Usprawnienie czy upolitycznienie? Awantura o reformę sądownictwa

​Sejm uchwalił w środę nowelę ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa i o sądach powszechnych. Przewiduje ona m.in. wygaszenie kadencji obecnych 15 członków KRS. Ich następców wybierać będzie Sejm, a nie tak jak teraz - środowiska sędziowskie. Zwiększyć ma się także władza ministra sprawiedliwości, który będzie mógł powoływać i odwoływać prezesów sądów, od najniższego do najwyższego szczebla. "To jest złamanie konstytucji, to jest złamanie demokracji" - komentuje w rozmowie z Interią dr Ryszard Balicki z Uniwersytetu Wrocławskiego.


Reklama

Zbigniew Ziobro podczas Konwencji Zjednoczonej Prawicy, podkreślił, że reforma sądownictwa ma za zadanie "zlikwidować nadmierny korporacjonizm". Ma także "odwołać się do mechanizmów demokratycznych, które pozwolą to środowisko w demokratyczny sposób kontrolować".

Opozycja, odmawiając udziału w głosowaniach, grzmi o końcu demokracji, zniszczeniu trójpodziału władzy i upartyjnieniu sądownictwa.

Z proponowanymi zmianami nie zgadzają się także środowiska prawnicze, które obawiają się większego uzależnienia aparatu sądowniczego od ministra sprawiedliwości.

Ziobro: Oczyszczenie "stajni Augiasza"

Szczegóły nowelizacji skomentował w rozmowie z Interią dr Ryszard Balicki, który podkreślił, że zmiany w zakresie wymiaru sprawiedliwości są potrzebne, jednak powinno się je przeprowadzać w porozumieniu ze środowiskiem i w oparciu o opinie ekspertów.

- To, co się teraz dzieje, jest zwykłym przejęciem władzy nad sądami. To zdobycie pozycji, która umożliwia potencjalne wywieranie politycznych nacisków na sądownictwo - stwierdza Balicki i dodaje, że na konsekwencje tych zmian powinniśmy patrzyć w pewnym "pakiecie". 

-  Zaczęło się od rozmontowania swoistego "bezpiecznika", czyli Trybunału Konstytucyjnego, który przestał pełnić swoją rolę. Po zniszczeniu autorytetu TK i samej jego organizacji, kolejnym etapem była nowelizacja ustawy o sądownictwie powszechnym. To spowodowało, że minister sprawiedliwości, polityk, a zarazem prokurator generalny, ma bezpośredni wpływ nie tylko na wybór i usunięcie dyrektorów finansowych sądów, ale również zyskuje możliwość powoływania i odwoływania prezesów sądów w oparciu o własna wolę - podsumowuje ekspert.

Balicki: Wodzenie na pokuszenie

Opisując konsekwencje wynikające z nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa dr Balicki stwierdza, że niekonstytucyjne zmiany doprowadzą do przejęcia przez polityków kontroli w zakresie nominacji i awansów sędziowskich.

To z kolei, jak twierdzi ekspert, rodzi bardzo poważne wątpliwości w sprawie zgodności przepisów z konstytucją i aktami prawa międzynarodowego, a także może budzić ogólne wątpliwości, co do postępowania sędziego, którego życie zawodowe zależy od decyzji politycznej.

- Przedostatnim akordem w tej "wielopiętrowej" konstrukcji przejęcia władzy nad sądami jest przedstawiony projekt nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. Najbardziej cyniczny z dotychczas przygotowanych. Brutalnie przerywa funkcjonowanie SN i tworzy atrapę, która będzie działać przy ministrze sprawiedliwości - mówi Balicki, zwracając jednocześnie uwagę na zachwianie autorytetu tych, którzy pozostaną w - jak twierdzi - "pseudo" Sądzie Najwyższym.

- Oni będą funkcjonować nie dlatego, że są wybitnymi prawnikami z autorytetem i dorobkiem, ale dlatego, że pan minister sprawiedliwości tak zdecydował. To jest rozwiązanie niespotykane na skalę europejską. W państwie demokratycznym minister, polityk, nie może decydować o tym, kto będzie orzekał w sądzie najwyższym - komentuje ekspert. 

Negatywne zmiany pod szlachetną "przykrywką"?

Podobnego zdania jest adwokat Andrzej Nykiel, który podkreśla, że powoływanie się Ministerstwa Sprawiedliwości na mechanizmy demokratyczne jest ukrywaniem prawdziwego kierunku, w jakim zmierzają proponowane zmiany.

- Rzeczywistym celem jest wywieranie wpływu na kwestie personalne w sądach, co ma zmierzać do uzyskania wpływu na treść rozstrzygnięć w tych sprawach, które politycznie mogą okazać się istotne dla większości sejmowej - stwierdza Nykiel i dodaje, że jakikolwiek wpływ ministra sprawiedliwości na skład Sądu Najwyższego i sądów powszechnych zaprzecza mechanizmom demokracji.

- Minister sprawiedliwości próbuje utożsamiać demokrację z dyktatem większości sejmowej, która wygrała wybory. Tymczasem taki model "demokracji" funkcjonował w PRL. Rzeczywista demokracja, wbrew obiegowej opinii, nie opiera się na rządach większości, lecz na zagwarantowaniu każdemu obywatelowi - choćby był członkiem mniejszości - praw i wolności obywatelskich - podsumowuje Nykiel.

Poglądy szansą na sukces

Adwokat podkreśla także, że nie widzi żadnego związku pomiędzy wprowadzaniem zmian personalnych, a zlikwidowaniem lub zmniejszeniem przewlekłości postępowań sądowych.

- Proponowane ustawy nie przewidują zmian, które mogłyby rzeczywiście usprawnić wymiar sprawiedliwości, a doprowadzą do tego, że każdy sędzia być może będzie musiał stanąć przed wyborem między awansem, a zachowaniem rzeczywistej niezawisłości, czego wymaga od niego Konstytucja RP - mówi Nykiel.

- Dla środowiska prawniczego oznacza to, że etaty w sądach będzie łatwiej uzyskać prezentując odpowiednie poglądy polityczne. Tym samym kompetencje mogą okazać się już niewystarczające do osiągnięcia sukcesu zawodowego - podsumowuje.

Upadek niezawisłości w konkretnych sprawach?

Zarówno dr Ryszard Balicki, jak i adwokat Andrzej Nykiel podkreślają, że konsekwencje zmian mogą odczuć zwykli obywatele, szczególnie w przypadku konfliktu z aparatem państwa lub przedstawicielami partii rządzącej.

Jak podkreśla Nykiel, przywołując sprawę kierowcy Seicento z Oświęcimia:

- Nie potrzeba bogatej wyobraźni by zrozumieć, że każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, w której jedynie niezawisły sąd może obronić go przed aparatem państwa. Po wejściu w życie proponowanych zmian, kierowca ten mógłby się obawiać, że skład orzekający będzie miał na względzie reakcję władz państwowych na treść orzeczenia - zauważa adwokat i dodaje: "Tymczasem rzeczywista niezawisłość sędziów występuje tylko wtedy, gdy na sędziego władza wykonawcza nie może wywierać jakiegokolwiek wpływu. Jedynie wtedy każdy obywatel może się spodziewać sprawiedliwego wyroku".

Podobnie wypowiada się dr Ryszard Balicki, który podkreślając możliwy po nowelizacji upadek konstytucyjnej gwarancji, że naszą sprawę rozstrzygnie niezawisły sędzia w niezależnym sądzie.

- Jeżeli trafimy do sądu to grozi nam, że oskarżać nas będzie prokurator, który uzależniony jest od politycznego kierownictwa prokuratora generalnego, a orzekać będzie sędzia również uzależniony od politycznych decyzji organów podporządkowanych ministrowi sprawiedliwości. To jest złamanie konstytucji, to jest złamanie demokracji - podkreśla dr Ryszard Balicki.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje