W maju wybory do PE. Polacy wybiorą 51 europosłów

​W maju Polacy wybiorą 51 posłów do Parlamentu Europejskiego, którzy będą ubiegać się o mandat z 13 dużych okręgów wyborczych. Konstytucjonaliści, zwracają uwagę na skomplikowaną ordynację, niską frekwencję w minionych wyborach do PE, która może wynikać z niewiedzy o ich znaczeniu.

Według ordynacji do PE datę tych wyborów ogłasza prezydent (musi to zrobić nie później niż na 90 dni przed dniem wyborów). W 2011 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że w przeciwieństwie do wyborów do Sejmu i Senatu oraz wyborów prezydenckich, wybory do Parlamentu Europejskiego mogą trwać dwa dni (podobnie wybory samorządowe).  Według strony internetowej PE w 2014 r. wybory europejskie będą trwać od 22 do 25 maja - każde państwo członkowskie UE samo decyduje, w których dniach w tym okresie jego obywatele pójdą do urn. Z kolei Kodeks wyborczy określa, że wybory odbywają się w dniu wolnym od pracy, dlatego w Polsce najprawdopodobniej odbędą się one 25 maja (niedziela), jeśli głosowanie będzie jednodniowe lub 24 i 25 maja (sobota i niedziela) w przypadku wyborów dwudniowych. Głosowanie odbywa się od godz. 7 do 21.

Reklama

Wyniki głosowania ze wszystkich 28 państw UE zostaną ogłoszone wieczorem, w niedzielę 25 maja. Obywatele Unii w sumie wybiorą 751 europosłów.

Posłowie do Parlamentu Europejskiego są wybierani na pięć lat. Według polskiej ordynacji do PE może startować osoba mająca czynne prawo wyborcze, która najpóźniej w dniu głosowania skończy 21 lat i od pięciu lat stale zamieszkuje na terytorium Polski lub innego państwa Unii. Z kolei głosować mogą pełnoletni polscy obywatele, a także obywatele Unii, którzy stale mieszkają w Polsce.

Prawo zgłaszania kandydatów na posłów do PE mają komitety wyborcze partii politycznych, ich koalicji oraz komitety wyborcze wyborców, czyli mogą powstawać tzw. listy obywatelskie. Pod listami okręgowymi trzeba zebrać 10 tys. podpisów poparcia wyborców danego okręgu.

Kandydaci na europosłów, którzy mają polskie obywatelstwo, muszą składać oświadczenie lustracyjne (osoba, która złożyła niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne, nie może kandydować). 

Polska podczas wyborów do PE jest podzielona na 13 wielomandatowych okręgów wyborczych, z których część obejmuje jedno województwo (dotyczy to województw: pomorskiego, kujawsko-pomorskiego, łódzkiego, wielkopolskiego, lubelskiego, podkarpackiego i śląskiego), część to połączone dwa województwa (okręgi obejmujące województwa: warmińsko-mazurskie i podlaskie, małopolskie i świętokrzyskie, dolnośląskie i opolskie oraz lubuskie i zachodniopomorskie); jest też okręg mazowiecki i okręg obejmujący Warszawę oraz osiem powiatów wokół stolicy.

Tak jak w wyborach do Sejmu mandaty zostaną rozdzielone między komitety, które osiągną 5-procentowy próg wyborczy. Głosy oddane na listy w skali kraju będą przeliczane metodą d'Hondta, sprzyjającą dużym ugrupowaniom; dopiero później rozdzielane pomiędzy okręgi w zależności od proporcji głosów oddanych na listę w danym okręgu. W odróżnieniu od wyborów krajowych - okręgi wyborcze nie mają przypisanej określonej liczby mandatów.

Konstytucjonalista prof. Marek Chmaj uważa, że podział na 13 okręgów wyborczych jest wadą ordynacji. Jak zauważył, tylko siedem okręgów obejmuje obszar jednego województwa. To - ocenił - powoduje, że wyborcy często nie mają pojęcia, jaki jest ich okręg wyborczy. Brak stałej liczby mandatów przyporządkowanej okręgom wyborczym oraz to, że ich liczba zależy od frekwencji wyborczej w danym okręgu - to kolejne wady ordynacji do PE, na jakie wskazał. Chmaj ocenił, że ordynacja wyborcza do PE jest nieprzejrzysta, co zniechęca wyborców do udziału w głosowaniu.

Z kolei konstytucjonalista dr Ryszard Balicki podkreślił w rozmowie z PAP, że nieduża liczba okręgów wyborczych zwiększa szanse mniejszych komitetów na zdobycie mandatów. "Nawet mniejsze partie mogą znaleźć 13 liderów, lokomotyw wyborczych, którzy będą ciągnąć listy. Ponieważ frekwencja w wyborach do PE jest nieduża, może się okazać, iż nawet niezbyt liczne poparcie partii, przełoży się na konkretny wynik" - zaznaczył.

Według Balickiego teoretycznie może się zdarzyć, że ze względu na niską frekwencję z danego okręgu nie zostanie wybrany żaden europoseł. "Frekwencja działa na korzyść wszystkich partii w danym okręgu" - zaznaczył ekspert.

Podkreślił jednocześnie, że skomplikowana ordynacja wyborcza do PE nie wypływa na frekwencję podczas wyborów. "To nie wyborca dokonuje przecież tych skomplikowanych obliczeń. Dla wyborców sprawa jest prosta - tak jak w każdych innych wyborach powinien wybrać najlepszego kandydata" - dodał. W ocenie Balickiego powodem niskiej frekwencji jest to, że wyborcy nie zdają sobie sprawy, że w Brukseli zapadają ważne decyzje dotyczące wszystkich obywateli.

Podczas wyborów do PE w Polsce w 2009 r. frekwencja wyniosła 24,5 proc.; w 2004 r. (pierwsze wybory w Polsce) było to 20,9 proc.

Sekretarz PKW Kazimierz Czaplicki poinformował PAP, że na wybory do PE w rezerwie celowej budżetu państwa zapisano 110 mln zł. Dodał, że przed ogłoszeniem wyborów, PKW rozstrzygnie wątpliwości dotyczące m.in. kwotowej reprezentacji kobiet na listach.

W myśl ordynacji wyborczej, jeśli poseł lub senator zostanie eurodeputowanym, musi zrzec się krajowego mandatu. Europoseł nie może też być członkiem Rady Ministrów ani sekretarzem stanu. Nie może także zajmować stanowiska lub pełnić funkcji, których nie można łączyć ze sprawowaniem mandatu posła albo senatora.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje