Terlecki w RMF o ekshumacjach i roku rządów PiS

Ryszard Terlecki pytany w Popołudniowej rozmowie w RMF FM o protesty przeciwko otwieraniu grobów ofiar katastrofy smoleńskiej zaznaczył, że na ekshumację nie zgadzała się "skromna mniejszość". "Tutaj niestety obawiam się, że gra też czynnik polityczny. Jeżeli wszystkie rodziny przedstawicieli opozycji są przeciw, to jakoś nie chce się wierzyć, że to jest tylko wynik ich indywidualnych decyzji czy emocji" - dodał polityk.

Marcin Zaborski: Jarosław Kaczyński lubi, gdy się go nazywa Naczelnikiem?

Reklama

Ryszard Terlecki: To jest żartobliwe określenie, które raczej się pojawia w rozmowach o nim niż z nim. Są takie osoby, które mówią właśnie: Naczelnik.

Wielu naszych słuchaczy pewnie obejrzało film w internecie - scenę sprzed pomnika Dmowskiego. Jarosław Kaczyński składa kwiaty, a przedstawiciele Stronnictwa Narodowego nazywają go Naczelnikiem Państwa Polskiego i niekoronowanym królem polskiej polityki.

No coś w tym jest.

Ale sprzeciwu rzeczywiście nie było słychać.

Sprzeciwu nie było. Prezes się tak dobrodusznie uśmiecha, jak usłyszy, że się mówi o nim: Naczelnik.

Dokładnie rok temu Beata Szydło, premier, tworzyła swój rząd, szykowała expose, a teraz mówi tak: "Dużo zrobiliśmy, ale też zapewne wszyscy mamy poczucie, że można było zrobić jeszcze więcej". To co można było zrobić więcej, panie marszałku?

Zawsze można zrobić więcej. Więcej i czasem w jakichś szczegółach lepiej.

Gdzie można było zrobić lepiej i więcej?

Wydaje mi się, że przez ten rok i tak zrobiliśmy więcej niż nasi poprzednicy przez wiele lat.

Ale przez chwilę proszę się nie chwalić, ale przyznać, co można było zrobić więcej.

Dobrze. Prawdę mówiąc program, znaczy powrót do wieku emerytalnego sprzed reformy, czyli sprzed jego wydłużenia... No, wydawało się nam, jak walczyliśmy w kampanii wyborczej, że będzie można zrobić szybciej.

No właśnie. Beata Szydło w swoim expose wyliczając te rzeczy na pierwsze 100 dni rządu wyliczyła właśnie sprawę wieku emerytalnego. Nie udało się.

Znaczy udało się, bo właśnie teraz będziemy to przeprowadzać.

No, ale 100 dni rządu minęło już dawno, panie marszałku.

Ale 100 dni minęło i okazało się, że to nie jest pierwsza rzecz, którą uda nam się zrobić.

To była druga rzecz po 500 złotych na dziecko wymieniana przez panią premier. 

Tak, tu też pojawił się spór trochę ze związkami zawodowymi, które przy tej okazji próbowały swoje pomysły przeprowadzić. Nam zależało szczególnie na dobrej współpracy w tym zakresie z "Solidarnością".

To kiedy wejdzie w życie ta ustawa, która czeka właśnie na głosowania w Sejmie?

No wejdzie od przyszłego roku, od myślę, jak dobrze pamiętam, od jesieni.

1 października 2017 roku.

Tak, tak.

W ustawie zostało zapisane - to nie jest ani 100 dni rządu, a nawet pierwszy rok rządów Beaty Szydło.

No nie jest, ale jest spełnienie obietnicy, którą na początku kampanii uważaliśmy za najważniejszą, potem to 500 plus się jakby objawiło i okazało, że to jest może jeszcze bardziej nośne i ważniejsze niż...

Minister rodziny i pracy Elżbieta Rafalska mówiła dziś, że do 2050 roku w Polsce będzie nas o ponad 4,5 mln ludzi mniej, a przybędzie za to osób w wieku co najmniej 60 lat. Czy te dane GUS-u nie pokazują, że nie da się uciec przed podnoszeniem wieku emerytalnego w Polsce?

Wie pan, że będzie nas więcej osób starszych to z pewnością. Natomiast ja pamiętam rozmaite prognozy w różnych czasach przedstawiane, także przez bardzo wpływowe, można powiedzieć, najbardziej wiarygodne na świecie instytucje, które prognozowały na 20-30 lat i nic się nie sprawdzało. Przypomnę choćby Klub Rzymski w latach 70. - jego prognoza dramatyczna dla świata, jeżeli chodzi o przyrost naturalny.

Czyli główny Urząd Statystyczny dzisiaj też się myli?

Nie, ja myślę, że nie sposób jest przewidzieć wszystkich okoliczności takich właśnie demograficznych, ekonomicznych, społecznych. To jest pewne ostrzeżenie. To jest ostrzeżenie, że jeżeli nie będziemy się starać i działać na rzecz polskich rodzin to może taka sytuacja mieć miejsce. Mam nadzieję, że nie będzie miała miejsca. 

No to inna obietnica na pierwszych 100 dni rządu Beaty Szydło z expose - brzmiała tak: Podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. złotych. Znów się nie udało. 

No tak. Powiedziałbym tak - i tak się udało bardzo dużo, i tak się udało. Ten najważniejszy chyba, jak się okazało z odbioru społecznego, projekt 500 plus się powiódł.

Ale to była jedna z tych pierwszych pięciu na pierwsze 100 dni rządu zapowiedź.

To prawda, ale kosztowna. My też nie do końca znaliśmy stan państwa, szczególnie w kampanii jeszcze. Dopiero w pierwszych miesiącach po objęciu władzy można już było zorientować się, jak naprawdę wyglądają finanse.

Przed wyborami politycy PiS obiecywali, że zajmą się sprawą tej kwoty wolnej. A mówili tak, czy pisali w swoim dokumencie programowym: "Podniesiemy kwotę wolną od podatku do 8000 zł. Jej poziom jest skrajnie zaniżony. Opodatkowane są osoby o bardzo niskich dochodach". I dziś PiS zgadza się na to, żeby przez kolejny rok tak właśnie było?

No to jest, to są właśnie koszty tej sytuacji, którą zastaliśmy i także koszty reform, które przeprowadzamy. Z pewnością również sprawa podatków będzie rozwiązana w przyszłym roku. Ma być kompleksowo rozwiązana. Są już właściwie jakieś zarysy tego pomysłu. Znaczy pomysł jest, ale są już zarysy ustaw.

I kiedy poznamy finalny efekt - nie tylko zarysy?

No trudno mi powiedzieć, ale to też ustawy regulują. Bo wiadomo, że nie można zmienić podatków pod koniec roku.

Tyle, że od roku panie marszałku wiemy, że mamy niezgodne z konstytucją przepisy o kwocie wolnej. No bo Trybunał Konstytucyjny wytknął, że nie gwarantują minimum egzystencji. Teraz przez kolejny rok będziemy mieli kwotę wolną, która nie gwarantuje minimum egzystencji.

No tak, ale równocześnie są inne korzyści, które odnoszą ci, którzy no są jakby ofiarami tego opóźnienia, więc myślę, że i tak w sumie wychodzi to na plus.  

Panie marszałku, Wzgórze Wawelskie zamknięte dla zwiedzających. To znak, że rozpoczynają się ekshumacje zaplanowane przez prokuratorów prowadzących śledztwo smoleńskie. Do tych prac dopuszczono przedstawiciela podkomisji smoleńskiej działającej przy ministrze obrony. Co może wnieść jego obecność przy tej ekshumacji? 

Ja się nie znam na takich technicznych kwestiach, ja myślę, że ta obecność będzie miała także taki charakter pewnej kontroli czy uwiarygodnienia tych działań, które będzie przeprowadzać prokuratura. I to dobrze, że taki czynnik społeczny, jeżeli to tak można określić, będzie uczestniczyć w tym bardzo jednak trudnym i pewnie przykrym dla wielu przedsięwzięciu.

No właśnie, lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz, mówił dziś tak: "Wszystkie rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej związane z ruchem ludowym; rodzina Leszka Deptuły, Edwarda Wojtasa, Wiesława Wody, są przeciwne ekshumacjom". Liderzy PiS wsłuchują się w takie głosy?

My się wsłuchujemy, na 90 parę rodzin, 17 deklarowało, że są przeciwne ekshumacjom, czyli skromna mniejszość. Tutaj niestety obawiam się, że gra też czynnik polityczny. Jeżeli wszyscy, rodziny akurat przedstawicieli opozycji są przeciw, no to jakoś się nie chce wierzyć, że to jest tylko wynik ich indywidualnych decyzji czy emocji.

Pan mówi mniejszość, ale jednak, chociażby w stanowisku Kościoła Katolickiego czytaliśmy, że głosy tych rodzin powinny być wzięte pod uwagę.

Myślę, że prokuratura tutaj będzie starała się tam, gdzie to jest konieczne, zrobić to jak najdelikatniej dla osób, które będą uczestniczyć, czy będzie to ich bezpośrednio dotyczyć. Ale z drugiej strony, jest oczywiste, że to trzeba zrobić, bo to jakoś tak ciąży nad nami i przypomnę, że jest czy było i jest takich problemów, które wynikają właśnie z nieprzeprowadzenia sekcji albo z konieczności przeprowadzenia ponownej sekcji gdy ulegają zmianie metody i możliwości techniczne po prostu.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje