Ulicami stolicy przeszła XIX Warszawska Manifa

"Solidarność naszą siłą", "Wolność, równość, aborcja na żądanie" - to niektóre z haseł towarzyszących XIX Warszawskiej Manifie, która w niedzielę przeszła ulicami miasta. Motto tegorocznego pochodu to "Aborcja nie policja. Pomoc wzajemna, nie przemoc systemowa".

Manifa to demonstracja organizowana co roku z okazji Dnia Kobiet, której organizatorem jest Porozumienie Kobiet 8 Marca. W tym roku uczestnicy Manify maszerowali pod hasłem "Aborcja nie policja. Pomoc wzajemna, nie przemoc systemowa".

Reklama

Jak tłumaczyła jedna z organizatorek demonstracji Karolina Więckiewicz, hasło przewodnie nawiązuję do 25. rocznicy wprowadzenia ustawy dot. aborcji, która wprowadziła zakaz przerywania ciąży z kilkoma wyjątkami.

Policja narzędziem władzy?

"W tym roku chcemy podkreślić, że od 25 lat nie mamy podstawowego prawa do tego, żeby decydować, czy rodzić dzieci, czy nie" - powiedziała Więckiewicz.

Jak dodała Julia Milasiewicz z Porozumienia Kobiet 8 marca, hasło Manify nawiązuje także do działań policji, która - jej zdaniem - jest "symbolem, narzędziem władzy i przemocy systemowej".

"Chroni ludzi władzy, których powinnością jest służyć nam, a nie nas terroryzować. Chroni bogatych przed biednymi. Na polecenie polityczek i polityków, powołując się na ustawy i kodeksy, brutalnie policja nas zatrzymuje, kiedy protestujemy, a jednocześnie chroni marsze faszystów" - powiedziała Milasiewicz.

Organizatorki podkreślały, że Manifa ma też na celu wyrażenie solidarności ze wszystkimi osobami wykluczonymi m.in. z osobami z  niepełnosprawnościami oraz ich opiekunami.

Trasa tegorocznej Manify, tak jak w ubiegłym roku, biegła m.in. Alejami Jerozolimskimi, Nowym Światem, Świętokrzyską. Manifestacja rozpoczęła się na Placu Defilad i tam się zakończyła.

Kobiety, mężczyźni i dzieci

W demonstracji wzięły udział kobiety w różnym wieku - od nastolatek po seniorki. Wśród uczestników Manify nie brakowało mężczyzn, którzy popierają równościowe postulaty. W Manifie uczestniczyło też wiele rodzin z dziećmi.

Dla osób z dziećmi organizatorzy przygotowali tzw. Kids Block, czyli specjalną platformę, na której mogły bawić się najmłodsi uczestnicy.


Niesiono transparenty z hasłami: "zrozumcie politycy, życie kobiety też się liczy", "Mam Gender i nie zawaham się go użyć", "Waginy wyklęte", "Od mojego ciała wara", "25 lat hipokryzji-dość!", "Wolność wyboru zamiast terroru", "Zróbmy sobie lepsze prawo-kobiety do polityki", "Aborcja jest ok", "Nie mam sumienia zmuszać innych do rodzenia". W tłumie powiewały zarówno kolorowe flagi jak i biało-czerwone.

Po drodze manifestacja miała kilka przystanków, podczas których przemawiano, zwracając uwagę na problemy związane m.in. z brakiem tolerancji wobec cudzoziemców, bezkarność sprawców przemocy - szczególnie gwałtów, brak poszanowania praw lokatorów. Wyrażano także sprzeciw wobec wycinki Puszczy Białowieskiej.

Przy dźwiękach bębnów uczestnicy skandowali: "wolność, równość, aborcja na żądanie", "każda władza nam przeszkadza", "pracownice na ulice", "solidarność naszą siłą", "znajdzie się cela dla gwałciciela".

Aborcja "na żądanie"?

Na zakończenie demonstracji, organizatorki przeczytały manifest, w którym domagają się m.in. dostępu do legalnej aborcji "na żądanie", wprowadzenia edukacji seksualnej do szkół, oraz refundacji antykoncepcji i in-vitro.

Na trasie Manify, przy Nowym Świecie, zgromadziła się także grupa kontrmanifestantów opowiadających się za wprowadzeniem całkowitego zakazu aborcji. Uczestnicy trzymali plakaty ze zdjęciami zakrwawionych płodów oraz transparenty z hasłami: "Zatrzymaj Aborcję" oraz "Dziś aborcja jutro Auschwitz".

Nad bezpieczeństwem zgromadzeń czuwała policja.

Pozostałe manifestacje

Manify z okazji Dnia Kobiet zaplanowano także w innych miastach w Polsce. 8 marca - w Trójmieście i Krakowie a 10 marca w sześciu miastach: Wrocławiu, Poznaniu, Lublinie, Rzeszowie, Toruniu, Katowicach.

Z kolei w Łodzi Manifę - pod hasłem "Rewolucja Parasolek" - zorganizowano już w sobotę. Uczestniczyło w niej ok. 100 osób, które przeszły ul. Piotrkowską z pasażu Schillera do pl. Wolności.

Część demonstrujących miała różowe nakrycia głowy. Jak wyjaśniła jedna z organizatorek demonstracji Agata Kobylińska z łódzkiego ruchu Dziewuchy Dziewuchom, różowy kolor to symbol marszu kobiet, który odbył się w USA. "Poza tym chcieliśmy odczarować kolor różowy, bo ten kolor nam się podoba. Nie jest on tylko dla tzw. grzecznych dziewczynek. Symbolizuje naszą solidarność" - powiedziała.


Organizatorzy wskazywali, że łódzka Manifa odbyła się m.in. w obronie prawa do samostanowienia. Kobylińska powiedziała, że edukacja seksualna w szkołach praktycznie nie istnieje, a prawa reprodukcyjne są łamane. "Antykoncepcja awaryjna tylko w Polsce i na Węgrzech jest na receptę. W innych krajach jest dostępna bez recepty" - podkreśliła.

Międzynarodowy Dzień Kobiet to święto ustanowione w 1910 r. dla upamiętnienia strajku 15 tys. kobiet, pracownic fabryki tekstylnej w Nowym Jorku, które 8 marca 1908 r. domagały się praw wyborczych i polepszenia warunków pracy. Właściciel fabryki zamknął strajkujące w pomieszczeniach fabrycznych. W wyniku pożaru zginęło wówczas 129 kobiet.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy