Umorzono śledztwo ws. działań policji na Marszu Niepodległości w 2012 r.

Wobec braku znamion czynu zabronionego umorzono we wtorek śledztwo w sprawie ewentualnego przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez policjantów podczas Marszu Niepodległości 11 listopada 2012 roku - poinformowała stołeczna prokuratura. Policja użyła wtedy broni gładkolufowej i gazu pieprzowego.

Informację o umorzeniu przekazał rzecznik prasowy warszawskiej prokuratury okręgowej prok. Przemysław Nowak. Postępowanie prowadziła Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście, do której w styczniu wpłynęło zawiadomienie w sprawie. Stowarzyszenie Marsz Niepodległości napisało w nim o podejrzeniu popełnienia przez policjantów przestępstwa polegającego na przekroczeniu uprawnień i niedopełnieniu obowiązków oraz rozproszeniu przemocą zgromadzenia odbywającego się zgodnie z prawem.

Już po skierowaniu zawiadomienia do prokuratury rzecznik komendanta głównego policji insp. Mariusz Sokołowski mówił, że zarzuty wobec policjantów są bezpodstawne i były już wyjaśniane, m.in. na posiedzeniu sejmowej komisji. - Wszelkie informacje, również te, które przekazaliśmy komisji, zostaną przekazane także prokuraturze, by jeszcze raz wykazać bezpodstawność tych zarzutów - zapewniał rzecznik KGP.

Reklama

Zdaniem stowarzyszenia policja w sposób nieuprawniony i niewspółmierny do sytuacji użyła środków przymusu bezpośredniego, w szczególności broni gładkolufowej i gazu pieprzowego. Funkcjonariuszom autorzy zawiadomienia zarzucali m.in. celowanie na wysokość głowy, a nie pasa, jak nakazują przepisy. Według stowarzyszenia niezgodne z prawem miało być wyławianie z tłumu osób agresywnych przez policjantów w kominiarkach.

Pod koniec listopada zeszłego roku komendant główny policji nadinsp. Marek Działoszyński, odnosząc się do zarzutów mówił w Sejmie m.in., że zamaskowani funkcjonariusze to policjanci z grup specjalnych - Biura Operacji Antyterrorystycznych i Centralnego Biura Śledczego, którzy mają prawo używać kominiarek, by chronić swoją tożsamość, bo na co dzień zatrzymują najpoważniejszych przestępców.

11 listopada 2012 r. niedługo po rozpoczęciu Marszu Niepodległości doszło do burd w centrum Warszawy. W stronę zabezpieczających demonstrację funkcjonariuszy rzucano m.in. kamieniami i kostką brukową. Policja użyła broni gładkolufowej (140 pocisków, w tym 36 hukowych i 104 gumowych) oraz gazu pieprzowego (trzy granaty łzawiące, oprócz tego 22 hukowe).

Rannych zostało 22 policjantów, w tym trzech trafiło do szpitala. Pogotowie udzieliło pomocy 16 innym osobom, sześć z nich trafiło do szpitali. Swoje straty policja wyceniła na ok. 64 tys. zł (m.in. osiem uszkodzonych radiowozów), z kolei według stołecznego ratusza straty w mieniu komunalnym wyniosły 20 tys. zł, a kolejne 30 tys. zł kosztowało sprzątanie ulic.

Cały czas w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie toczy się postępowanie dotyczące incydentów podczas tegorocznego Marszu Niepodległości. W tej sprawie zarzuty podpalenia policyjnej kabiny wartowniczej przy ambasadzie Rosji usłyszał 22-letni pochodzący z Radomska Kamil Z. - Nikt inny, poza Kamilem Z., nie usłyszał dotąd zarzutów - zaznaczył prok. Nowak. 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje