Szczyt klimatyczny: Zjedzono tony czekolady i tysiące jabłek

25 tysięcy tabliczek czekolady, 12 tysięcy jabłek, 3 tony pierogów - tak od strony gastronomicznej wygląda podsumowanie szczytu klimatycznego, który przez ostatnie dwa tygodnie odbywał się na Stadionie Narodowym w Warszawie.

Myliłby się jednak ten, kto pomyślałby, że delegaci opychali się słodkościami. Czekolady były rozdawane przez jedną z organizacji pozarządowych, by wzmocnić wśród uczestników COP19 myślenie o klimacie i "dać im siłę do ratowania planety".

Reklama

Słodkie tabliczki cieszyły się szczególną popularnością wśród dziennikarzy, którzy szczególnie mocno narzekali na wyśrubowane ceny posiłków i napojów oferowanych na stadionie. Zastrzyk energetyczny po zjedzeniu choćby kilku kostek potrafił w najbardziej kryzysowych momentach pozwolić obsłużyć jeszcze jedną ważną konferencję.

W trakcie 12 dni trwania szczytu klimatycznego przez Stadion Narodowy przewinęło się ok. 70 tys. osób. W tym czasie odbyło się blisko 2 tys. spotkań i paneli dyskusyjnych oraz 140 konferencji prasowych.

Jak poinformował zarządca stadionu, spółka PL.2012+, od 11 listopada, kiedy rozpoczął się szczyt, w 50 przygotowanych salach odbywało się ok. 200 konferencji, spotykań roboczych czy seminariów. Najwięcej tego rodzaju spotkań odbyło się we wtorek 19 listopada, czyli w drugim dniu ministerialnych negocjacji. Tego dnia przebieg negocjacji relacjonowało 600 polskich i zagranicznych dziennikarzy.

Każdego dnia na Stadionie Narodowym przebywało średnio 5,5 tys. osób., a na całe wydarzenie zarejestrowało się ich ok. 12 tys. W takim tłumie łatwo coś zgubić, ale na szczęście w obiekcie było sprawnie działające biuro rzeczy znalezionych. Jego pracownicy mówili dziennikarzowi PAP, że dziennie trafiało do nich kilkanaście telefonów komórkowych. Roztargnieni wracali też po szaliki, czy rękawiczki. Jeden z delegatów szukał zagubionego słoika miodu, ale bezskutecznie; osoba, która go znalazła, najwyraźniej nie zdecydowała się go odnieść do biura.

W czasie konferencji o przebywających na Stadionie dbało blisko 2,5 tys. pracowników obsługi technicznej, informatyków i kucharzy. Szczególny respekt wzbudzali ochroniarze z ONZ, których uniformy przypominały mundury nowojorskiej policji. Gwiazda na piersi, słuchawka w uchu, gaz i broń przy pasie to atrybuty, które nie pozwalały myśleć o tym, że coś złego może się zdarzyć w trakcie obrad.

Na obiekcie, jak i poza nim, pracowało też 100 wolontariuszy, którzy pomagali gościom zza granicy odnaleźć się na stadionie i informowali ich jak np. najszybciej dotrzeć do hoteli, w których mieszkali.

Kolorytu szczytowi dodawali młodzi przedstawiciele organizacji pozarządowych, którzy codziennie organizowali jakiś happening, by mobilizować delegatów do bardziej ambitnych działań. W ostatnich godzinach obrad sto osób wyszło na trybuny stadionu i dopingowało przedstawicieli rządu, krzycząc jak piłkarscy kibice, tyle że nie hasła piłkarskie, a ekologiczne.

Mimo panujących na stadionie dość wygórowanych cen za posiłki i napoje, goście szczytu zjedli 3 tony pierogów, które cieszyły się największą popularnością. Delegaci, dziennikarze i przedstawiciele organizacji pozarządowych zjedli też blisko 3 tony mięsa i tonę ryb. Na stadionie rozdano również 12 tys. jabłek z logo COP19.

Podobnie jak podczas Euro 2012 zarządzający Stadionem Narodowym prowadzili ankiety wśród gości. Blisko 70 proc. osób pozytywnie oceniło lokalizację stadionu. Delegaci docenili również warunki w jakich musieli pracować. Na płycie boiska powstały m.in. dwie hale, które mogły pomieścić jednocześnie kilka tysięcy ludzi. Przygotowano także mniejsze pokoje, gdzie delegacje krajowe mogły prowadzić rozmowy czy chwilę odpocząć.

Przedstawiciele państw bardzo wysoko ocenili także bezpieczeństwo panujące na Stadionie, jak i panującą na nim czystość. Zgrzytem - oceniano - były jedynie ceny.

Dowiedz się więcej na temat: szczyt klimatyczny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje