Karę w zawieszeniu wymierzył w środę Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie dowódcy jednostki za poniżanie i naruszenie nietykalności cielesnej swej podwładnej, oficer, z którą wcześniej był w związku. Tej sprawy w ogóle nie powinno być - mówił sąd w wyroku.

Zdjęcie

Sąd /©123RF/PICSEL
Sąd
/©123RF/PICSEL

O tej precedensowej sprawie Żandarmerię Wojskową zawiadomiła trzy lata temu ppor. Katarzyna R., wojskowa lekarka, dwukrotna uczestniczka misji w Afganistanie, na co dzień służąca w jednostce w Krakowie. Kobieta popadła w konflikt ze swym przełożonym ppłk. Zbigniewem R., z którym przedtem łączył ją związek - już wtedy była jego podwładną. Jak twierdzi kobieta, związek rozpadł się z powodu przemocy wobec niej. W związku z tym zgłosiła sprawę wyższym przełożonym; chciała być przeniesiona do innej jednostki. Wówczas ppłk R. miał zacząć ją szykanować w pracy utrudniając służbę.

W listopadzie 2011 r. kobieta złożyła wniosek o ściganie swego dowódcy, ale i to nie spowodowało żadnych decyzji kadrowych w jej sprawie. Postępowanie przygotowawcze trwało dwa lata (w tym czasie Katarzyna R. dwukrotnie była w Afganistanie) aż latem tego roku rozpoczął się proces.

Reklama

Ppłk Zbigniew R. jest oskarżony m.in. o to, że od maja 2009 r. do końca marca 2010 r. kilkakrotnie znęcał się fizycznie i psychicznie nad ppor. Katarzyną R., grożąc jej nożem, przyduszając, używając wulgaryzmów, szarpiąc, uderzając, a nawet gryząc w twarz. Wojskowa Prokuratura Garnizonowa przyjęła, że inkryminowane zdarzenia - choć miały miejsce w okolicznościach prywatnych - mają znaczenie w kontekście podległości służbowej oficera przełożonego i podwładnego. Grozi za to do 5 lat więzienia. Oskarżony dowódca nie przyznawał się do zarzutów. Jego zdaniem zdarzenia opisane przez Katarzynę R. przebiegały inaczej.

W środę WSO w Warszawie wydał wyrok w tej sprawie. Oskarżony został skazany na karę łączną 4 miesięcy ograniczenia wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na roczny okres próbny. "Nie lubię damskich bokserów w żadnej postaci, ale nie to, lecz całokształt sprawy miał wpływ na wymiar kary" - mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia ppłk Robert Gmyz.

Sąd dał wiarę pokrzywdzonej, że doszło do aktów przemocy słownej i fizycznej wobec niej - o czym świadczą m.in. zeznania oraz obdukcja lekarska, ale przede wszystkim rozważał, jaką kwalifikację prawną zastosować do tych czynów - wojskową czy cywilną. W grę wchodziły "wojskowe" przepisy o psychicznym i fizycznym znęcaniu się przełożonego nad podwładnym (zagrożone karą do 5 lat więzienia), przepisy o poniżaniu, znieważaniu oraz uderzeniu lub naruszeniu nietykalności cielesnej podwładnego przez przełożonego (możliwa kara do 2 lat więzienia) lub typowo cywilne przepisy o pobiciu, znieważeniu lub znęcaniu się.

"Sprawa jest nietypowa, ale w sensie podmiotów w niej uczestniczących czyli oficerów. Bo w innym sensie niestety jest typowa" - ocenił Gmyz. Uznał, że adekwatne będą przepisy z części wojskowej, dotyczące poniżania i uderzenia oraz naruszenia nietykalności cielesnej podwładnej przez przełożonego. "Pokrzywdzona jest osobą mocną psychicznie, dwukrotna uczestniczka misji w Afganistanie. To oskarżony mieszkał u pokrzywdzonej, a nie na odwrót. Dlatego trudno mówić o znęcaniu się w klasycznym sensie" - wyjaśnił sędzia.

"Gdyby uznać, że działo się to w realiach niewojskowych, to sprawa byłaby przedawniona, gdyż zawiadomienie pokrzywdzonej złożono po terminie. Zdaniem sądu to była sprawa wojskowa, która jednak w ogóle nie powinna tu trafić, bo oskarżony błyskawicznie powinien zrobić wszystko, aby ta pani została przeniesiona do innej jednostki - albo samemu się przenieść. I wtedy sprawa do sądu by nie trafiła" - mówił sędzia.

Zarazem sąd zauważył, że i pokrzywdzona ponosi pewną odpowiedzialność w całej sprawie, bo weszła w związek z oficerem przełożonym. "Ale to on ponosi większą odpowiedzialność, jako dowódca" - podkreślił sędzia.

Ze względów proceduralnych sąd uniewinnił oskarżonego dowódcę od zarzutu niedopełnienia obowiązków, jaki mu postawiono w tej sprawie. Chodziło o to, że pewnego dnia zarówno pani podporucznik, jak i oskarżony dowódca pili razem alkohol, a następnego dnia mieli udać się na ćwiczenia strzeleckie, podczas których pani doktor miała stanowić zabezpieczenie lekarskie. Zarzut dotyczy tego, że dowódca nie wszczął wobec niej - choć powinien - postępowania dyscyplinarnego. Sąd uznał, że w chwili zdarzenia obowiązywały inne niż dziś przepisy, które w sytuacjach takich jak ta - gdy okoliczności sprawy są niewątpliwe - pozwalały dowódcy poprzestać na rozmowie ostrzegawczej z podwładnym, bez wszczynania "dyscyplinarki".

Wyrok jest nieprawomocny i można się od niego odwołać do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego. Nie wiadomo, czy oskarżony to zrobi, bo ani on, ani jego obrońca, nie był obecny w środę w Sądzie. Po rozpoczęciu procesu i opisaniu tej sprawy w PAP, ppor. Katarzyna R. doczekała się przeniesienia do centrum szkolenia lekarzy wojskowych w Łodzi, gdzie ma zacząć służbę od października. Niedługo później wyjeżdża po raz trzeci do Afganistanu.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Więcej na temat:kara | podwładni | wyrok | sąd | wyrok sądu | decyzja sądu