"Tusk boi się przyjść do Sejmu"

Zdaniem szefa SLD Grzegorza Napieralskiego, premier Donald Tusk boi się przyjść do Sejmu i wziąć udział w debacie na temat rosnących cen energii i żywności. Napieralski domagał się przeprowadzenia takiej debaty dzisiaj rano w Sejmie.

Lider SLD tuż po rozpoczęciu środowych obrad Sejmu wnioskował o poszerzenie porządku obrad tej izby o informację w sprawie sytuacji społeczno-gospodarczej kraju. Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski uznał jednak ten wniosek za nieregulaminowy.

Reklama

- Donald Tusk boi się przyjść do parlamentu. Z tego co widać po zachowaniu pana marszałka, nie chce stanąć przed nami i porozmawiać z nami, co jego rząd w tej sprawie robi - ocenił na środowej konferencji prasowej Napieralski.

Pytał, czy Tusk i Komorowski wiedzą "tak naprawdę, ile dziś kosztuje masło, bułka, chleb". - Tak świetnie szachowali tymi hasłami w czasie kampanii wyborczej, pytanie, czy dziś potrafią też się dobrze zachować i powiedzieć o cenach tych produktów - zaznaczył szef Sojuszu.

Zdaniem Napieralskiego, szacunki ekspertów wskazują, że ceny żywości w ciągu ostatniego półrocza wzrosły nawet o co najmniej 50 procent, a ceny energii z kolei poszły w górę o około 20 procent.

Lider SLD przypomniał, że kilka lat temu, gdy miała miejsce podobna sytuacja na rynku paliw, wówczas rząd jego ugrupowania zdecydował o obniżeniu akcyzy na paliwo.

Napieralski zapowiedział też, że Klub Lewicy będzie na każdym posiedzeniu Sejmu ponawiał apel i wniosek o debatę w tej sprawie.

Posłanka Lewicy Elżbieta Streker-Dembińska oceniła z kolei, że rządowy projekt nowelizacji ustawy o drogach publicznych, którym posłowie zajmą się w środę jest "szkodliwa dla społeczeństwa".

Przypomniała, że klub Lewicy wnioskował, by zdjąć z porządku obrad punkt dotyczący prac nad tym projektem lub by był on rozpatrywany "w rozsądnym czasie".

- Dzisiaj pod osłoną nocy, po godzinie 22 będziemy rozmawiać o rzeczy najważniejszej, dotyczącej setek tysięcy ludzi. Ta ustawa jest wyrazem lekceważenia społeczeństwa przez rząd, nie zyskała akceptacji żadnego środowiska. Wręcz przeciwnie - jest zagrożeniem dla wielu mieszkańców, dla ich zdrowia, życia i bezpieczeństwa - oceniła Streker-Dembińska.

Projekt nowelizacji ustawy o drogach publicznych przewiduje m.in. zniesienie winiet, które umożliwiają kierowcom tirów bezpłatny przejazd autostradami. Roczna opłata za winietę to ponad 2 tys. zł.

Prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych Jan Buczek szacuje, że zniesienie winiet może spowodować, że za korzystanie z autostrady przewoźnicy będą musieli płacić nawet do 2,5 zł za km.

W środę w południe, przewoźnicy skupieni w Zrzeszeniu Międzynarodowych Przewoźników Drogowych rozpoczęli protest przeciwko planowanemu zniesieniu winiet - mają zatrzymać na godzinę swoje ciężarówki.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje