Włocławek: Co się stało z USG dzieci?

Usterka sprzętu, błąd człowieka czy też jego celowe działanie. Prokuratorzy badający śmierć nienarodzonych bliźniąt we Włocławku wyjaśnią, jak to się stało, że z pamięci aparatów USG została skasowana historia badań.

Odkryli to kontrolerzy z kujawsko-pomorskiego oddziału NFZ i powiadomili prokuraturę. Rzecznik oddziału Jan Raszeja powiedział, że w pamięci jednego z aparatów USG luka wynosi około trzech dni, a w pamięci drugiego 20 godzin. W każdym jednak wypadku obejmuje badania z nocy, w której zmarły bliźnięta.

Prokuratorzy zabezpieczyli urządzenia i będą sprawdzać, czy ktoś celowo usunął z nich historię badań. Prokuratura dysponuje narzędziami, które pozwolą ustalić, w jaki sposób powstała luka.

"Gazeta Wyborcza" podała tymczasem, że w nocy, w którą przywieziono do szpitala pacjentkę z ciążą bliźniaczą, ordynator ginekologii spóźnił się na dyżur, bo pracował w swoim prywatnym szpitalu.

Prokuratura będzie też wyjaśniać, czy w nocy, gdy tętno dzieci zaczęło spadać, ordynator nie zbadał kobiety, bo spał, czy też już wcześniej pojechał do domu. Według gazety, następnego dnia ordynator znów pracował w prywatnej placówce.

Prokuratura we Włocławku ma jutro przedstawić pierwsze wyniki śledztwa. Polskiemu Radiu Pomorza i Kujaw nie udało się dziś skontaktować z dyrektorem Szpitala Specjalistycznego imienia księdza Jerzego Popiełuszki.
Bliźnięta zmarły w nocy z 16 na 17 stycznia. Doszło do tego kilkanaście godzin przed planowanym porodem, który miał się odbyć poprzez cesarskie cięcie.

Ojciec dzieci obwinia o ich śmierć personel placówki. Sekcja zwłok bliźniąt wstępnie wykazała jako bezpośrednią przyczynę ich śmierci niewydolność oddechowo-krążeniową. Jednocześnie nie stwierdzono żadnych poważnych wad rozwojowych. Na wyniki badań próbek, pobranych przez patologów, trzeba będzie poczekać co najmniej kilka tygodni.

Dowiedz się więcej na temat: śmierć bliźniąt w szpitalu we Włocławku

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje