Tusk o akcji w Sanoku: To absurd, to by było nieszczęście...

Raport policji z działań antyterrorystów w Sanoku będzie publicznie dostępny - zapowiedział we wtorek premier Donald Tusk. Wstrzymując się od ocen przed zapoznaniem się z raportem zaznaczył, że "nie zawsze jest tak, że tragiczny finał musi oznaczać winę policji".

W ocenie premiera "jest coś bulwersującego w tym, że gdy zdarzy się taka sytuacja jak w Sanoku, to każdy czy prawie każdy polityk - ale też niektórzy dziennikarze - czuje się specjalistą od negocjacji i akcji specjalnych".

Reklama

"Ja nie jestem specjalistą od tego. Gdybym znał się na negocjacjach w takiej kryzysowej sytuacji, to być może byłbym tam przydatny do czegoś" - tak Tusk ocenił kierowane do niego przez polityków PiS i Solidarnej Polski apele i pytania, dlaczego nie przybył do Sanoka i nie pomógł w negocjacjach.

"Przecież to jest absurd, to by dopiero było nieszczęście, gdyby każdy polityk, który zostaje premierem uznał się za genialnego dowódcę policji czy wojska i osobiście kierował tego typu akcjami. Są granice absurdu, tam zginęły dwie osoby. Warto byłoby czasami powstrzymać temperament polityczny i publicystyczny" - mówił szef rządu.

Jak podkreślił, zamierza cierpliwie czekać na zapowiedziany przez resort spraw wewnętrznych raport komendanta głównego policji z działań policyjnych antyterrorystów w Sanoku. "On szybko trafi na moje biurko, będzie także publicznie dostępny i będziemy wiedzieli, czy ktoś popełnił błąd, czy nie. Czasami tak się zdarza, nie zawsze jest tak, że tragiczny finał musi oznaczać winę policji" - powiedział Tusk.

"Ostateczny raport będzie dopiero gotowy na piśmie, myślę, w najbliższych dniach, natomiast z wieloma ocenami musimy zaczekać do końca pierwszego etapu śledztwa i ustaleń prokuratury, zwłaszcza ustaleń z sekcji i tych badań toksykologicznych, bo to jest bardzo ważne, żeby wiedzieć w jakim stanie w ogóle były te osoby" - mówił we wtorek rano szef MSW Jacek Cichocki.

W ostatni czwartek na największym osiedlu w Sanoku 32-letni mężczyzna zabarykadował się w mieszkaniu. Była z nim 17-letnia dziewczyna. Kamila M. zginęła od strzału w skroń z przyłożenia, natomiast Andrzej B. - od strzału z bliskiej odległości. Wcześniej mężczyzna, który miał być zatrzymany w związku z zabójstwem, strzelał z okna mieszkania do nieoznakowanego policyjnego samochodu.

Na miejsce przybyli antyterroryści oraz policyjni negocjatorzy m.in. z Warszawy. Przez wiele godzin policja próbowała nawiązać kontakt z mężczyzną i kobietą i nakłonić ich do poddania się. Nie reagowali jednak na apele policji. W nocy z czwartku na piątek policjanci zdecydowali się na siłowe wejście do mieszkania; w środku znaleźli leżące na łóżku ciała mężczyzny i kobiety.

Dowiedz się więcej na temat: Nie | Akcji

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje