Waldemar Pawlak gościem Porannej rozmowy w RMF FM

"PiS niektóre rzeczy dobrze diagnozuje i dobrze robi" - powiedział Waldemar Pawlak w Porannej rozmowie RMF FM. Były premier chwalił partię rządzącą za reformy społeczne. Rekonstrukcję rządu nazwał jednak "manewrami i przegrupowaniem w powietrzu". Pytany o marsze KOD stwierdził z kolei, że "jakoś go to nie ujęło".

Robert Mazurek: Interesuje się pan jeszcze polityką?

Waldemar Pawlak: - Tak, tak. To przyzwyczajenie i ciekawość, bo mamy nowe zupełnie czasy i nowe mechanizmy, a to zawsze jest intrygujące.

Śledził pan rekonstrukcję rządu?

- Tak, przyglądałem się i trochę byłem zdziwiony, że to takie manewry i przegrupowanie w powietrzu: bez żadnego dokumentu, bez żadnego bardziej twardego podparcia.

Reklama

A co powinni zrobić? Jak to podeprzeć? Czym?

- Na ogół takie zmiany, czy w korporacji, czy w administracji wymagają obudowania i programem i dokumentem, który by pokazywał dla wszystkich uczestników tego przejścia, gdzie są miejsca docelowe, i w jaki sposób będą się komunikować w przyszłości, a tutaj mamy do czynienia z taką sytuacją, że prawdopodobnie urzędnicy dowiedzieli się z mediów, że nagle mają nowego szefa w połączonych resortach.

Ale z sekretarkami - z całym szacunkiem dla pań sekretarek - nikt nie ustala zmiany ministra.

- Nie, ale jeżeli patrzymy na strukturę każdej organizacji, każdej korporacji to ona musi mieć pewne podstawowe elementy funkcjonalności, komunikacji i to musi działać sprawnie. To nie może być tak, że z dnia na dzień... to tak, jakby teraz panu powiedziano, że za chwilę panu tutaj odkręcą mikrofon i pan robi wywiady sobie, tak?

Panie premierze, każdy mądry po szkodzie. Przypominam panu, że u pana wicepremier i minister finansów - Marek Borowski - wytrwał 100 dni, trzy miesiące.

- Ale sam zrezygnował i to po takiej bardzo spektakularnej historii, gdzie rozmawiałem z nim wcześniej o tym, że po debiucie Banku Śląskiego na giełdzie, tam była taka rozbieżność między wyceną ministra a notowaniami na giełdzie, że nie sposób było tego nie skomentować, nie zareagować. I konsekwencje poniósł pan minister Kawalec, a pan minister Borowski uniósł się honorem i zrezygnował, a jak zrezygnował, to rezygnacja została przyjęta.

Panie premierze, ale zasadniczo dobry to kierunek, że minister Morawiecki, wicepremier Morawiecki przejmuje kolejny resort i skupia taką dużą władzę w jednym ręku?

- To pierwszy raz w historii Polski, czy tutaj naszej administracji, żeby łączyć funkcje Ministra Finansów i Ministra Gospodarki i Rozwoju - tak szerzej ujmując. Pytanie, czy minister Morawiecki będzie bardziej Ministrem Finansów czy bardziej Ministrem Gospodarki, bo to jeszcze się okaże. Takie duże struktury z reguły są trudne do zarządzania.

A Jacek Vincent Rostowski chwali i mówi, że nareszcie jest tak, jak powinno być.

- Jacek Vincent Rostowski marzył o tym, żeby mieć wszystko w jednym ręku i wszystkim zarządzać, więc on jak był Ministrem - tylko ministrem - Finansów, to rościł sobie prawo do wtrącania się we wszystkie ministerstwa, nie tylko ministerstwa gospodarcze.

Ale pamięta pan, że taką samą władzę miał - de facto - Leszek Balcerowicz, chociaż był tylko wicepremierem i Ministrem Finansów.

- A to jest ciekawy przykład, bo właśnie Leszek Balcerowicz, kiedy wchodził do rządu z AWS-em, postawił warunek, że trzy działy, tzn. finanse publiczne, podatki oraz instytucje finansowe, muszą być razem, muszą być pod jednym ministrem i to zapisano w ustawie wtedy, żeby dać Balcerowiczowi właśnie takie duże imperium. Natomiast w ustawie o działach, która mówiła o tym, jakie są te główne elementy administracji państwowej, te działy mogą być rozdzielone.

- I gdyby, na przykład, Morawiecki, rozmawiałem o tym wczoraj z Ludwikiem Dornem, gdyby Morawiecki przejął instytucje finansowe, a sprawy podatków i finansów publicznych, czyli budżetu zostały u Ministra Finansów, to to by miało pewną taką korporacyjną logikę. Jeżeli z jednej strony jest księgowym, a z drugiej strony - dyrektorem do spraw rozwoju, to tutaj pojawia się duży problem wewnętrzny u takiej osoby.

Pani premier powiedziała, że będzie musiał sam siebie kontrolować.

- Mam wrażenie, że pani premier tak trochę z cicha pęk, jak to się mówi, zastosowała pewien ciekawy manewr, bo pożyczyła sobie z programu Morawieckiego Rządowe Centrum Studiów Strategicznych i zrobiła je w Kancelarii  Premiera. Pytanie, kto będzie tam tym głównym strategiem w Kancelarii Premiera, bo to on będzie kontrolerem de facto.

Pan się świetnie ciągle czuje w polityce. 19 listopada jest kongres PSL-u i słyszę, że pan chce zostać szefem Rady Naczelnej.

- To użyję takiego modnego ostatnio słowa: "niekoniecznie".

- Kongres jest koniecznie, niekoniecznie pan chce zostać?

- Tak, właśnie, bo myślę, że w życiu, w polityce są pewne takie czasowe fale. I mnie układa się mój rytm polityczny i pozapolityczny w takie siedmioletnie okresy. To dopiero w 2019 roku nadchodzi.

Panu z jakiegoś astralnego kalendarza to wyszło?

- Nie, po prostu z życiowego. Pierwszy raz, kiedy zostałem prezesem PSL-u, potem byłem premierem, robiliśmy koalicję, ale po 7 latach wybory poszły nie najciekawiej, zostałem odwołany, a po następnych 7 latach koledzy, którzy mnie wyrzucali przyszli i powiedzieli: wiesz, taka jest sytuacja trudna, to może byśmy jeszcze raz poratowali PSL. Wróciłem w 2005, w 2006 roku dobry wynik w wyborach, a w 2012 widział pan, że nic nie zapowiadało takiej zmiany, a nastąpiła. Więc trzeba mieć respekt dla rytmu takiej biologii i przyrody.

Zostawmy to. Władysław Kosiniak-Kamysz jest dobrym prezesem partii?

- Na pewno jest zdolnym, młodym człowiekiem, który ma niełatwą sytuację, bo dzisiaj w ogóle każde ugrupowanie opozycyjne...

Ale jest dobrym czy niedobrym? Bo wiemy, że ma niełatwą sytuację.

- Wie pan, to też dodatkowo utrudnia mu rozwinięcie skrzydeł, a w moim przekonaniu radzi sobie dość dobrze.

Pański kolega partyjny, Jarosław Kalinowski, opowiadał o tym, że program 500+ w zasadzie zacementował poparcie PiS-u na wsi. Że jeszcze długo nie będziecie mogli tej bariery skruszyć.

- Ja myślę, że trzeba na to spojrzeć z innej trochę strony. Tzn. PiS odwołuje się do ludzi, którzy oczekują takiego wsparcia socjalnego, którzy oczekują, że państwo coś za nich zrobi i rozwiąże ich problemy życiowe. PSL - tak ja to zawsze rozumiałem - odwoływało się do gospodarzy. Do tych, którzy sobie dobrze radzą i potrafią i o swoje sprawy, i o sprawy wspólne zadbać.

Ale jest bardzo wielu ludzi wykluczonych, tych, dla których 500+ naprawdę coś znaczy.

- Tak i trzeba ten program doceniać, tzn. ja go doceniam, że tutaj PiS z takim rozmachem do tego podszedł, bo gdyby zaproponować trochę bardziej zoptymalizowanie tego programu, że nie przekazuje się tych pieniędzy wszystkim tak bez żadnych limitów, gdyby np. wprowadzić progi dochodowe to wówczas być może to nie byłoby 500 złotych, może byłyby 700 albo tysiąc, dla tych, którzy rzeczywiście są w trudnej sytuacji, mają niskie dochody.

Panie premierze, chadza pan na marsze KOD-u?

- Nie.

- A dlaczego?

- A, jakoś tak nie ujęło mnie to.

A Władysław Kosiniak-Kamysz był na pierwszym takim wspólnym, wielkim marszu opozycji...

- No, to nie było, w mojej ocenie, potrzebne, bo wydaje mi się, że nie można polityki redukować do tego, że teraz cała opozycja będzie próbowała się jednym mianownikiem posługiwać - że są tylko antyPiS-em. To zupełnie nieporozumienie, bo PiS niektóre rzeczy dobrze diagnozuje, niektóre nawet udaje mu się dobrze zrobić.

A które mu się udaje dobrze zrobić?

- No, jak mówimy o programie 500+, to trzeba to docenić, że to zostało zrobione przy dużym przerzuceniu ciężarów administracyjnych, wykonawczych, na samorządy, ale zostało to zrobione, może i bez dobrej takiej właśnie optymalizacji, bo można było z tego zrobić lepszy program dla tych, którzy naprawdę potrzebują, a tak rozdano pieniądze ...

Kiedyś PSL było partią obrotową, tzn. taką, która wyobrażała sobie np. koalicje z PiS-em. Teraz to możliwe czy nie?

- Złośliwie pan trochę słowa używa "obrotową", bo gdyby pan powiedział, że z dużą zdolnością koalicyjna...

Dobrze, to powiedzmy że z bardzo dużą zdolnością koalicyjną.

-No właśnie, i to, niech mi pan powie, czy to jest źle, że możemy rozmawiać jak ludzie z różnymi środowiskami politycznymi? Potrafimy ich szanować, starać się zrozumieć tak, żeby tworzyć rozwiązania, które dla kraju mogą być lepsze.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy