"The Economist" o Komorowskim: Popularny prezydent

Środa, 16 października 2013 (21:45)

Dzięki koncyliacyjnemu stylowi prezydentury i promowaniu uniwersalnych wartości Bronisław Komorowski pozostaje jednym z niewielu popularnych polityków w kraju podzielonym po katastrofie smoleńskiej - pisze uznany brytyjski tygodnik "The Economist".

Zdjęcie

Bronisław Komorowski /Jacek Turczyk /PAP
Bronisław Komorowski
/Jacek Turczyk /PAP

Komorowski cieszy się dużym poparciem społeczeństwa w kraju, w którym "popularni politycy to rzadko występujący gatunek", a "funkcjonowanie w zapalczywym, a nawet złośliwym środowisku politycznym często oznacza, że polityk może być lubiany i szanowany przez jedną grupę, ale nienawidzony i pogardzany przez drugą" - zauważa gazeta.

"The Economist" przypomina, że Komorowski objął prezydenturę w dramatycznych okolicznościach - po katastrofie smoleńskiej, w której zginął m.in. ówczesny szef państwa Lech Kaczyński. Tragedia zaogniła polityczne podziały i wywołała spory o spuściznę polityczną Kaczyńskiego, "kontrowersyjnego prezydenta, który nie wzbraniał się przed użyciem weta i wkraczaniem w kompetencje rządu (Donalda) Tuska w polityce zagranicznej".

Reklama

To właśnie "łagodnemu podejściu do prezydentury i kraju" Komorowski w dużej mierze zawdzięcza swą dużą popularność. Po katastrofie smoleńskiej "Polska potrzebowała balsamu, a Komorowski jej go dał" - ocenia brytyjski tygodnik.

Obecny szef państwa stara się nie angażować w niebezpieczne tematy krajowej polityki, a za to koncentruje się na najważniejszych narodowych wartościach. - Tak oto prezydent stał się zwolennikiem sił zbrojnych i rodziny; wziął na siebie obowiązki głównego machającego flagą, a nawet zasugerował wprowadzenie prawa, które zagwarantowałoby, że polski orzeł będzie zawsze znajdował się na koszulkach narodowej kadry piłkarskiej - wymienia "The Economist".

Tygodnik podkreśla, że działania prezydenta są wyważone: "Popiera wartości konserwatywne, nie alienując coraz większej części społeczeństwa o liberalnych poglądach. Promuje patriotyzm, ale nikt nie może zarzucić mu nacjonalizmu".

Tygodnik przypomina przy tym, że Komorowski nie uniknął krępujących gaf dyplomatycznych (np. podczas szczytu Trójkąta Weimarskiego w 2011 r., gdy usiadł pierwszy zanim zdążyli to zrobić jego goście, kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy). Kilkakrotnie wbrew własnemu zwyczajowi włączał się też w debatę nad budzącymi napięcia sprawami krajowymi, takimi jak podniesienie wieku emerytalnego, co według jego krytyków przeczy jego politycznej neutralności.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska