziemi. Choć obie strony, owszem, mówiły do siebie podniesionym tonem. Poseł wciąż mówił podniesionym tonem, że jest dyplomatą. Zachowywał się, jakby wszystko było mu wolno. Taki sobiepan. Ale policjanci nie byli agresywni. - mówi w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Mariusz Zacharski, polski robotnik, który był świadkiem wtorkowych wydarzeń na lotnisku we Frankfurcie.

Przypomnijmy. Jacek Protasiewicz w ubiegły wtorek stał się bohaterem afery na skalę międzynarodową. Według niemieckiego tabloidu  "Bild" do incydentu we Frankfurcie doszło przy odbiorze bagażu. Polski polityk odebrał jednemu z pasażerów wózek bagażowy i pobiegł z nim do wyjścia.

Reklama

Wywołane przez polityka PO zamieszanie zwróciło uwagę celników, którzy zatrzymali go i wylegitymowali. "Polityk stracił wtedy panowanie nad sobą, wymyślał funkcjonariuszom, porównał ich do "Hitlera" i "nazistów". Krzyczał "Heil Hitler" i pytał, awanturując się "Czy ktoś z was był w Auschwitz?".

Protasiewicz powiedział później, że na lotnisku został wezwany do kontroli bagażowej; poproszony o wylegitymowanie się, pokazał paszport dyplomatyczny.

- Gdy oddawał mi ten paszport, usłyszałem "raus". Zrobiłem dwa kroki w kierunku wyjścia i przepraszam, rzeczywiście zagotowałem się. Odwróciłem się i powiedziałem: "Raus" brzmi bardzo źle w kraju, z którego tutaj przyjechałem - mówił.

Tymczasem świadek zdarzenia, który skontaktował się z "GW" relacjonuje: "Z pewnością jednak nikt go nie popychał. Nikt nie krzyczał w jego kierunku "raus". Stałem wtedy naprawdę blisko. No chyba że szepnął mu to do ucha, to wtedy tak. Ale nie słyszałem też, żeby Protasiewicz mówił coś o Hitlerze i Auschwitz. To musiało być, kiedy już go zabrano".

Zacharski dodaje jednocześnie, że Protasiewicz z pewnością był pod wpływem alkoholu. - Nie były to na pewno dwie buteleczki wina z pokładu. Człowiek po takiej ilości wina tak się nie zachowuje - podsumowuje.

Wczoraj Protasiewicz zrezygnował z funkcji przewodniczącego klubu PO-PSL w Parlamencie Europejskim i  ze stanowiska szefa kampanii wyborczej PO. Przeprosił także wszystkich, którym jego "niewłaściwe zachowanie sprawiło przykrość".





Dowiedz się więcej na temat: Jacek Protasiewicz | Platforma Obywatelska | awantura | Niemcy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje