Terlecki: Chcemy zmniejszać różnice dzielące Polaków

Chcemy zmniejszać różnice, jakie dzielą Polaków – mówił szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki w niedzielę na spotkaniu z mieszkańcami Dęblina (Lubelskie). Wicemarszałek Sejmu zaznaczył, że zrealizowanie zamierzeń PiS wymaga więcej czasu niż 4 lata.

Terlecki powiedział, że celem polityki PiS jest zmniejszanie zarówno różnic w dochodach Polaków, jak i różnic w tempie rozwoju dużych miast i małych miejscowości. "Po to, żeby Polska się cała rozwijała, a nie tylko duże aglomeracje, trzeba włożyć w to wiele pracy i wysiłku, i wiele rozmaitych działań podjąć" - powiedział.

Reklama

"Mamy w tej chwili najniższy poziom bezrobocia od prawie 30 lat i to jest wielki sukces, ale to jest za mało. Ograniczenie bezrobocia dotyczy tych rejonów Polski, gdzie jest dużo pracy. Tam ludzie przemieszczają się z takich miejsc, gdzie jest mało pracy. Chodzi o to, aby ta praca była także tam, skąd oni wyjeżdżają, żeby nie musieli wyjeżdżać" - dodał.

Jak mówił, obecnie rządzący dużo już zrobili, wiele inwestycji uruchamianych jest w małych miejscowościach, ale utrzymanie tempa wzrostu, który się rozpoczął i zrealizowanie projektowanych zmian wymaga więcej czasu niż cztery lata. "Naszych założeń, pomysłów, planów, nie da się zrealizować w ciągu jednej kadencji. Żeby Polska dźwignęła się z takiego stanu średniego rozwoju (...) trzeba trochę więcej czasu niż cztery lata i musimy też działać na rzecz tego, aby następne cztery lata również mieć czas na zmiany" - powiedział.

"Ogromne zaległości, ogromne potrzeby"

Przypomniał zmiany wprowadzone już przez PiS, m.in. program 500 plus, reformę edukacji, przekształcenia w wymiarze sprawiedliwości, działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa, jak przywracanie posterunków policji, dywersyfikację dostaw gazu, zakup nowego uzbrojenia dla wojska.

"Ważniejsze jest to, co przed nami, czyli dalej ciężka praca, która ma służyć temu, żeby rozwój ekonomiczny, sukcesy, jakie udało nam się uzyskać w gospodarce, przełożyły się na portfele zwykłych obywateli" - podkreślił.

Przyznał, że są tu "ogromne zaległości, ogromne potrzeby". Wskazał na prowadzony w Sejmie protest opiekunów osób niepełnosprawnych. "Zdopingowali nas do tego opiekunowie, którzy przyszli do Sejmu, aby to rozwiązać szybciej jeszcze niż planowaliśmy i podjąć jakieś działania stanowcze. Oczywiście to zrobimy" - zapowiedział. Nawiązał do pomysłu nowego opodatkowania osób najwyżej zarabiających. "Być może byłoby pożyteczne, żeby oni się choć odrobinę podzielili z tymi, którzy są w sytuacji najtrudniejszej. To jest zadanie najbliższych dwóch tygodni, żeby ten plan przygotować" - powiedział.

Zapowiedział działania na rzecz poprawy sytuacji emerytów i rencistów. "Musimy wykonać znaczące ruchy, żeby w tej części społeczeństwa poprawić sytuację, to jest wyzwanie na najbliższe miesiące. Będziemy wprowadzać kolejne działania, etapami, myślę, że raczej prędzej niż później, z pewnością zaczniemy w tym roku" - zapowiedział.

"Nagrody dla rządu były błędem"

Uczestnicy spotkania pytali m.in. o nagrody, jakie otrzymali ministrowie, koszty przelotów senator Anny Marii Anders, projekty obniżenia dochodów posłów i samorządowców.

Terlecki przyznał, że nagrody dla członków rządu były błędem, "pomysłem ratunkowym" na podniesienie ich wynagrodzeń. "Uznaliśmy, że trzeba ten błąd naprawić i się do niego przyznać. Nagrody, które dostali ministrowie, zostaną zwrócone. Trzeba pamiętać, że oni są w trudnej sytuacji, bo dostawali te nagrody miesiąc po miesiącu, a teraz muszą je wpłacić na Caritas na raz i większość musi teraz zaciągnąć kredyty" - powiedział.

"W Polsce konieczne jest rozwiązanie systemowe, które ureguluje kwestie dochodów wszelkiego poziomu władz, poczynając od gminy aż do najwyższych stanowisk" - dodał.

Na uwagę, że plany obniżenia dochodów prezydentów, burmistrzów i wójtów, są ingerencją w kompetencje samorządów, Terlecki odpowiedział, że "samorząd jest częścią państwa". "Państwo, a w tym parlament, odpowiada za funkcjonowanie także samorządu" - powiedział.

"Ta obniżka ma służyć niwelowaniu różnych dziwnych sytuacji.(...) Tam, gdzie mamy do czynienia z rozrzutnością, bo to rady uchwalają, ile będzie zarabiał burmistrz, prezydent czy wójt, to czasem niezbędna jest reakcja państwa" - dodał.

Terlecki wyjaśnił, że posłom i senatorom podróżującym na długich dystansach, zgodnie z przepisami Sejmu, przysługuje lepsza klasa w samolotach, a Anna Maria Anders "ma swoje lata".

"Córka generała Andersa jest ważną osobą, także z punktu widzenia jej usadowienia w establishmencie amerykańskim, kongresie, u kongresmenów. Jest osobą znaną, także w kołach wojskowych, ważnych dla nas. Jej podróże to nie wycieczki" - podkreślił Terlecki. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje