Symboliczny spektakl z Tuskiem w roli głównej

Podróż pociągiem, huczne powitanie, gwizdy ze strony przeciwników, przemarsz w asyście zwolenników do budynku prokuratury. Donald Tusk znów jest w centrum uwagi. - To pewnego rodzaju pseudo-niepolityczny manifest i happening, który nie odbyłby się, gdyby nie było choćby cichego przyzwolenia ze strony byłego premiera - komentuje w rozmowie z Interią dr Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Przywitanie o poranku na dworcu w Sopocie, kwiaty i urodzinowe "sto lat", podróż Pendolino stolicy, a na Dworcu Centralnym w Warszawie liczne grono sympatyków oraz przeciwników czekających na peronie numer trzy. Wiwaty, oklaski, okrzyki z dwóch stron politycznej barykady. 

Zamknięta ulica, przejście pieszo do budynku prokuratury, oczekiwanie na koniec przesłuchania. 

Przewodniczący Rady Europejskiej został wezwany w charakterze świadka w śledztwie dotyczącym współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa.

Reklama

- Byliśmy dzisiaj świadkami pewnego rodzaju happeningu, który pewnie by się nie odbył, gdyby nie było choćby cichego przyzwolenia ze strony Donalda Tuska  - uważa dr Olgierd Annusewicz, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. 

Zdaniem naszego rozmówcy, gdyby Tusk chciał uniknąć rozgłosu, dotarłby do prokuratury w mniej spektakularny sposób.

Według dr. Annusewicza przyjazd Tuska na Dworzec Centralny i przemarsz na przesłuchanie to zachowanie o charakterze symbolicznym. 

Nasz rozmówca podkreśla, że Donald Tusk jako przewodniczący Rady Europejskiej nie może czynnie uczestniczyć w krajowej polityce, i nie może sobie pozwolić na bezpośrednie manifesty polityczne. 

- Dlatego zorganizowano coś na kształt pseudo-niepolitycznego manifestu. W pewnym sensie on się udał, bo przyciągnął uwagę, pokazał, że dla jakiejś grupy wyborców było to ważne wydarzenie - ocenia dr Annusewicz. 

Rozpatrując dzisiejsze wydarzenia w kategoriach marketingowych, mieliśmy do czynienia z działaniem o charakterze przypominającym o Tusku jako marce. - Zobaczyliśmy, że marka Tusk cieszy się sympatią jakiejś części obywateli, a wśród innej wywołuje silne, negatywne emocje - wyjaśnia ekspert. 

Były premier wciąż cieszy się sporą popularnością wśród Polaków. Część widzi w nim kandydata na prezydenta. 

- Marka Tuska jest całkiem silna - przekonuje ekspert.

- Polityk, który przestaje być premierem i na własne życzenie zaczyna pełnić ważną funkcję międzynarodową, nie angażuje się w bieżące spory polityczne, ale jednocześnie cały czas jest w orbicie zainteresowania polityki, zyskuje na tym, że nie dotyczą go bieżące spory polityczne. Z drugiej strony, pełniąc ważną funkcję publiczną, cieszy się szacunkiem i sympatią, także części tych osób, które nie interesują się polityką - wyjaśnia dr Annusewicz. 

Politolog przewiduje, że Tusk utrzyma swój dotychczasowy wizerunek. - Dlatego też PiS będzie go ciągało na przesłuchania w prokuraturze, przed komisją śledczą, po to żeby przypominać, że ich zdaniem Tusk nie ma zupełnie czystego sumienia we wszystkich sprawach - przewiduje. 

- Będziemy obserwować taką trochę podjazdową walkę na symbole: symboliczne działania, symboliczne zachowania, oraz walkę na wizerunki - podsumowuje dr Olgierd Annusewicz. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje