Wypadek autokaru z dziećmi na zakopiance. Wszczęto śledztwo

Prokuratura Rejonowa w Myślenicach wszczęła w poniedziałek śledztwo w sprawie wypadku autokaru przewożącego dzieci na zakopiance. Jest ono prowadzone pod kątem nieumyślnego spowodowania katastrofy w ruchu lądowym - poinformowała zastępca prokuratora rejonowego Beata Florkow. Z kolei rzeczniczka wojewody małopolskiego Joanna Paździo przekazała, że w szpitalach przebywa wciąż 10 osób.

"Postępowanie jest na początkowym etapie, więc na razie o żadnych przyczynach nie możemy mówić. Został zabezpieczony materiał dowodowy, są przesłuchiwani świadkowie, kierowcy innych samochodów, którzy widzieli zdarzenie. Podejmiemy próbę odtworzenia nagrania z kamery zabezpieczonej w tirze, przeanalizujemy rejestratory pojazdów i powołamy biegłych ekspertów" - powiedziała prok. Florkow.   

Reklama

Za nieumyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym zagrażającej życiu lub zdrowiu wielu osób grozi kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat.    

10 osób nadal w szpitalach

Pięcioro dzieci i pięcioro dorosłych, którzy doznali obrażeń podczas piątkowego zderzenia autokaru z tirem na zakopiance, nadal przebywa w szpitalach.

"Poszkodowane dzieci znajdują się w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie Prokocimiu oraz Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach, a dorośli są rozlokowani w dwóch krakowskich szpitalach oraz w szpitalach w Suchej Beskidzkiej, Limanowej i Nowym Targu" -  poinformowała rzeczniczka wojewody małopolskiego Joanna Paździo.

Z uwagi na ochronę danych osobowych rzeczniczka nie udziela informacji o stanie zdrowia poszkodowanych, ani o przebiegu leczenia.     

Autokar zderzył się z tirem

Do zderzenia autokaru przewożącego 42 dzieci i troje opiekunów z tirem doszło w piątek ok. godz. 10.40 w miejscowości Tenczyn na drodze krajowej nr 7, czyli popularnej zakopiance. W wypadku uczestniczył też samochód osobowy. Łącznie do szpitali przewieziono 34 osoby. Cztery osoby, w tym jedno dziecko, zostały ciężko ranne. Jeszcze w piątek szpitale opuściło 16 poszkodowanych, a w sobotę kolejnych 7 osób wróciło do domów.    

Autokarem, który uczestniczył w wypadku, podróżowali uczniowie ze Szkoły Podstawowej nr 261 z warszawskiego Wilanowa. Wracali z Zakopanego.     

Wojewoda małopolski Piotr Ćwik, który przybył na miejsce wypadku, podkreślił profesjonalizm wszystkich służb podczas akcji ratowniczej i usuwaniu skutków wypadku. Pierwsze służby ratownicze - strażacy, dotarli na miejsce już kilka minut po zdarzeniu. W działaniach ratowniczych brało udział osiem zespołów ratownictwa medycznego, pięć śmigłowców, w tym cztery LPR i jeden wojskowy z 3. Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej z Balic oraz liczne zastępy strażaków. 

Poszkodowani trafili do 10 szpitali, w tym pięciu krakowskich, czterech powiatowych oraz do szpitala w Katowicach Ligocie. Jedenaścioro dzieci zostało przetransportowanych do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie Prokocimiu. Ofiarom i świadkom wypadku pomocy psychologicznej udzielał Ośrodek Interwencji Kryzysowej w Myślenicach.     

Poszkodowane w wypadku dzieci, które nie wymagały hospitalizacji, zostały przewiezione do szkoły w pobliskim Lubniu, gdzie zorganizowano opiekę psychologiczną. Z tej pomocy skorzystały również dzieci z busa jadącego za autokarem, który brał udział w wypadku. Wycieczka z warszawskiej szkoły była bowiem podzielona na trzy autokary. Ten który uczestniczył w wypadku jechał jako drugi w kolejności.     

Po rozlokowaniu poszkodowanych w szpitalach istotne okazało się uruchomienie całodobowej infolinii dla rodzin - (12) 39 21 115. Wielu rodziców dotarło na miejsce, aby zabrać swoje dzieci do Warszawy. Osoby te odjechały dodatkowym wagonem, dołączonym do pociągu do stolicy. Podróż odbywały z udziałem ratownika medycznego i psychologa oraz mazowieckiej kurator oświaty, która również dotarła na miejsce wypadku.    

Wstępne ustalenia policji

Policja pod nadzorem obecnej na miejscu wypadku prokurator zabezpieczała materiał dowodowy. Przedstawiciele Inspekcji Transportu Drogowego zabezpieczyli natomiast dane z tachografu samochodu ciężarowego. Wynikało z nich, że kierowca nie naruszył czasu jazdy i odpoczynku, w momencie wypadku jechał z prędkością 65 km na godzinę, a pojazd nie był przeciążony i przewoził około 8 ton ładunku. Tachograf w autobusie był na tyle zniszczony, że na razie nie udało się odczytać z niego danych. Kierujący pojazdami byli trzeźwi.    

Według wstępnych ustaleń autobus, który jechał od strony Zakopanego, czołowo zderzył się z tirem. Pojazdy stanęły w poprzek drogi i częściowo wjechały do rowu. W wypadku brał udział również samochód osobowy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje