Tusk: Macierewicz nie walczy o prawdę, ale o swoją pozycję w PiS

Antoni Macierewicz przejdzie do historii jako szkodnik w wyjątkowej skali - powiedział we wtorek premier Donald Tusk. Jego zdaniem szef parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej nie walczy o prawdę, lecz o swoją pozycję w PiS.

Premier w swojej wypowiedzi nawiązał do doniesień medialnych, że niektórzy posłowie PiS dystansują się od hipotez prezentowanych przez zespół, na którego czele stoi Macierewicz. Poseł mówił ostatnio m. in., że są wiarygodne relacje, iż trzy osoby przeżyły katastrofę Tu-154M.

- Mam taką nadzieję, tak patrząc też po zachowaniu niektórych posłów PiS, że powoli do ludzi dojdzie też ta ponura prawda o Antonim Macierewiczu, że on naprawdę nie jest na froncie walki o prawdę, tylko na froncie walki o własną pozycję w PiS i tyle, ile zła narobił w emocjach ludzkich swoim postępowaniem, czasami kłamstwem, czasami insynuacją, czasami twardym oskarżeniem, to, on na pewno przejdzie do historii jako szkodnik w wyjątkowej skali - powiedział szef rządu.

Reklama

Na wtorkowej konferencji prasowej Tusk był pytany o zespół do wyjaśniania opinii publicznej przyczyn i okoliczności katastrofy smoleńskiej, którym kieruje dr Maciej Lasek - czy jego członkowie odniosą się do wypowiedzi Macierewicza o tym, że prokuratura nie przesłuchała osób, które twierdzą, że ktoś przeżył katastrofę.

Zdaniem premiera to zadanie dla prokuratury, a nie zespołu działającego przy KPRM. - Nie mam takiego oczekiwania wobec doktora Laska czy innych ludzi, którzy współpracowali z nami w czasie badania przyczyn katastrofy, aby zastępowali inne instytucje - powiedział Tusk, dodając, że należy oczekiwać "precyzyjnych i szybkich komunikatów od prokuratury".

- Pozwólcie, że administracja publiczna nie będzie za każdym razem spinana ostrogami, że ma zareagować na kolejną rewelację Antoniego Macierewicza - zaapelował premier.

Prokuratura już wcześniej podkreślała, że nie ma dowodów, by ktokolwiek przeżył katastrofę smoleńską - nie wskazują na to ani materiały zebrane na miejscu wypadku, ani przeprowadzone badania, ani zeznania świadków.

W wydanym w ub. tygodniu oświadczeniu rzecznik prasowy Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa zaznaczył, że "w aktach śledztwa znajdują się zeznania świadków, którzy przekazują pogłoskę o odwiezieniu trzech osób do szpitala". - Jednakże świadkowie, w tych samych zeznaniach, jednoznacznie stwierdzają, że informacja ta była natychmiast dementowana zarówno przez polskich przedstawicieli, którzy bezpośrednio po zaistnieniu tej katastrofy znaleźli się na miejscu zdarzenia, jak i funkcjonariuszy strony rosyjskiej - wskazał płk Rzepa. Wyjaśnił, że jeżeli chodzi o polskich obywateli, byli to: przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP, Biura Ochrony Rządu oraz służb dyplomatycznych i konsularnych.

- Warto w tym miejscu również przypomnieć, że zaraz po katastrofie pogłoski o odwiezieniu trzech osób do szpitala przekazywały również polskie media, które następnie w sposób jednoznaczny je zdementowały - dodał prokurator.

Również były wiceszef BOR gen. Paweł Bielawny w wydanym oświadczeniu zaprzeczył medialnym spekulacjom i wypowiedziom, jakoby wkrótce po katastrofie "meldował o trzech rannych w Smoleńsku". 

Dowiedz się więcej na temat: Donald Tusk | Macierewicz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy