Szef MSW: W związku z fałszywymi alarmami zatrzymano drugą osobę

We wtorek późnym wieczorem została zatrzymana druga osoba podejrzewana o związek z fałszywymi alarmami bombowymi - poinformował szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz. Podkreślił, że nie było realnego zagrożenia życia i zdrowia obywateli.


Reklama

- Wczoraj został zatrzymany pierwszy osobnik, co do którego istnieją poważne domniemania, że jest w tę sprawę zamieszany. I wczoraj w późnych godzinach wieczornych został zatrzymany drugi - poinformował Sienkiewicz w Radiu ZET, pytany o fałszywe alarmy bombowe w 22 miejscach w Polsce.

Minister powiedział, że obaj są powiązani ze sobą; nie ujawnił innych szczegółów dotyczących zatrzymanych. Pierwszą osobę zatrzymano we wtorek po południu w Chrzanowie (Małopolskie).

Pytany, czy są twarde dowody obciążające obie osoby, Sienkiewicz zaznaczył, że zatrzymanie nie jest wyrokiem ani momentem, gdy ogłasza się, kto jest winny.

"Idiotyzm na wielką skalę"

Podkreślił, że wtorkowe wydarzenia to nie akt terroru, bowiem nie było faktycznego podłożenia ładunków. - Nie mamy do czynienia z terrorem. Mamy do czynienia ze skrajną nieodpowiedzialnością i rodzajem takiego idiotyzmu na wielką skalę - mówił szef MSW. Jak ocenił, fałszywe alarmy, m.in. w szpitalach, to "rodzaj kretynizmu, kompletnej nieodpowiedzialności, która na szczęście nie ma nic wspólnego z realnym zagrożeniem życia i zdrowia obywateli".

- Takich ludzi będziemy musieli surowo rozliczyć. Mam nadzieję, że jesteśmy na dobrym tropie - powiedział Sienkiewicz. Pytany o zapobieganie takim przypadkom, Sienkiewicz ocenił, że nie ma "antybiotyku na głupotę i złą wolę".

Według szefa MSW większość wiadomości o podłożeniu bomby zazwyczaj zawiera nieprawdopodobne "wielkie groźby", które "zawsze okazują się hucpą". - Podobnie jak tym razem, tylko skala tego była rzeczywiście bardzo duża - podsumował.

Policja nie wyklucza kolejnych zatrzymań.

Seria alarmów bombowych

Po fałszywych alarmach bombowych w całym kraju sprawdzono we wtorek 22 obiekty użyteczności publicznej: szpitale, prokuratury i sądy, w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Chrzanowie, Jeleniej Górze, Szczecinie i Chorzowie, a także centra handlowe w Dąbrowie Górniczej i Katowicach. W przypadku niektórych z nich zarządzono ewakuacje, 2,7 tys. osób musiało opuścić budynki.

Wcześniej, około północy, do tych instytucji wysłano maile z ostrzeżeniem, że w południe mogą eksplodować w nich ładunki wybuchowe.

"25 czerwca o godz. 12 w waszej instytucji eksploduje ładunek wybuchowy" - tak zaczynał się mail, pod którym podpisała się grupa "anon.pl". Autorzy wiadomości napisali, że reprezentują grupę cyberprzestępców, która jest odpowiedzialna za wcześniejsze alarmy bombowe, hakowanie stron internetowych oraz internetowe oszustwa. "To my odpowiadamy za oszustwa Polaków na miliony złotych" - zaznaczyli.

W treści listu pojawia się też zdanie, które może wskazywać na motyw przeprowadzonych fałszywych alarmów. "Robimy to przeciwko człowiekowi, który pomaga w namierzaniu nas" - wyjaśniają nadawcy. Wymieniają nawet konkretne nazwisko, ale policja na razie nie ujawnia o kogo chodzi.

Autorom fałszywych alarmów bombowych grozi nawet 8 lat więzienia.

FORUM: Akt terroru czy chuligański wybryk?

Dowiedz się więcej na temat: ewakuacja | MSW | Bartłomiej Sienkiewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje