​Waszczykowski: Miejsce w Radzie to bilet do uczestnictwa w światowej polityce

- Członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ jest instrumentem prowadzenia polityki zagranicznej, który może pozwolić nam zaistnieć w świecie bardziej niż do tej pory. Miejsce w Radzie to pewnego rodzaju bilet do uczestnictwa w światowej polityce - mówi w wywiadzie dla PAP szef MSZ Witold Waszczykowski.

Szef MSZ, pytany o to, na ile Polska ma w globalnej polityce realne interesy, o których realizację mogłaby zabiegać, powiedział:  przestrzeganie prawa międzynarodowego czy zapobieganie konfliktom - to są właśnie nasze globalne interesy. Mamy też rozproszone po całym świecie interesy gospodarcze.

Reklama

- Inną kwestią jest możliwość prowadzenia polityki na poziomie globalnym. Jej warunkiem jest posiadanie instrumentów, po pierwsze - rozbudowanej sieci placówek - dodał.

Odnosząc się do kwestii "zamrożonych" konfliktów we wschodniej Ukrainie, okupowanych terytoriach Gruzji, w mołdawskim Naddniestrzu czy Górskim Karabachu, Waszczykowski zaznaczył, że dla każdego z tych przypadków stworzono odrębne mechanizmy pokojowe.

- Co więcej, ponieważ we wszystkich tych konfliktach swoje interesy ma Rosja, najprawdopodobniej nie wejdą na poziom RB. W ostatnich latach niestałym członkiem Rady była przecież Ukraina, a mimo to, ze względu na rosyjskie weto, Rada nie była w stanie podjąć żadnych działań. Nie jesteśmy naiwni, mamy świadomość, że Rosja, tam, gdzie prace Rady Bezpieczeństwa będą zagrażały jej interesom, będzie je po prostu blokować. Z drugiej strony historia zna przypadki skutecznej presji wywieranej na jednego z członków Rady. Dlatego nie zamierzamy rezygnować ze starań o to, by była ona wywierana - wyjaśnił.

Zaznaczył, że są trzy alternatywne pomysły na to, jaką rolę miałoby odegrać ONZ we wschodniej Ukrainie.

- Pierwszy to ustanowienie operacji pokojowej, która rozdzielałaby Donbas od Ukrainy - taka koncepcja najprawdopodobniej nie będzie zaakceptowana przez Kijów, bo ona spowodowałaby trwałe odcięcie wschodnich regionów od Ukrainy. Drugi projekt polegałby na ustanowieniu misji pokojowej na granicy rosyjsko-ukraińskiej, ale na takie rozwiązanie nie zgodzi się najprawdopodobniej Moskwa, ponieważ taka operacja odcinałaby Donbas od rosyjskich dostaw i wsparcia dla rebeliantów. Pozostaje więc koncepcja trzecia, a więc stworzenie operacji hybrydowej, mieszanej ONZ-OBWE.

Pytany o to, czy członkostwo w Radzie mogłoby się stać kluczem do poprawy stosunków polsko-rosyjskich, mówił, że istniała taka nadzieja. 

- W czerwcu szef MSZ Rosji Siergiej Ławrow pogratulował Polsce wyboru do Rady Bezpieczeństwa i zaproponował nam konsultacje na szczeblu wiceministrów. Przyjęliśmy to zaproszenie z zadowoleniem. Ówczesna wiceszefowa MSZ Joanna Wronecka (obecnie ambasador RP przy ONZ w Nowym Jorku - red.) udała się do Moskwy i takie konsultacje poświęcone problematyce ONZ-owskiej, odbyła. Z tego, co przekazała mi później, przebiegły one w dobrej atmosferze. Mamy oczywiście rozbieżności na temat niektórych kryzysów międzynarodowych, np. na Ukrainie czy w Syrii - tutaj się różnimy. Ale jest wiele innych kwestii - jak nieproliferacja broni jądrowej czy kwestia Korei Płn., gdzie zdania są zbieżne - tłumaczył.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje