W kopalni Mysłowice-Wesoła zlekceważono zagrożenie?

Komisja Wyższego Urzędu Górniczego bada, czy można było uniknąć tragicznego wypadku, do którego doszło 6 października w kopalni Mysłowice-Wesoła. Jak ustalono, w tygodniu przed katastrofą znacznie wzrosło zagrożenie metanowe oraz pożarowe.

W piątek odbyło się drugie posiedzenie komisji powołanej przez prezesa WUG do zbadania przyczyn i okoliczności wypadku. Dzień wcześniej minął miesiąc od katastrofy. 6 października na poziomie 665 m kopalni Mysłowice-Wesoła doszło do zapalenia metanu oraz do wybuchu tego gazu. W strefie zagrożenia znajdowało się wówczas 37 pracowników. 36 wyjechało na powierzchnię, 31 trafiło pierwotnie do szpitali.

Reklama

Katastrofa spowodowała 5 śmiertelnych ofiar. Czterej ciężko poparzeni górnicy w wieku 26, 28, 29 i 32 lat zmarli w kolejnych dniach w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Kolejną ofiarą stał się 42-letni kombajnista, którego ratownicy odnaleźli w 12. dobie prowadzonych w trudnych warunkach poszukiwań.

Informacje o ustaleniach komisji przekazał na briefingu w Katowicach jej przewodniczący, wiceprezes WUG Wojciech Magiera. Jak zaznaczył, eksperci zajmowali się tego dnia zarówno bieżącą sytuacją w kopalni, jak i dotychczasowymi ustaleniami dotyczącymi październikowej katastrofy.

Na podstawie bardzo wstępnych wypowiedzi ekspertów - zresztą zdania niektórych z nich na pewne tematy były podzielone - można powiedzieć, że w przeciągu ostatniego tygodnia przed zdarzeniem w rejonie ściany 560 rosło zagrożenie i metanowe i pożarowe - wskazał Magiera.

Ma to wynikać zarówno z zeznań świadków, jak i wskazań czujników, które jednak nie są do końca jednoznaczne. Jednolite wskazania pochodzą bowiem z czujników stacjonarnych, natomiast istnieją różnice w zabezpieczonych pomiarach czujników indywidualnych. Odczytywanie danych z różnych instrumentów jest czasochłonne - omówienie możliwie pełnego ich zbioru będzie najprawdopodobniej możliwe w okolicach przełomu stycznia i lutego.

Nie potrafię odpowiedzieć, czy któryś czujnik był zabezpieczony w taki sposób, żeby nie pokazywał to, co miał pokazywać - zastrzegł wiceprezes WUG. Zaznaczył natomiast, że w Mysłowicach-Wesołej na pewno doszło i do zapłonu i do wybuchu metanu. Dotąd specjaliści tylko sygnalizowali, że poza zapłonem, który nastąpił na pewno, w kopalni mogło również dojść do wybuchu.

Wśród dotychczasowych działań związanych z wyjaśnianiem przyczyn katastrofy, eksperci komisji m.in. przesłuchali 28 osób. Nie było jednak wśród nich osób ze zmiany, na której doszło do wypadku; nie przesłuchiwano też jeszcze kierownictwa kopalni.

WUG założył wstępnie dwie hipotezy przyczyn zdarzenia. Pierwsza dotyczy samoistnego pożaru endogenicznego - będącego efektem samozapłonu węgla w miejscach po jego eksploatacji, tzw. zrobach. Druga wiąże wypadek z robotami strzałowymi przy wysokim stężeniu metanu. Urządzenia pomiarowe wskazywały, że w rejonie wypadku mogły być prowadzone takie roboty - na wykresach pojawiają się chwilowe wzrosty stężeń gazów.

Wiceprezes Urzędu wskazał, że na piątkowym posiedzeniu komisji nie wykluczono jeszcze drugiej hipotezy. Uściślił, że planowane roboty strzałowe były związane z tzw. pobierką spągu, czyli wybieraniem materiału z podłoża wyrobiska - w związku z wykonywaniem rząpia, czyli dołu, w którym instalowana miała być następnie pompa.

Odnosząc się do pytań o prowadzone przed katastrofą wydobycie, Magiera wskazał, że "ściana wydobywała praktycznie do końca" - aparatura wskazuje, że praca kombajnu zakończyła się parę minut po godz. 20., podczas gdy katastrofa nastąpiła o godz. 20.57. Na pytanie, co w czasie katastrofy w tym rejonie robiła znaczna liczba ratowników górniczych, Magiera odpowiedział, że komisja dochodzi do tego.

Wiceprezes WUG przypomniał w piątek, że 3 listopada w kopalni zakończono prowadzoną od katastrofy akcję pożarową. Dzień później odbyła się tam wizja lokalna, służąca m.in. sprawdzeniu zastosowanych w związku z akcją zabezpieczeń - jedenastu korków przeciwwybuchowych i jednego korka wodnego.

Na tej podstawie specjaliści mogą już teraz przystąpić do ustalenia granic tzw. pola pożarowego i ew. dalszych działań w tym rejonie. Będą one zmierzały m.in. do uruchomienia - pod określonymi warunkami - jednej ze nieczynnych od katastrofy ścian wydobywczych zakładu. Choć sama ściana nie była bezpośrednio zagrożona, w jej drogach transportowych po katastrofie odnotowywano podwyższone stężenia gazów.

Na razie nie wiadomo, kiedy może powstać końcowy raport z prac komisji WUG. Wielu potrzebnych danych dostarczy dopiero wizja lokalna bezpośrednio w miejscu katastrofy. Wizja stanie się możliwa po wygaszeniu i wychłodzeniu zapożarowanego obecnie rejonu. Ze wstępnych szacunków zajmującego się tą kwestią zespołu wynika, że może to stać się możliwe w maju lub czerwcu 2015 r. Magiera zasygnalizował też, że wyjaśnianie zdarzeń tego typu trwa zwykle około roku. Kolejne posiedzenie komisji zaplanowano na 11 grudnia.

Niezależnie od komisji WUG, która wyjaśnia przyczyny i okoliczności katastrofy w Mysłowicach-Wesołej, śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Okręgowa w Katowicach.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje