Wałęsa na kontrmanifestacji smoleńskiej. "Komuś zależy na gorszących scenach"

"Ewidentnie komuś zależy na gorszących scenach na Krakowskim Przedmieściu, żeby ktoś był usuwany przez policję i żeby pewna część demonstrantów mogła przedstawić się jako walczący z autorytarną władzą - skomentował obecność Lecha Wałęsy na kontrmanifestacji najbliższej miesięcznicy smoleńskiej rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński. "To pokaże, że jest rzeczywisty problem i będzie odpowiedzią na łamanie prawa w kwestii wolności zgromadzeń" - ocenił z kolei Grzegorz Schetyna.

Były prezydent Lech Wałęsa zapowiedział, że pojawi się na kontrmanifestacji miesięcznicy smoleńskiej 10 lipca. "Potwierdzam swoją obecność" - napisał na Facebooku.

Reklama

Wałęsa udostępnił wpis stowarzyszenia "My naród", które zapowiedziało: "My, Naród razem z Lechem Wałęsą i Władysławem Frasyniukiem na kontrmanifestacji miesięcznicy smoleńskiej 10 lipca 2017, nie może Was zabraknąć. To się dzieje teraz!". Były prezydent skomentował: "Potwierdzam swoją obecność".

Przepychanki w czasie ostatniej miesięcznicy

W czasie obchodów ostatniej miesięcznicy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie kilkadziesiąt osób usiadło w poprzek jezdni, próbując w ten sposób zatrzymać przemarsz przed Pałac Prezydencki uczestnikom Marszu Pamięci. Policja skierowała 91 wniosków do sądu za blokowanie jezdni na drodze marszu. Wśród kontrmanifestujących był min. Władysław Frasyniuk.

"Tyle złej woli czy nienawiści"

"Ja się w ogóle zastanawiam, dlaczego ktoś znajduje w sobie, nie wiem, tyle złej woli czy nienawiści, żeby przychodzić i w jakiś sposób blokować (...) te miesięcznice, dlaczego po siedmiu latach, kiedy te miesięcznice miesiąc w miesiąc się odbywały, nagle znajduje się grupa ludzi, którym zależy na wywołaniu jakichś niepokojów społecznych" - powiedział Krzysztof Łapiński pytany w Radiu Plus o nadchodzące obchody tzw. miesięcznicy smoleńskiej.

Na uwagę dziennikarza, że jednym z uzasadnień blokad podawanych przez organizatorów jest protest przeciwko zmianom w Prawie o zgromadzeniach, rzecznik odparł, że "to prawo w żaden sposób nie ogranicza prawa do demonstrowania innych osób", a nakłada pewne ograniczenia tylko w tym sensie, "żeby w jednym czasie i w jednym miejscu nie organizowane były sprzeczne ze sobą czy antagonistyczne demonstracje".

"Chyba lepiej jest tak, że już na poziomie organizacji jakiejś demonstracji, czy kontrdemonstracji wiadomo, że one nie zetkną się bezpośrednio" - przekonywał.

"To w obrazkach telewizyjnych zawsze wygląda źle"

Łapiński ocenił jednocześnie, że jego zdaniem tak naprawdę sprzeciw wobec ustawy o zgromadzeniach "jest tylko pretekstem". "Ewidentnie komuś na tym zależy, żeby były gorszące sceny na Krakowskim Przedmieściu, żeby ktoś, nie wiem, był usuwany przez policję; wiadomo, że to w obrazkach telewizyjnych zawsze wygląda źle (...), nawet, jeśli (...) policja - jak państwo widzieli - nie jest z tarczami, nie jest z kaskami, nie jest z pałkami, tylko usuwa te osoby blokujące przemarsz i robi to w taki sposób dość, stara się, pokojowy jak najbardziej" - mówił.

"Chyba też o to chodzi, żeby w telewizji widzowie, Polacy, oglądali takie gorszące sceny i żeby pewna część tych demonstrantów przedstawiała się jako, nie wiem, walczący z autorytarną władzą" - dodał rzecznik prezydenta.

W jego ocenie celem blokad jest przede wszystkim "efekt propagandowy i też taka chęć pokazania, że w Polsce źle się dzieje, bo grupy, które są opozycyjne wobec władzy, są tłamszone, są niemalże bite przez policję itd.". "Mam nadzieję, że społeczeństwo nie da się na to nabrać i będzie wiedziało, że ci, którzy przychodzą, żeby zablokować tę demonstrację, przychodzą ze złą wolą" - zaznaczył Łapiński.

"To dpowiedź także Lecha Wałęsy na łamanie prawa"

"Ja wierzę w intuicję Lecha Wałęsy, prezydenta Lecha Wałęsa, on mówił, że pojawi się w Warszawie na demonstracji wtedy, kiedy będą 2 miliony ludzi, wierzę, że to jest ten czas" - mówił Schetyna w piątek w radiowej Trójce.

"Mówiąc zupełnie wprost: ta sytuacja musi zostać rozwiązana, to jest odpowiedź także dzisiaj Lecha Wałęsy na łamanie prawa" - dodał. Według szefa PO, trzeba wrócić do poprzednich przepisów, ponieważ - jak podkreślił - nikt nie ma prawa ograniczać wolności zgromadzeń.

Pytany, czy udział Lecha Wałęsy w kontrmanifestacji może być katalizatorem zmian w tej kwestii, Schetyna odpowiedział, że jego zdaniem pokaże to, że "jest rzeczywisty problem".

"Przemarsz trzydziestu osób czy kilkudziesięciu osób w miesięcznicę z katedry pod Pałac Prezydencki będzie chroniony znowu przez tysiące policjantów, ulice będą zamykane" - mówił Schetyna. "Widzę tę po prostu okupację tej części Warszawy, widzę to oczami wyobraźni" - dodał. "To będzie kolejna kompromitacja i miesięcznicy, i sposoby jej obchodzenia przez Kaczyńskiego i towarzyszy" - powiedział szef PO.

Prawo o zgromadzeniach

Od kwietnia obowiązują zmiany w Prawie o zgromadzeniach, które dały pierwszeństwo tzw. zgromadzeniom cyklicznym, czyli np. miesięcznicom. Ustawa daje możliwość otrzymania na trzy lata zgody władz na cykliczne organizowanie zgromadzeń i brak możliwości organizacji konkurencyjnego zgromadzenia w tym samym miejscu i czasie.

W grudniu ub.r. prezydent Andrzej Duda poprosił TK o zbadanie - w tzw. trybie prewencyjnym - przepisu wprowadzającego zgromadzenia cykliczne. W marcu TK orzekł, że przepisy te są zgodne z konstytucją. Po ogłoszeniu decyzji Trybunału ówczesny dyrektor biura prasowego prezydenckiej kancelarii Marek Magierowski powiedział, że prezydent podtrzymuje swoje wątpliwości dotyczące Prawa o zgromadzeniach, z drugiej strony szanuje wyrok TK.

Dowiedz się więcej na temat: miesięcznica smoleńska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje